13.01.19. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zaatakowany przez nożownika. Po około 40 minutach resuscytacji pacjent został przewieziony do szpitala, gdzie niestety zmarł. Trzy miesiące po tych zdarzeniach, Radio Gdańsk donosi, że prokuratura dostała pismo od lekarza, który ma wątpliwości co do działań prowadzonych ratowników. Fragmenty opublikowanego pisma zawierają nie tylko błędy terminologiczne, ale też wskazują na duże braki w zakresie znajomości standardów medycyny ratunkowej u autora. Od strony medycznej, temat został już rozpracowany przez Ratowniczy.net a sama treść pisma skomentowana przez Ratuj.edu.pl. Myślę, że ten list jest dobrą okazją, aby używając narzędzi krytycznego myślenia, życzliwie rozbroić mit autorytetu – lekarz patomorfolog i biegły sądowy z 30-letnim stażem który przewija się w wypowiedziach medialnych.

Mit 1 lekarz patomorfolog

Medycyna to ogromna dziedzina. Obecnie, w Polsce jest uznawanych 77 specjalizacji lekarzy medycyny. W tym tak egzotycznie brzmiące, jak torakochirurgia, medycyna nuklearna i perinatologia. Wynika to z rozwoju naszej wiedzy. Bezpowrotnie minęły czasy wędrownych cyrulików, którzy podczas festynu krwi upuścili i zęba wyrwali. Współczesny system ochrony zdrowia opiera się na grze zespołowej pomiędzy specjalistami w bardzo wąskich dziedzinach. Jedną z takich dziedzin jest patomorfologia. Obszar medycyny zajmujący się (cytat za google)

rozpoznawaniem, klasyfikacją oraz czynnikami prognostycznymi chorób na podstawie zmian morfologicznych w tkankach i narządach

Mimo że mało który pacjent widział (świadomie) patomorfologa, to jego praca bywa niezbędna, aby właściwie zdiagnozować np. zmiany nowotworowe. Jest to ekspert w badaniu tkanek i narządów. No właśnie. Ekspert w badaniu tkanek i narządów, a nie w zakresie medycyny ratunkowej. Wiedza patomorfologiczna nie ma żadnego, bezpośredniego w związku z medycyną ratunkową ani ratownictwem medycznym (poza udziałem w badaniach). Z tego też względu, fakt, że ktoś jest lekarzem patomorfologiem, w żadne sposób nie sprawia, że ma on automatycznie jakiekolwiek kompetencje do wypowiadania się w zakresie ratownictwa medycznego. Można to porównać do sytuacji, w której lekarz okulista prowadziłby operację neurochirurgiczną, a ortopeda dobierałby okulary.

Mit 2 30 lat doświadczenia

30 lat doświadczenia jako (w domyśle) lekarz patomorfolog. Stosując paralelę — firma X zatrudnia jako szefa bezpieczeństwa policjanta z 20-letnim stażem. Brzmi dobrze, prawda? Tak jak lekarz zna się na medycynie, tak policjant zna się na bezpieczeństwie. Problem w tym, że policjant spędził ostatnie 20 lat pracy na izbie dziecka i nie ma pojęcia o ochronie mienia ani systemach dozoru wizyjnego. Tak samo, możemy domniemać, że wspomniany lekarz, ma ogromne doświadczenie i zapewne ogromną wiedzę, ale tylko i wyłącznie w dziedzinie, z którą miał do czynienia. Zdecydowanie lepszym pytaniem niż ile czasu jest co robiłeś przez ten czas”.

Mit 3 Biegły sądowy

Mit chyba najbardziej przykry dla mnie. Dodanie informacji, że jest się biegłym sądowym automatycznie dodaje nam aureolę autorytetu. Jak to wygląda w rzeczywistości? Przyjrzyjmy się drodze, jaką musi przejść osoba, która chce zostać biegłym sądowym:

  1. Wyraża chęć bycia biegłym w danej dziedzinie
  2. Składa dokumenty potwierdzające niekaralność
  3. Przekazuje potwierdzenie, że jest aktywna zawodowo
  4. Przekazuje dyplomy poświadczające posiadane kompetencje i CV.
  5. Wypełnia kilka organizacyjnych druków.
  6. Przelewa opłatę 10 zł.

Następnie wniosek trafia na odpowiednie zebranie, gdzie jest dyskutowany i akceptowany. Ze względu na bardzo niskie stawki godzinowe (w okolicach minimalnej krajowej), nie ma praktycznie żadnej konkurencji i każdy chętny jest na wagę złota. Z tego powodu, biegłymi zostają nie tylko osoby o wybitnych kwalifikacjach (tak jakbyśmy tego oczekiwali), ale też osoby, które spełniają minimalne wymagania, które w opini sądu pozwolą im spełniać funkcję biegłego. Co ważne — biegłego sądowego w określonej specjalizacji. Dlatego, jeżeli ktoś może pełnić funkcję biegłego sądowego, to oznacza to — ni mniej, ni więcej, że może pełnić funkcję biegłego sądowego. Być powoływanym w trakcie rozpraw oraz pisać opinie (jeszcze raz – w zakresie swojej specjalizacji). W żaden sposób nie oznacza to (ani oczywiście tez nie wyklucza), że taka osoba jest wybitnym ekspertem z danej dziedziny. Dlatego nie powinniśmy tej funkcji w żadne sposób mitologizować.

Efekt Dunninga-Krugera

Od osób wykształconych, oczekuje się więcej. Z tego też względu smuci, przebijający z przytoczonych wypowiedzi efekt Dunninga-Krugera. W pewnym uproszczeniu — im ktoś ma mniejszą wiedzę na dany temat, tym bardziej jest przekonany, że ma absolutną rację. Z tego względu, czasami z kolegami się śmiejemy, że prawdziwy ekspert każdą swoją wypowiedź powinien zacząć od „to zależy” ;). Autor listu, bazując na informacjach medialnych, bez absolutnie żadnego wglądu w dokumentację medyczną wydaje sądy ostateczne, bez żadnego pola na wątpliwości: 

„Jego zdaniem długotrwała reanimacja prezydenta Gdańska w miejscu zdarzenia, czyli na scenie WOŚP, była błędem medycznym. Lekarz uważa, że pacjenta należało natychmiast przewieźć do najbliższego szpitala. Wówczas Paweł Adamowicz miałby dużo większe szanse na przeżycie, niemal graniczące z pewnością.”

W tym miejscu pozwolę sobie tylko wtrącić, że nie ma czegoś takiego jak błąd medyczny wynikający z długotrwałej reanimacji – a właściwe resuscytacji. Dla jasności. Powyższy wpis nie ma za zadanie podważanie kompetencji autora listu a być próbą implementacji metod krytycznego myślenia do naszego życia codziennego. Autor listu zapewne może stanowić autorytet ale w ściśle określonym obszarze. Dużo się mówi, że żyjemy w czasach post-prawdy. Myślę, że znacznie lepszym określeniem byłoby czas post-ekspertów. Ponieważ dzisiaj już każdy może być ekspertem. Wystarczy zmienić podpis pod nazwiskiem.

Dane do wpisu pochodzą z informacji prasowej Radia Gdańsk dostępnej w tym miejscu.

Wpis nigdy by  nie powstał gdyby nie dyskusje w gronie Sceptycznych Trenerów Rozwoju osobistego i Marcina Ilskiego.