Byliśmy ofiarą wypadku. Potrącił nas samochód, pracodawca nie dopełnił wymogów BHP albo doszło do wypadku na imprezie masowej. Składamy wniosek o odszkodowanie do ubezpieczyciela, a ten zawiłym prawniczym językiem odpowiada nam „figa”. Co w tym momencie możemy zrobić? Jest to temat, o który bardzo często pytacie w mailach. Temat bardzo życiowy, więc zadałem pytanie kilku znajomym. Odpowiedzi były tyleż zgodne, co raczej mało napawające optymizmem.

Skąd (zbyt) niskie odszkodowanie?

Powody mogą być trzy.

Skonstruowana umowa

Dotyczy to najczęściej sytuacji, kiedy dochodzimy roszczeń ze swojego ubezpieczenia na życie. W każdej umowie są specjalne wyłączenia oraz procentowe stawki uszczerbku na zdrowiu. Spójrzmy prawdzie w oczy – ile osób ze zrozumieniem czyta tego typu umowy? Problematyka umowy z ubezpieczycielem to temat rzeka. Wrócimy do niego w przyszłości.


Odszkodowanie nam się nie należy

Przykro mi, ale też jest taka możliwość. Tak jak nie zawsze pogotowie musi przyjechać, tak też i nie zawsze należy nam się odszkodowanie. Jeżeli mamy jakieś wątpliwości, warto skonsultować to ze specjalistą aby on ocenił wartość naszych roszczeń.

Celowe działania firm ubezpieczeniowych

Ubezpieczenia przypominają gry hazardowe. Zakładamy się z firmą ubezpieczeniową, że coś się „zdarzy” a ubezpieczalnia szacuje ryzyko, i mówi że się „nie zdarzy”. W momencie kiedy jednak się „zdarzy” to trzeba zapłacić. Dlatego, częstą praktyką (w dużej ilości firm ubezpieczeniowych) jest celowe zaniżanie odszkodowania. Kalkulacja jest prosta.

– 7 na 10 osób otrzyma zaniżoną wypłatę,

– z tych 7 upomni się 5 osób,

– z tych 5 tylko 3 będą miały cierpliwość na intensywną, kilku-miesięczną wymianę maili/listów;

– z tych 3 tylko 1 będzie miała wystarczającą wiedzę prawną, żeby coś faktycznie uzyskać.

Czysty zysk. Dlaczego piszę o wiedzy prawnej? Bo o ten problem przewija się najczęściej w rozmowach z pracownikami firm ubezpieczeniowych. Znamienny jest cytat:

Prawnicy z ubezpieczalni mają zdecydowanie większe doświadczenie w spławianiu Twoich roszczeń niż Ty w ich dochodzeniu

W takim razie jakie działania możemy podjąć? W pierwszej kolejności, wysłać wniosek z pytaniem o podstawy ustalenia kwoty roszczenia. W przypadku uszczerbku na zdrowiu są to procentowe kwoty w taryfikatorze ubezpieczyciela. Jeżeli chodzi o mienie, ocena rzeczoznawcy. Ci ostatnio najczęściej bazują na własnym doświadczeniu oraz cenach z Internetu. Na podstawie uzyskanych informacji, możemy próbować odwołać się do decyzji, jednak najczęściej będzie skutkować to długotrwałą batalią na listy i maile.

W tym momencie, jako środek zaradczy wkraczają na scenę kancelarie prawne (jest ich wiele, jak chociażby http://www.kompensja.pl/  skąd brałem część informacji) zajmujące się dochodzeniem ubezpieczeń. Kiedy zacząłem zbierać materiały do tego tekstu, podchodziłem do tego rozwiązania mocno sceptycznie. Jednak nie musi to być „zło konieczne”. Ze względu na silną specjalizację, tego typu firmy są często najbardziej skutecznym sposobem rozwiązania problemu. Znają nie tylko realia ubezpieczeniowe (pozwalają obiektywnie ocenić nasze straty), ale również wszelkie „myki” i „kruczki” ubezpieczeniowe, na których my byśmy się od razu wyłożyli. Oczywiście nie zawsze jest potrzeba aby z nich korzystać.

Jednak jeżeli się zdecydujesz, to kilka zasad jak wybrać odpowiedniego reprezentanta:

 1.Unikaj Hien Cmentarnych

Ledwo dojechałeś do szpitala po wypadku, a już ktoś CI podsuwa umowę o „reprezentowanie”? Poproś taką osobę o wizytówkę, a następnie zgłoś sprawę personelowi medycznemu/ organom ścigania/ dziennikarzom. Podobnie jak dawniej „łowcy skór”, tak obecnie po szpitalach krążą „łowcy tragedii”. Przedstawiciele „bieda kancelarii”, którzy pasożytują na ludzkiej tragedii. Często informację o wypadkach uzyskują (nielegalnie) od personelu medycznego. Nie muszę chyba mówić, że ich oferta jest raczej mało korzystna.

2. Wybierz odpowiednią firmę

Niech to będzie sprawdzona kancelaria prawna, a nie firma „kogucik”. Naprawdę, robi różnicę kiedy do ubezpieczyciela wpływa pismo napisane odpowiednim prawniczym językiem, podbite kancelaryjną pieczątką.

3. Operuj na uzyskanym odszkodowaniu

Jeżeli podpisujesz umowę z kancelarią, niech ich wypłatą będzie procent z Twojego odszkodowania. Unikniesz syndromu „dojenia krowy”, który jest typowy dla niektórych prawników i psychologów. Po co kończyć sprawę, skoro można ją przeciągać w nieskończoność. Ponadto, po samym wypadku masz zapewne zdecydowanie więcej wydatków niż opłacanie prawników.

A jak Wasze przejścia z dochodzeniem swoich ubezpieczeń?

Za pomoc dziękuję Piotrowi i Agnieszce. Pracownikom jednej z dużych firm ubezpieczeniowych.

Źródła:
– piu.org.pl
– drb.pl
– Gazeta Ubezpieczeniowa
– kompensja.pl