W 2010 roku, w Polce popełniono ogółem 631 przestępstw z użyciem broni palnej. Z użyciem broni gazowej było tych przestępstw 85, a z broni pneumatycznej 234. W 2010 roku policjanci użyli również 224 razy swojej służbowej broni. Policja nie analizuje tych statystyk, a jedynie podaje suche fakty. Postaram się jednak lekko zinterpretować te liczby. W porównaniu z Filadelfią, zwaną „Killadephia”, w której dokonano 410 zabójstw w 2010 roku, te liczby wydają się niewielkie. Zabójstw w Polsce w 2010 roku przy użyciu broni dokonano 30. Jest to bardzo wyraźny spadek w porównaniu z rokiem 2002, w którym dokonano 111 zabójstw. Jednak liczby wskazują, że ryzyko wciąż istnieje.

Spadku liczby zabójstw można się dopatrywać między innymi we wzroście skuteczności Policji. Jednak przy obecnym braku chętnych do pracy oraz ogólnym złym stanie służb w kraju, nie należy tego brać za pewnik. Stosunkowo mała ilość przestępstw z użyciem broni wynika z jej kontrolowanego i ciężkiego dostępu. Odważę się na stwierdzenie, że większość z tych czynów było popełnionych bronią posiadaną nielegalnie.

Odnotowano 282 przypadki przestępstw rozbójniczych – czyli na przykład wymuszenia pieniędzy siłą z użyciem broni – Policja jednak nie precyzuje czy chodzi o broń palną czy przedmiot przypominający broń palną. Niestety, przy tego typu przestępstwach zawsze istnieje spore ryzyko utraty życia lub zdrowia. Przestępstw z użyciem broni gazowej jest o wiele mniej – kto chce jej używać, jeśli może sobie załatwić palną? Najwięcej odnotowano przestępstw z użyciem broni pneumatycznej – jest do nabycia bez zezwolenia i do złudzenia przypomina broń palną.

Najczęściej jest obecna przy uszczerbkach na zdrowiu i przestępstwach rozbójniczych. Pozostałe przypadki, czyli 234 przestępstw należy raczej traktować jako chuligańskie wybryki. Przy malejących liczbach użycia broni palnej i jej podobnych przez bandytów, zastanawia wzrastająca liczba użycia broni służbowej przez policjantów. Można upatrywać się w tym wzrostu brutalizacji przestępstw – policjanci są po prostu zmuszeni po sięgnięcie za swojego Walthera. W roku 2010 Policja 224 razy użyła broni, a w roku 2009 tylko 185. Jak widać wzrost jest spory.

Ten wstęp jest tylko zarysem problemu, który chciałbym opisać.

Prawdopodobieństwo, że przeciętny Kowalski znajdzie się pod ostrzałem gangsterów, bandytów, UFO czy Armii Czerwonej lub innych nazistów jest bardzo mało prawdopodobne. Nie mniej, ten problem jest czasami poruszany. Często rozmawiam z kolegami z USA, dla których strzelaniny są dniem powszednim. W 2011 roku aż 173 policjantów zginęło na służbie w całych Stanach Zjednoczonych. To 13% skok w porównaniu z rokiem poprzednim. Dlatego przy pisaniu tego wpisu będę kierował się doświadczeniami naszych amerykańskich kolegów – mimo, iż realia zgoła inne, to strzelanina zazwyczaj wygląda tak samo, a pocisk 9mm to wciąż pocisk 9mm.

Wpis ten kieruje do cywili, chociaż mundurowi z pewnością będą mogli uzupełnić swoją wiedzę – jednak ich obowiązują inne procedury i inna taktyka działania. Nie mam zamiaru jej podważać ani z nią dyskutować. To zadanie dla szkoleniowców danych służb.

W Polsce jesteśmy zupełnie niezaznajomieni z bronią jako taką. Ergo, Polacy nie znają dźwięku wystrzału. Aby przetrwać strzelaninę, należy dobrze poznać dźwięk wystrzału. Polecam odpalić YouTube, przekręcić głośniki na full i posłuchać filmików ze strzelnicy albo udać się do źródła – na strzelnicę. Niestety, Polacy to wścibscy i ciekawscy ludzie – jak coś się dzieje, to od razu zbiera się tłum gapiów. W ten sposób utrudniamy pracę służbom, tworząc niepotrzebny tłum oraz narażamy swoje zdrowie i życie. Masowy morderca Charles Withman zastrzelił dziennikarza stojącego za policyjnymi barierkami z odległości kilkuset jardów.

