„Upośledzone pokolenie”. Tak coraz częściej określa się rosnące latorośle. Uzależnione od dostępu do Internetu, komórek i Facebooka. Jednak czego możemy się spodziewać skoro, za zabranie dziecka na biwak grozi złożenie donosu w prokuraturze?

Taki też news ukazał się dzisiaj w RMF-ie i na portalu Interia.pl.

Ojciec zrobił obóz przetrwania swojemu 4,5-letniemu synowi. Na terenie warszawskich fortów Blizne mężczyzna zbudował z gałęzi i liści szałas, w którym przez dwa dni mieszkał wraz z synem. Mężczyzna może teraz odpowiedzieć za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia

Na pierwszy rzut oka wstrząsające prawda? 4,5latek któremu ojciec robi obóz przetrwania. Pewnie jakiś psychopata. Tyle tylko, że cała akcja działa się na… Bemowie. W miejscu gdzie do najbliższej cywilizacji są trzy kliknięcia na Google Street Viev. To nie była Syberia, ani niebezpieczne góry jak w sytuacji kiedy dorosły chciał zabrać dziecko na orlą perć. W każdej chwili mogli wrócić bezpiecznie w „cywilizowane rejony”.

No ale to nie koniec mrożącej krew w żyłach opowieści dziennikarskiej.

Dziecko miało spać w szałasie zrobionym przez ojca z gałęzi i liści. Policjanci pojechali na miejsce. Okazało się, że na terenie Fortów III Blizne w prowizorycznym szałasie – tuż koło stawu –  zastali chłopca. Dziecko było przestraszone, a na jego ciele widoczne były ślady po ukąszeniach owadów.

Przechodzień zaalarmował policję, że w pobliżu rezerwatu Fosa Groty od kilku dni widuje kilkuletniego chłopca. Dziecko miało spać w szałasie zrobionym przez ojca z gałęzi i liści. Policjanci pojechali na miejsce. Okazało się, że na terenie Fortów III Blizne w prowizorycznym szałasie – tuż koło stawu –  zastali chłopca. Dziecko było przestraszone, a na jego ciele widoczne były ślady po ukąszeniach owadów.

Wraz z dzieckiem znajdował się tam ojciec chłopca. Tłumaczył on, że od dwóch dni mieszka tutaj z 4,5 letnim synem. Robią zakupy w pobliskim sklepie i żywią się złowionymi przez niego rybami.

Wokół obozowiska policjanci nie znaleźli żadnych rzeczy potrzebnych do biwakowania: ubrań, kocy, jedzenia. Funkcjonariusze wezwali karetkę pogotowia. Chłopczyk nie wymagał opieki lekarskiej i został zabrany przez matkę, która przyjechała po syna.

Poprosiłem o krótki komentarz naszego survivalowego speca – Larsa Petera Otzena. Założyciela sklepu Karaluch i bloga Neo-Survivalist z którym rozmawiałem dziś rano.

Yes he were young but….hey: its 28 degree plus outside. I dont have all informaton…….but just because the child does not sleep in a tent makes the man a monster’. There was always father around. They were fishing…..my god, its easy to cry child abuse sometimes, especially when you do not know what oyu are looking at no? And writing „survival camp” makes it sound extreme and dangerous.

At camp i taught my kids many times how to make fire, live of the land and make solar stills…..and? Just because there is no tent does not mean its child abuse, what about all those taking toddlers on long hiking trips or pilgrimages

Co jednak najciekawsze, sytuacja nie skończyła się na kontroli Policji.

35-latni ojciec trafił na komisariat, tam został przesłuchany. Materiały w sprawie mężczyzny zostaną przekazane do prokuratury rejonowej. Niewykluczone, że mężczyzna odpowie za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia albo zdrowia.

Ciężko jest to skomentować. Mam cichą nadzieję, że ten ostatni fragment jest tylko kaczką dziennikarską. Patrząc z perspektywy czasu na to co się dzieje, chyba większość naszych rodziców zasiadłaby dzisiaj w ławach sądowych. Za niedopilnowanie (Idź się pobawić na dworze, a ja zrobię obiad), za podtruwanie (Co z tego że chleb upadł na ziemię? Wytrzyj i zjedz), za opresyjne wychowanie (tego robić nie możesz!) i Bóg jeden jeszcze wie za co.

540x405_namiot-wojskowy-ns-5873006

NS – Harcerska Łaźnia.

A o komendantach obozów harcerskich wolę już nie myśleć. Bez bieżącej wody i kanalizacji. Wypuszczać nastolatków samodzielnie „stopem” podczas obozów wędrownych? A może samodzielna obsługa kuchni?

A słynne „latające menażki”? Przed każdym posiłkiem kadra sprawdzała czystość menażek. Jeżeli jakaś była brudna albo niedomyta to dostawała nagłego przyśpieszenia i lądowała gdzieś daleko. Czasami pech chciał, że trafiała w drzewa. Nie mówiąc już o SD (nie jest to skrót od security digital ;)) dla tych którzy podpadli kadrze. Punktualnie o 22:04 (o 22:00 zapadała cisza nocna) zakładali pełne plecaki i rozpoczynali ścieżkę zdrowia.

I co? I każdy wyjeżdżał z takiego obozu zadowolony i szczęśliwy. Mimo, że do pełnoletności miał baaardzo daleko. Nie namawiam nikogo do powrotu spartańskich metod wychowania. Proszę tylko o zachowaniu odrobiny umiaru. Co przyszłe pokolenia będą wspominać z kumplami przy piwie? Jak nabiły skille w LoL-a? 😉

Aż chce się zakrzyczeć za blogowym klasykiem. Dr Oetker Ty piz*o.

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do naszego newslettera!


 

Wesprzyj wyjątkowy projekt survivalowej bandany!

20140630020008-KARAG__1_