Niedawno Marek zamieścił artykuł o niebezpieczeństwach związanym z poszukiwaniem ludzi „za pomocą” serwisu Facebook. Dzisiaj pociągnę temat FB, ale w innym kontekście.

Nie ma lepszego miejsca na różnego rodzaju oszustwa niż serwisy społecznościowe. Błyskawiczne rozprzestrzenianie się memów i różnego rodzaju akcji, niska wykrywalność i jeszcze niższa świadomość społeczna, czynią takie przedsięwzięcia niemal idealnymi.

Przyznać się, kto nigdy nie udostępnił/polubił żadnego zdjęcia chorego dziecka z opisem „Facebook (albo inna firma) płaci za udostępnienie, komentarz, polubienie”? No właśnie…

Takie strony to nic innego niż farmy fanów w najgorszym możliwym wydaniu – żerujące na ludzkiej tragedii. Cała zabawa ma na celu nałowienie jak największej ilości like’ów, po czym strona taka sprzedawana jest na czarnym rynku. Po jakimś czasie nagle zmienia się tytuł i zawartość i mamy  stroną reklamującą jakiś produkt, zazwyczaj niskich lotów. Mechanizm ten może też być wykorzystany do robienia kolejnych przekrętów – nic łatwiejszego niż rozesłać zdjęcie do 100.000 fanów którzy rozesłali je do swoich znajomych itd. Perpetuum Mobile.

Udało mi się dogrzebać do nieoficjalnego przelicznika, podającego cenę ok 2$ za 1000 lików. Na pewno osoba stojąca za taką akcją nie poprzestanie na jednej.  Policzcie sobie.

Oczywiście taka sprzedaż stron jest wbrew regułom FB, z tym że sam zainteresowany raczej powoli i opieszale reaguje na zgłoszenia tego typu stron, jednocześnie  banując użytkowników za kawałek cycka na zdjęciu.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że żeruje się na autentycznej ludzkiej tragedii. Pal licho „porysowane smartfony” albo guziki „Nie lubię tego”. Takie BYDLE (tak BYDLE i niech się naczelny nie waży tego wyciąć), wrzuca zapis ludzkiej tragedii, nierzadko niesamowicie traumatyczny, bez niczyjej wiedzy i pozwolenia (chodzi oczywiście o osoby stojące za oszustwem, a nie udostępniające takie zdjęcie z niewiedzy i chęci pomocy).

Te zdjęcia są kradzione z rzeczywistych aukcji charytatywnych, prac naukowych bądź raportów medycznych. W co najmniej kilku przypadkach użyto zdjęcia już zmarłego dziecka. Wyobraź sobie, że zdjęcie Twojego cierpiącego dziecka, zdjęcie które może być już tylko wspomnieniem o tym, że czasem nawet najlepsze chęci nie wystarczą, jest wykorzystywane do nabijania kasy takiemu śmieciowi. Bo chyba nie muszę mówić, że nawet złamany grosz nie trafia do tych dzieci?

NIGDY żadna firma nie zgodziła się i nie zgodzi się na prowadzenie kampanii charytatywnej w ten sposób.


ŻADNA!

NIGDY!

Ja wiem, że było o tym setki razy, ja wiem że temat jest wałkowany ad nauseam. Ale ta chora maszynka ciągle działa, ciągle istnieje… Choćby dzisiejszy post jednego z moich znajomych, który choć sam wyśmiewający, prowadził do zdjęcia z 129.249 udostępnieniami. Profil jest prywatny więc, akurat w tym wypadku mogę wierzyć w szczere intencje wrzucającego.

Co można zrobić?
Pomyśleć zanim klikniesz.
Zaraportować do FB.
Nie udostępniać.
Nie likować.
Nie komentować.

Niech bydle zdechnie śmiercią głodową.

Ps.: Chłopczyk na zdjęciu to Harley Lane który przeszedł bardzo ostrą formę sepsy. O jego losach można poczytać m. in. tu: http://www.dailymail.co.uk/health/article-1316191/Harley-Lane-4-starts-school-losing-ALL-limbs-meningitis.html
http://www.dailymail.co.uk/news/article-2030734/Prince-Harry-honour-bravest-child-Britain-Harley-Lane.html