Przed świętami, testowaliśmy „biedronkową gaśnicę”, którą był mało gabarytowy produkt znanej firmy Ogniochron. Mimo kilku wad, gaśnica okazała się być warta zainteresowania. Temat gaśnic wywołał duży oddźwięk, dlatego wracamy do sprawy. W bardziej dojrzałych „kryzysowo” krajach, gaśnica w domu jest czymś zupełnie normalnym. Jednak czy faktycznie jest potrzebna? Czy nie jest to tylko zbędny gadżet?

Zacznijmy od początku

Od gaszenia pożarów jest Straż Pożarna – Państwowa oraz Ochotnicza – „dostępna” pod numerem 998. Instytucja ta posiada odpowiedni sprzęt (mówiąc branżowo „siły i środki”) oraz doświadczenie w walce z żywiołem jakim jest pożar. Dlaczego zaczynam od Straży Pożarnej? Aby uświadomić Wam, jakie zagrożenie on ze sobą niesie.

Z własnego doświadczenia wiem, że jeżeli w budynku pojawia się już samo zadymienie, to na miejsce zdarzenia – jeżeli zostało to oczywiście zgłoszone na 998 – z automatu jest wysyłany średni (pierwszy) wóz gaśniczy (który ma na pokładzie 2,5 tony wody), zaś w gotowości jest ciężki (6-8 ton wody). W przypadku rozwiniętego pożaru wyjeżdżają wszystkie znajdujące się w gotowości wozy gaśnicze PSP oraz podrywana jest najbliższa jednostka OSP. A bywa, że nawet dwie. Tym bardziej, jeżeli mamy do czynienia z wielorodzinnym budynkiem mieszkalnym w gęstej zabudowie.

Vault Boy w ogniu

Choćbyśmy nie wiem jak mieli ogromną wiedzę z zakresu bezpieczeństwa i „świadomość kryzysową”, to sami sobie nie poradzimy jeżeli w mieszkaniu rozwinie się pożar. Nawet mając za sobą wsparcie w postaci kilku-kilogramowej gaśnicy. Zwłaszcza jeżeli już się pali, płomienie zajmują coraz większą przestrzeń pomieszczenia, zaś pod sufitem zbierają się kłęby dymu oraz gazy pożarowe. Ponadto, gaśnica jest zabezpieczeniem reaktywnym. To znaczy, że jest przydatna dopiero w momencie wystąpienia zagrożenia. Lepszym zabezpieczeniem „przed” będą czujniki dymu, najlepiej w zestawie z czujnikami gazu ziemnego oraz czadu (jeśli posiadamy w mieszkaniu/ domu właściwe instalacje). Nawet takie, które będą się włączać na zapaloną zapałkę czy papierosa, doprowadzając nas/ gości palaczy do szału 😉 .

No to skoro jest tyle argumentów anty, to czy warto się nad nią zastanowić?

Jak najbardziej tak. Mimo tego, że gaśnica nie ugasi już rozwiniętego pożaru, to zwiększa nasze szanse aby ugasić pożar będący w fazie wstępnej. I to jest najważniejsze. Gaśnica „nie woła jeść” i nie jest to drogie zabezpieczenie, a może cierpliwie czekać na swój czas. Płonąca patelnia albo poduszka, która zapali się od grzejnika elektrycznego (co było dziełem Naczelnego za pacholęcych lat) są sytuacjami, w których gaśnica może uratować nasz cenny dobytek.

Na co zwracać uwagę podczas wybierania gaśnicy? O tym w kolejnych artykułach. A co Wy sądzicie o posiadaniu gaśnicy w mieszkaniu/ domu?