Jest to druga część tekstu – pod tym linkiem znajduje się część pierwsza

Autor nie należny do jakichkolwiek organizacji społecznych. Autor nie posiada obecnie pozwolenia na broń. Autor nie ma na celu nikomu dokopać. No może troszeczkę.

Broń palna to w dzisiejszym świecie niezwykle skomplikowane zagadnienie. Rozpatrywane jest wielopłaszczyznowo i w niezliczonej ilości publikacji. Próbując przeanalizować temat w formie internetowego felietonu, stajemy przed bardzo trudnym zadaniem. Siłą rzeczy jesteśmy więc zmuszeni iść na lekkie skróty. W tym cyklu felietonów zakładam, że czytelnik choć w podstawowym stopniu orientuje się w tym, jak wygląda ustawa o broni i amunicji.

Część druga.
Broń a Policja.

Bardzo często powtarzam, że Policja jest soczewką, spod której wyłażą wszelkie wady społeczeństwa. A w naszym kraju często jest tak, że „górę” zajmują twardogłowi siedzący mentalnie w poprzedniej epoce, a zaraz za nimi stoi masa karierowiczów którzy sprzedadzą duszę aby tylko dorwać się do źle pojmowanej władzy. Ludzie, którzy rzeczywiście znają się na rzeczy nie maja przebicia bo po prostu trzymają się pewnych zasad. Policja nie jest wyjątkiem. Większość policjantów to konkretni rzeczowi ludzie, którzy robią swoje, tak dobrze na ile pozwalają im to warunki. Za to właśnie ten stosunkowo niewielki odsetek robi Policji czarny PR i to na każdym froncie, nie tylko w kwestii dostępu do broni. Da się zresztą zauważyć pewną prawidłowość – im większe doświadczenie- że tak to ujmę „życiowe” – tym zdrowsze i bardziej zrównoważone poglądy na omawianą kwestię.

O co ten krzyk spytacie? Otóż polska Policja, bardzo ale to bardzo broni nie lubi.

Istniała do niedawna w ustawie o broni i amunicji sytuacja, którą zwykło nazywać się „uznaniowością”. Chodziło bowiem o to, że nawet spełniając wszelkie warunki, zdając testy psychologiczne i przedkładając wszelkie potrzebne „kwity” na to że umiemy posługiwać się bronią i nie jesteśmy na bakier z prawem, pozwolenia możemy nie dostać.

Bo nie.

Tak, to właśnie tak działało. Nie było potrzeby podawania żadnego uzasadnienia, nie było żadnych wytycznych, żadnych reguł których organ wydający musi się trzymać. Nie dostajemy pozwolenia, bo komendantowi nie smakowała kawa z rana. Głośna była sprawa kiedy to funkcjonariuszowi CBŚ – który był wielokrotnie napadany – nie wydano pozwolenia na broń. Dopiero wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego podważył tą decyzję. Co gorsza nie chodziło tu tylko o pozwolenia na broń noszoną do obrony, ale o pozwolenia na broń sportową różnego rodzaju. I to nierzadko taką, którą ciężko wyobrazić sobie w roli ofensywnej.

1277032677_by_Dzuzi93

W okolicach roku 2011, dzięki staraniom Fundacji Rozwoju Strzelectwa w Polsce, sytuacja zmieniła się diametralnie. Przynajmniej w teorii. Otóż zniesiona została uznaniowość pozwoleń na broń sportową i kolekcjonerska. Praktyka jest taka, że wydziały postępowań administracyjnych wszelkimi sposobami utrudniają życie osobom starającym się lub mającym już pozwolenia. Objawia się to przedłużaniem czasu rozpatrywania różnych wniosków w nieskończoność, wykorzystywaniem wszelkich kruczków prawnych, czy też zwykłą złośliwością. Wyobraźcie sobie bowiem, że kupujecie broń do strzelań tarczowych, a urzędnik w tzw. książce broni wpisuje amunicję z którą broń technicznie rzecz biorąc działa, natomiast nie została ona do niej zaprojektowana i nijak nie nadaje się do strzelań tarczowych. Takich przykładów jest mnóstwo. Wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum tematyczne.

