11 lutego br. po odbyciu kary 25 lat więzienia, na wolność wyjdzie Mariusz Trynkiewicz. I w związku z tym, nasuwa mi się parę pytań…

STOP!

Czujecie? Pociągnijcie nosem, jak pamiętni dwaj „przedstawiciele resortu” w filmie „Miś”. Tak… Przy zadawaniu pytań zawsze pojawia się jedno słowo: POLITYKA. Brzydkie słowo, którego to unikamy jak tylko można. Do tej pory, wszyscy działacze społeczni parający się bezpieczeństwem, a mający „większe aspiracje” kończyli zagubieni jak Titanic we mgle – jak słynny szeryf Internetu z Poznania – lub też jako spolegliwa maszynka do głosowania z tylnych, sejmowych ław. Dlatego tematy polityczne staramy się zrzucać na inne barki, a sami skupiamy się na pracy u podstaw. Cierpliwie – jak Mojżesz swoje kazania – tłumacząc jak dbać o bezpieczeństwo swoje, swoich bliskich i swojego otoczenia.

Jednak są takie chwile, kiedy anielskiej cierpliwości już nie starczy i warto zadać kilka pytań. Tym razem w związku z wyjściem na wolność Mariusza Trynkiewicza. Warto, abyście zadali je również sobie sami.

Pytanie pierwsze

Kto w 1989 roku uchwalił prawo, zmieniające karę śmierci na 25 lat więzienia? Za komuny – co by o niej nie mówić – a zwłaszcza w jej schyłkowym okresie, otrzymywały ją osoby naprawdę TRUDNE w społecznym współżyciu, z małą szansą na poprawę.

Pytanie drugie

Kto tak przygotował, uchwalił i wprowadził w życie przepisy pozwalające na dalsze przetrzymywanie w odosobnieniu osób niebezpiecznych, że nie obejmą one bohatera tego felietonu? Bowiem każde prawo – zgodnie z procedurami jego uchwalania – ma swój czas wejścia w życie. A już inną sprawą jest w ogóle jego zgodność z konstytucją naszej Ojczyzny.

Pytanie trzecie

Czy jeśli Mariusz Trynkiewicz znajdzie się na wolności – bo może jednak się na niej nie znaleźć, jeśli wspomniana wyżej ustawa zadziała – to czy tzw. media brukowe (przede wszystkim Fakt i Super Express) nie urządzą sobie „nagonki na zwierzynę”, prześcigając się w zdobywaniu gorących materiałów na „jedynki”? Tzw. „matka Madzi” z gołym tyłkiem na koniu w jeziorze, to nie był „kraniec Internetu”, moi drodzy czytelnicy. Krańce to Wy dopiero zobaczycie, jeśli policyjne „siły i środki” zapowiedziane przez Komendanta Głównego Policji nie będą wystarczające. No i z tego na ile jestem zorientowany, to Pawła Tuchlina (aka „Skorpion”) nie ciągano jak dzikiego zwierza w klatce od miasta do miasta, ku uciesze publiki. Karę śmierci za popełnione przestępstwa orzeczono oraz wykonano zgodnie z obowiązującym prawem, choć za komuny przecież różne rzeczy mogły się dziać, no nie?

Pytania więc sobie i Wam zadałem, a teraz na poważnie. Znaczy się to co powyżej to też było, ale mówione tak przy piwku z dobrą zakąską, wśród starych znajomych, jakimi Wy – czytelnicy Kryzysowo.pl – dla nas jesteście.

Mam taką możliwość, że choć już nie jestem studentem, to obracam się w kręgach ludzi trochę ode mnie młodszych, korzystających z otwartości na świat, jaką dało nam choćby wejście w 2004 roku do Unii Europejskiej. I widzę tu narastającą – zwłaszcza po 10 kwietnia 2010 roku – nieufność do struktur naszego państwa. Nie chcę wchodzić w dywagacje „kto, co i jak”, bo nawet pisząc, że zawinił przede wszystkim „jakośbędzizm” i brak odpowiedzialności, już z miejsca określę się jako zwolennik/przeciwnik jakiegoś obozu.

I to nie tak, że winni są jedni albo drudzy, a receptą mogą być trzeci. Środki przekazu informacji, w tym Internet, PR, polityczny marketing czy inne medialne sztuczki łatwo mogą wpływać na społeczeństwo, a nawet nim manipulować w ramach – czasami i przekraczanych reguł – jakim kieruje się demokratyczne państwo i żyjące w nim społeczeństwo, korzystające z wolności słowa, poglądów czy przekonań. Jednak wspomniani przeze mnie wcześniej młodzi ludzie potrafią też myśleć. Na razie może trochę leniwie i ospale, ale konkretne wnioski potrafią wyciągnąć. Rozwiązanie kwestii Trynkiewicza (i osób mu podobnych, którym w tym roku skończą się długoletnie wyroki) może być kolejnym kamieniem, w budowie muru nieufności do państwa. Państwa, w którym nikt za nic nie odpowiada, nigdy nie ma za nic odpowiedzialnych, a tak w ogóle to „nic się nie stało, naprawdę nic się nie stało”.

I jeszcze coś. Pierwsze tego oznaki widzimy właśnie w Internecie, poprzez wrzucanie tam filmów pokazujących mniej lub bardziej poprawne działania służb mundurowych.

„Oni nie są kimś, kto ma pomóc, doradzić, ochronić – to ktoś obcy, wrogi, narzucony siłą. Więc walcz z nim, daj odpór! JP na 100% Dobre, nie? A może JSP na 998% też, cooo???”

Dziś „na topie” jest Straż Miejska, jutro będzie to Policja, pojutrze zaś Pogotowie Ratunkowe i Straż Pożarna. A to już tym bardziej dla mnie, nie będzie powodem do snucia kolejnych „rozważań przy piwie i dobrej zakąsce”.

Chcesz dostawać informację o nowych artykułach? Dopisz się do newslettera!