Ataki terrorystyczne należą do najpoważniejszych zagrożeń bezpieczeństwa we współczesnym świecie. Cel działania organizacji lub też pojedynczych osób, które ich dokonują jest zwykle podobny. Skłonić rządy państw lub społeczeństwa do podjęcia określonych decyzji czy zmiany postępowania w danym obszarze poprzez dokonanie aktów agresji wobec stosunkowo niewielkiej grupy osób w celu wzbudzenia obaw i strachu w szerszej zbiorowości. Mechanizm działania zwykle jest ten sam – różne są jedynie motywacje, bazujące na różnego typu ideologiach. Jednym z mniej znanych zagrożeń, choć potencjalnie równie niebezpiecznym jak inne jest ekoterroryzm – działania o charakterze przestępstw terrorystycznych motywowane rzekomą dbałością o stan środowiska naturalnego, skierowane przeciwko osobom i organizacjom uznanym przez wyznawców danej ideologii za szkodliwe dla środowiska. W większości typologii zjawisko ekoterroryzmu mieści się w definicji „one-issue terrorism” (terroryzm jednej sprawy).

Działania, które można uznać za ekoterrorystyczne są zwykle domeną grup i organizacji o wysoce skrajnych poglądach, praktycznie całkowicie zamkniętych na jakiekolwiek możliwości dyskusji czy argumentację, tworzone przez ludzi fanatycznie przekonanych o słuszności swoich racji. Problemem nie są jednak poglądy jako takie, lecz używanie przemocy dla ich propagowania czy zablokowania możliwości funkcjonowania legalnie organizacjom czy przedsiębiorstwom. Takie działania, często prowadzone nielegalnie, mogą przynosić nie tylko rozgłos medialny ich organizatorom, ale również wymierne straty materiałowe czy finansowe rzędu nawet kilkudziesięciu milionów dolarów.

Wśród stosowanych przez organizacje działające m.in. w USA i krajach Europy Zachodniej metod wielokrotnie zdarzały się przypadki fizycznej napaści na konkretne osoby, podpalenia czy nagminnie zdarzające się incydenty wypuszczania na wolność zwierząt, zwłaszcza z ferm zwierząt futerkowych. Te ostatnie działania, choć realizowane w imię ochrony życia zwierząt, tak naprawdę mają wysoce destrukcyjne skutki dla lokalnych ekosystemów – powodują bowiem niekontrolowaną ekspansję gatunków obcych i stopniowe wyniszczenie rodzimych – sztandarowym przykładem tego typu jest sukcesywne wypieranie norki europejskiej przez amerykańską, które ma miejsce w Europie, właśnie na skutek działań organizacji pseudoekologicznych.

W Polsce, poza sporadycznymi przypadkami wypuszczania zwierząt hodowlanych, regularnie można spotkać się z przypadkami wdrapywania się działaczy organizacji proekologicznych na obiekty takie jak kominy elektrociepłowni czy elektrowni w celu zamanifestowania swoich racji, zwykle poprzez rozwinięcie transparentu. Zwykle osoby biorące udział w podobnych akcjach sprowadzają zagrożenie zarówno na siebie samych jak i na pracowników danych obiektów czy funkcjonariuszy służb ratunkowych, którzy najczęściej zmuszeni są ściągać ich z miejsca protestu. Akcje takie jak powyższa mają miejsce regularnie w elektrowni w Bogatyni oraz w wielu innych podobnych obiektach w całym kraju.

Mniej spektakularne, choć także szkodliwe są przypadki niszczenia przez członków organizacji ekologicznych urządzeń wykorzystywanych przez koła łowieckie – głównie ambon myśliwskich (urządzeń wykorzystywanych podczas polowań), ale także paśników, służących do dokarmiania zwierząt w okresie zimowym (!). Dochodzi też do absurdalnych sytuacji, gdy ekolodzy próbują uniemożliwiać odstrzał zwierząt niszczących miejskie parki czy cmentarze.

Jednak o wiele poważniejszym od wyżej opisanych problemem, mieszczącym się w kategorii ekoterroryzmu, są działania osób, które mają lub mogą mieć dostęp do broni palnej i ładunków wybuchowych i które będą skłonne ich użyć. W maju 2015 roku w powiecie kozienickim, po incydencie z udziałem myśliwego z jednego z lokalnych kół łowieckich, Policja zatrzymała 27-letniego mężczyznę, który przedstawił się jako „pasjonat militariów” i przyznał się do posiadania broni palnej oraz materiałów wybuchowych. W mieszkaniu zatrzymanego skonfiskowano poza kilkoma sztukami broni palnej także ok. 200 kg trotylu, 10 pocisków artyleryjskich kalibru 105 mm, setki detonatorów i zapalników oraz granaty i amunicję różnego kalibru. Zatrzymany przyznał się do wysadzenia co najmniej dwóch ambon myśliwskich, z czego w co najmniej jednym wypadku odpalenie ładunku miało miejsce zdalnie przy użyciu telefonu komórkowego. Warto nadmienić, że podobnymi metodami posługują się członkowie grup terrorystycznych w Iraku czy Afganistanie.

Nie ma gwarancji, że kolejny tego typu „pasjonat” nie użyje posiadanej „kolekcji” w celu pozbawienia życia innej osoby lub osób – wszakże przykładów agresji (choćby na forach internetowych) wobec myśliwych czy przedstawicieli biznesu zajmujących się „ekologicznie szkodliwą” działalnością nie brakuje, a groźby pozbawienia życia są praktycznie na porządku dziennym.

Jakie będą efekty mniejszych i większych przejawów ekoterroryzmu? Pod koniec lipca br. w Wysokiej Głogowskiej koło Rzeszowa dwóch chłopców w wieku 5 i 9 lat zostało zaatakowanych przez dzika niedaleko swojego domu. Tym razem skończyło się na niegroźnych ranach, jednak jeżeli populacja tego czy innych zwierząt wymknie się spod kontroli (a w przypadku dzika jest to już w zasadzie fakt w wielu regionach kraju, zwłaszcza na Podlasiu), ofiary śmiertelne będą tylko kwestią czasu.

Chcesz dostawać informację o nowych artykułach? Dopisz się do newslettera!


 

O autorze – Dariusz Materniak

Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizacja bezpieczeństwo i studia strategiczne). Dziennikarz, redaktor naczelny Portalu Polsko-Ukraińskiego polukr.net. Członkek Polskiego Związku Łowieckiego. Miłośnik spacerów po lesie, także z bronią palną.

Źródło foto z nagłówka