Najważniejszą rzeczą jest oddalenie się miejsca zdarzenia, kiedy usłyszymy strzały. Jeśli te padną w miejscu pracy lub szkole, wtedy nie należy się oddalać.

NALEŻY SPIERDALAĆ!

Kolejną rzeczą jest zgłaszanie każdego przypadku zauważenia broni. Widzisz faceta tramwaju lub na ulicy, któremu wystaje chwyt pistoletu spod kurtki? Zadzwoń na 112 – to nie boli i nikt na Ciebie nie nakrzyczy. Możesz komuś uratować życie. Sam osobiście miałem dwa takie przypadki – w tym jeden podczas sylwestra, kiedy mijał mnie jakiś dresik z pistoletem za paskiem. Dobrze wiedziałem, że to jakaś marna hukówa, ale cholera wie co takiemu przyjdzie z tym do głowy.

Jeśli już ktoś znalazł się pod ogniem, należy przyswoić sobie bardzo prosty algorytm postępowania. Sprawdza się on w każdym rodzaju strzelaniny dla wszystkich cywili.

1. Uciekaj
2. Ukryj się
3. Walcz

1. UCIEKAJ

Ewakuacja z miejsca zdarzenia jest najrozsądniejszym posunięciem. Jeśli czujemy się zagrożeni, po prostu uciekamy. Nie należy wtedy pomagać innym na siłę, tracimy tylko bezcenny czas. Absolutnie nie przejmujemy się dobytkiem i rzeczami osobistymi tylko wiejemy. Należy szukać osłon, które nas uchronią przed pociskami – betonowych murów, worków z piaskiem, grubych ścian. Pamiętać należy, że samochód ABSOLUTNIE nie daje żadnej ochrony przed strzałami. Życie to nie Szklana Pułapka 8, a każdy pocisk penetruje drzwi jak masło. Absolutną bzdurą jest uciekanie zygzakiem. Nie wiem kto to wymyślił, ale chętnie zacząłbym strzelać do niego za rozpowiadanie takich bzdur. Uciekając – biegniemy prosto, ile sił w nogach.

Staramy się przy tym utrzymać możliwie najniższą pozycję ciała, ale w taki sposób, aby mieć dobrą widoczność i aby nie ograniczała szybkości ewakuacji. Na koniec, zawsze układajmy sobie plan ucieczki w głowie – abyśmy w stresie nie trafili na ślepą uliczkę albo korytarz bez wyjścia. Ewakuując się z samochodu, robimy to w pozycji leżącej – w praktyce wyczołgujemy się z niego. Pociski mogą zatrzymać się na silniku, jednak przez szybę przejdą bez problemu. Strzelcy najczęściej celują od góry do dołu, także paść na podłogę samochodu należy jak najszybciej, a następnie wyczołgać się z niego.

Kiedy jesteśmy bezpieczni, należy wykonać telefon alarmowy pod 112. Należy go wykonywać tylko i wyłącznie gdy jesteśmy bezpieczni! Jeśli siedzimy ukryci w pomieszczeniu, należy wyłączyć wszystkie źródła dźwięku i światła oraz zablokować wejścia ciężkimi przedmiotami, na przykład meblami. Rozmawiamy wtedy cicho i jednocześnie nasłuchujemy otoczenie. Podczas rozmowy z dyspozytorem podajemy w kolejności:

– lokalizację sprawcy i kierunek jego poruszania się,
– opis sprawcy,
– uzbrojenie sprawcy,
– liczbę i stan rannych,
– swój stan,
– inne niezbędne informacje(np. zablokowane trasy dojazdu).

Jeśli nie możemy mówić, powinniśmy zostawić telefon z włączonym połączeniem i pozwolić dyspozytorowi słuchać. Należy się rozłączyć tylko wtedy, kiedy dyspozytor nam powie, nie wcześniej.