Mało tego. Nagminną sytuacją jest tzw. „prawo powielaczowe”, czyli wewnętrzne regulacje Policji które nierzadko są sprzeczne z nutą prawną. Przykładem niech będzie ostatnie zamieszanie z rewolwerami „obronnymi” marki Zoraki i bronią alarmową marki Walther. Mimo iż broń taka nie spełnia kryteriów przedstawionych w ustawie, Policja próbuje zastraszać posiadaczy takowych, powołując się na własne interpretacje. Pomimo przegranej w sądzie z dystrybutorem tego typu „straszaków” oraz opinii trzech z czterech instytutów uprawnionych do wydawania tego typu orzeczeń. Jedyny organ który wydał orzeczenie przychylne stanowisku Policji jest – a jakże – silnie z nią związany. Ma też tendencje o orzekaniu każdej podesłanej rzeczy bronią palną, łącznie z – jak głosi plotka, markerami paintballowymi. O tym jak potężną „bronią” jest Zoraki pisze zaprzyjaźniony Gunblog.

srebrny_zx_kilką_t4

Gumowa kulka i kapiszon. Zabroniona broń palna w oczach policyjnej administracji. Ek ~7J.

 

Kiedy ostatni raz sprawdzałem, to Policja miała egzekwować prawo, nie interpretować je tak jak jej wygodnie czy też tworzyć swoje własne. A tak się niestety dzieje. Nagminne jest również utrudnianie na wszelkie możliwe sposoby postępowania administracyjnego.

Co ciekawe stosunkowo proste było i jest uzyskanie pozwolenia na bron myśliwską – wystarczy być przez określony czas członkiem koła łowieckiego by niemal z automatu takie pozwolenie otrzymać. Czy ma to związek z tym kto do takich kół łowieckich należy? Dla zobrazowania poziomu abstrakcji rzucę odrobinę danymi technicznymi. Otóż średniej klasy sztucer myśliwski to spektrum energetyczne rzędu 3000 J i celność pozwalająca razić siłę żywą na odległość co najmniej 500 m. Średniej klasy krótka broń palna, najczęściej rozumiana jako broń do obrony, to energia pocisku rzędu 500 J i skuteczny zasięg w okolicach 50 metrów. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że sztucer raczej ciężko ukryć, ale i tak brakuje w tym konsekwencji.

081204_Rzeczpospolita_ZW

Przykład utrudniania życia, sprzed zniesienia uznaniowości.

Takiego stanu rzeczy upatruje w kilku czynnikach. Po pierwsze jest to pozostałość poprzedniego ustroju który to nie tolerował broni w rękach prywatnych, obawiając się najzwyczajniej w świecie zbrojnego powstania. Zresztą każdy totalitarny ustrój ma podobne zapędy. Broń w rękach prywatnych posiadali wówczas jedynie myśliwi, pod postacią oficjeli – zazwyczaj wysokiej rangi. Nie żebym wskazywał analogię. Drugi powód to, jak mi się wydaje zwykły kompleks władzy. Ot zwykły ludzki mechanizm, który powoduje że osoba kierowana jego działaniem będzie próbowała wykorzystać do cna każdą cząstkę kontroli nad druga istotą ludzką. Pozostawię to jednak bez komentarza, a już na pewno bez zadawania pytania o to, co takie osoby robią w Policji.

Państwo które poważnie podchodzi do swojej roli nie stara się zrobić obywatela w ciula, kolokwialnie rzecz ujmując. Dlatego nie do przyjęcia jest dla mnie sytuacja, w której osoba spełniająca wszystkie normy i to całkiem surowe (co jest akurat w tym wypadku dobrą rzeczą, ale o tym w kolejnej części) zostaje spuszczona z wodą.

Na osłodę muszę dodać, że powoli bo powoli ale z całego kraju zaczynają spływać bardzo nieśmiałe głosy o tym, że w kilku miejscach takie praktyki zaczynają odchodzić do przeszłości. Za mało ich na razie by zmienić wizerunek w oczach pasjonatów strzelectwa, ale miejmy nadzieje że to początek zmian na normalniejsze.

Na koniec mała ciekawostka: popytajcie policjantów, tylko takich którzy siedzą na ulicy a nie za biurkami i mają doświadczenie w tym co robią, o to co sądzą o dostępie do broni i co uważają za najgroźniejsze narzędzie. Gwarantuje że odpowiedzi Was zadziwią.

Dziękuje Maciejowi Szadkowskiemu za zwrócenie uwagi na parę istotnych rzeczy.

Chcesz dostawać informację o nowych artykułach? Dopisz się do newslettera!

[subscribe2]