2. UKRYJ SIĘ

W pewnych sytuacjach ewakuacja nie jest możliwa. Dzieje się tak albo z powodu braku wyjść, zablokowanych drzwi, nie działających wind, ślepych ulic albo zamkniętych przestrzeni, na których się znajdujemy, np. w sklepie, aptece, itp. Kiedy nie możemy natychmiast uciec, pozostaje nam się ukryć. Pamiętać należy, że sprawcy napadów rabunkowych zależy na łupie – przemoc w jego rękach jest instrumentalna. Używa jej do osiągnięcia swojego celu, najczęściej nie chce nikogo zabić. Do tragedii dochodzi, kiedy przestępca jest zdesperowany lub zmuszony do otwarcia ognia. Taki stan może wywołać odmowa spełnienia żądań, drwiny, obelgi w kierunku sprawcy, gwałtowne ruchy itp. Pamiętać należy, że fakt napadu wzbudza w sprawcy ogromny ładunek emocjonalny, który może eksplodować. Często przestępcy dodają sobie animuszu za pomocą alkoholu lub narkotyków, aby stłumić emocje i strach przed planowanym czynem, ale to może jedynie pogarszać ich podatność na bodźce zewnętrzne. Nie powinniśmy zatem inicjować jakichkolwiek drażliwych ruchów. Przy kontakcie z przestępcą spełniamy jego żądania, unikamy kontaktu wzrokowego, przybieramy pozę mniejszego i uległego, nie wdajemy się w pyskówki i nie drwimy z niego.

Jeśli napastnik nas nie zauważył, ukryjmy się. W miejscu ukrycia pozostajemy cicho, wyłączamy wszelkie źródła dźwięku i światła (radia, lampy, telefony), barykadujemy się ciężkimi przedmiotami oraz ustawiamy się w rogu sali i bacznie nasłuchujemy. Jeśli w pomieszczeniu przebywa więcej niż jedna osoba, nakazujemy wszystkim się rozproszyć na tyle na ile pozwala miejsce oraz ukryć się za jakimiś przedmiotami. Biurko nie daje żadnej ochrony przed pociskiem, ale napastnik może nas postrzelić w rękę, a nie głowę gdy nie będzie widział naszej sylwetki.

W stresie łatwo zapomnieć numerów alarmowych. Sam kiedyś próbowałem łączyć się z numerem 122 – cóż, zdziwienie. Dlatego warto sobie go wbić do telefonu komórkowego. Jeśli pracujemy w ochronie albo jako front desk, powinniśmy mieć na odwrocie identyfikatora zapisane podstawowe numery alarmowe i w przypadku potrzeby łączyć się z odpowiednią służbą.

3. WALCZ

Jeśli nie jesteśmy w stanie się ukryć lub napastnik wyraźnie zmierza w naszą stronę, nie pozostaje nam nic innego jak walczyć o życie. Studenci zamknięci w jednej z sal, podczas masakry w Virginia Tech w 2007 roku idealnie wprowadzili w życie te techniki przeżycia. Najpierw się mocno zabarykadowali, a gdy masowy morderca, Seng Hui, próbował sforsować brygadę, przytrzasnęli go drzwiami, zaczęli krzyczeć i rzucać w jego stronę różnymi przedmiotami. Zadziałało, bo sprawca szybko odpuścił i oddalił się w poszukiwaniu łatwiejszych celów. Należy pamiętać, że masowy morderca jest typem niecierpliwym – chce zabić jak najwięcej ludzi w jak najkrótszym czasie. Natomiast złodziej może zaatakować tylko wtedy, kiedy pokrzyżujemy jego plany. Jeśli jednak nie mamy wyjścia musimy walczyć. Należy zawczasu znaleźć sobie improwizowaną broń. Mogą to być nożyczki, ołówek, cyrkiel, dezodorant w sprayu, krzesło, coś ciężkiego. Wystarczy się rozejrzeć i zastanowić co w zasięgu mojej ręki może skrzywdzić drugą osobę. Takim przedmiotem może być dosłownie wszystko, kiedyś widziałem nawet złamaną płytę CD wykorzystaną jako nóż. Nasze szanse zawsze są wyższe, kiedy podejmiemy walkę, a dodatkowo, możemy ocalić czyjeś życie. Należy się w takiej sytuacji ustawić obok drzwi i zaatakować z boku napastnika wtedy, kiedy będzie wchodził do pomieszczenia.

Nie powinniśmy otwierać drzwi, dopóki nie nadejdzie pomoc i nie usłyszymy magicznego słowa „Policja, Straż Pożarna, Ratownicy, etc”.

Na sam koniec, trzeba pamiętać, że nasz dzień nie skończył się wraz z ucichnięciem strzałów. Czeka nas jeszcze przeprawa z Policją. W kontaktach z policjantami nie wykonujemy gwałtownych ruchów, wykonujemy dokładnie ich polecenia, nie oddalamy się ze wskazanego nam miejsca trzymamy ręce na widoku i staramy się opanować. Nie chcemy przecież, żeby wzięli nas za jednego z napastników. Mogą ofiary nawet skuć kajdankami w celu dalszej weryfikacji. Jednak policjanci nie są nieuprzejmi czy też mają wobec nas złe intencje – po prostu zachowują się profesjonalnie i muszą jak najszybciej opanować sytuację.

Moją ostatnią radę kieruję do urodzonych przywódców. Jeśli potraficie kierować ludźmi, pomóżcie im i weźcie ich los we własne ręce jako przewodnik grupy. Lecz nie pomagajcie nikomu na siłę. Ludzie są często zagubieni i w obliczu niebezpieczeństwa reagują znieruchomieniem. Lider wtedy jest jedyną osobą, która może ich uratować przez wydawanie poleceń i odpowiednie pokierowanie. Czasem ludzi należy czymś zająć. Przykładowo, rozkazać jednemu obserwować, drugiemu nasłuchiwać, trzeciemu trzymać barykadę z biurek, a czwartemu uciskać jakąś ranę. Ludzie mają potrzebę wypełniania jakichś obowiązków oraz poczucie bycia potrzebnym – wtedy mogą spożytkować swoje umiejętności i nie przeszkadzać nam.

Mam nadzieję, że te kilka prostych rad zostanie Wam w pamięci. Życzę wszystkim, aby nigdy nie musieli z nich korzystać.

Jeżeli podobał Ci się artykuł, to wesprzyj rozwój bloga i pomóż dzieciom, które nie miały wystarczająco dużo szczęścia w życiu. Zagłosuj na nas w konkursie Blog Roku 2011. Koszt SMS-a to 1,23 i jest w całości przekazany na rehabilitację niepełnosprawnych dzieci.

P.S.1: Proszę o czytanie tekstu ze zrozumieniem. Kapral nie pisze tutaj nic przeciwko posiadaniu broni, a tylko o ZGŁASZANIU JEJ POSIADANIA. Broń nie powinna być widoczna. Służy do obrony, a nie do lansu. Łukasz Stępień

P.S.2: Pozwoliłem sobie dodać do artykułu komentarz ESDS tactical. Jest on na tyle cenny, że szkoda aby zgubił się w innych wpisach.

SAS Rule. Częstotliwość ognia wzrasta wprost proporcjonalnie do „dziwności” celu. Biegający zygzakami, skaczący, robiący fikołki są dość dziwnym, a przy tym atrakcyjnym sportowo celem – wyzwaniem. On z chęcią wywali do ciebie pół magazynka. Powinieneś jak najszybciej uciec ze strefy śmierci, a nie udawać Spider Mana. Bieganie zygzakami to bzdura. Większość ofiar takich strzelanin ginie od strzałów oddawanych z bezp. odległości – napastnik do pokonania 3 metrów będzie potrzebował 3 sek, a Ty klucząc 5 sek. wystawiając się na strzał. Dodam tylko, że w takich sytuacjach jak Active Shooter (po mojemu desperat z bronią) celowany, precyzyjny ogień to MIT, napastnik celuje, owszem z 1 m w głowę (do tego wcale nie potrzeba przyrządów). Co do procedur Active Shooter to znam doskonale wytyczne FBI i? nie ma tam słowa o bieganiu zygzakiem.

Warto przeczytać:
1. Mroczny Rycerz
2. „NA ZIEMIĘ KURWA!! GLEBA BO CIĘ ZAJEBIĘ!!” – jak się zachować gdy zostaniemy zakładnikami
3. Myślisz, że twój bagaż jest bezpieczny? – Jak w 5 sekund włamać się do każdej walizki bez pozostawienia śladów
4. Jak wybrać kurs samoobrony dla kobiety?
5. Miejski survival – kiedy w sklepach zabraknie chleba cz. 2 przechowywanie żywności
6. Jakie dane (nie) warto umieścić na nieśmiertelniku?