Kilka dni temu w Krakowie doszło do ataku nożem. Media ciągle atakują nas informacjami o bandyckich napadach, ofiarach zabitych nożem, strach się rodzi, wszędzie zagrożenia. Czy tak jest naprawdę?

Nie do końca. Statystyki pokazują, że ilość napadów z użyciem groźnych narzędzi co roku się zmniejsza, ponad 70% wszystkich przestępstw popełnionych przy użyciu noża zdarza się w domu, pod wpływem alkoholu czy emocji. Nie jest zatem tak źle, jak chciałyby nam to wmówić media. Co jednak, jeśli znajdziemy się w takiej sytuacji? Jak postępować? Bronić się czy nie? Spróbuję trochę Wam przybliżyć ten temat.

Zacznijmy od podstaw, czyli…

Kontekst jest ważny

Dlaczego mówię o kontekście? Gdyż jest to najważniejsza rzecz w przypadku szantażu/ataku nożem.
Czy jesteście sami?
Czy musicie kogoś ochraniać?
Czy dookoła macie wolną przestrzeń, czy zamknięte pomieszczenie?

To wszystko wpływa na Wasze możliwości postępowania i wybór reakcji. Natomiast jedna zasada jest najważniejsza: „ratuj własną dupę”. Nie „pokonaj napastnika”. I oczywiście bywają wyjątki. Na początek najprostsza sytuacja: ulica, jesteś sam/a, napastnik szantażuje Cię nożem i żąda oddania wszystkiego, co masz.

Jeśli możesz, uciekaj, zaraz, natychmiast, nie wdawaj się w rozmowy, nie próbuj negocjować. Możesz rzucić mu coś pod nogi (nie w twarz, jak radzą na wielu kursach), zajmie się sprawdzeniem, co to jest, Ty uciekasz. Co jednak, jeśli Twoja główna aktywność fizyczna to zmiana kanałów na pilocie albo jesteś akurat ubrana w szpilki i wąską spódnicę?

Nie podskakuj, nie kozacz, oddaj, co masz i módl się, aby to wystarczyło.

Piszę to jako zwolennik stawiania oporu w tego typu sytuacjach, ale hej, powiedzmy szczerze, nóż zmienia wszystko. Dla tego faceta naprzeciwko rozbój to zawód, tak na 95% chce Was tylko nastraszyć, a nie zrobić poważną krzywdę. Ale kto będzie się bawił w hazard: statystyka vs. życie? I niestety, nawet jeśli masz jakieś podstawy w sztukach walki (możesz sobie nawet być „Miszczem”), jesteś sprawny, masz dobrą koordynację, to Twoje szansę na obronę są w najlepszym wypadku niewielkie. Szanse, że wyjdziesz bez zadrapania, jeszcze mniejsze.

Dlatego:

– nie patrz napastnikowi w oczy,
– nie podnoś głosu,
– wypełniaj jego polecenia

i módl się, aby to wystarczyło.

Tyczy się to również sytuacji, kiedy musimy kogoś ochraniać lub jesteśmy w pomieszczeniu, z którego nie możemy bezpośrednio uciec. To była ta łatwiejsza część.

YouTube Preview Image

A jeśli zostaniemy zaatakowani?

Mam dla Was dwie wiadomości, dobrą i złą. Dobra jest taka, że ataki psychopatycznych nożowników, którzy chcą zabijać wszystko, co się rusza, to ułamki procentu. Takie sytuacje zdarzają się naprawdę rzadko i są spowodowane albo chorą psychiką, albo urazą do konkretnej osoby. Oczywiście takie sytuacje są najbardziej nagłaśniane przez media, więc może się wydawać, że nożownicy dyszący żądzą mordu kryją się wszędzie, jednak realia są takie, że macie baaaaardzo niewielkie szanse natknąć się na kogoś takiego.

Zła wiadomość jest taka, że jak już się na kogoś takiego natkniecie, to Wasze szanse na obronę są niewielkie. Jeśli zostaniecie zaatakowani znienacka, nie żyjecie, nie ma żadnych „tajnych” technik, które Wam pomogą. Jeśli mieliście czas na przygotowanie się na atak, uciekajcie. Walka jest najbardziej ostatecznym rozwiązaniem, jakie możecie wybrać.

I tu znów wracamy do kontekstu. Czasami, żeby uciec, trzeba przez chwilę unikać ataku napastnika. Tu podstawową rzeczą jest dystans: jeśli wpuścicie napastnika na odległość, w której może Was dosięgnąć samym wyprostem ramienia, nie żyjecie. Nie potraficie trzymać dystansu i się poruszać? Nie żyjecie. Nie możesz uciec, musisz kogoś ochronić, a przeciwnik atakuje? Została Ci tylko determinacja.

Nie techniki, nie sztuczki, czysta determinacja. Uwieś się całym ciężarem ciała na ręce z nożem, zablokuj mu możliwość ruszania ręką poprzez przyciśnięcie jego ręki do siebie, gryź, uderzaj głową, ale za nic nie puszczaj jego ręki z nożem. Zaciśnij palce na jego palcach, wtedy nie przełoży noża do drugiej ręki. Kolana, łokcie, użyj wszystkiego, co masz. I na nic nie licz, nie myśl, nie rozważaj. Albo on, albo Ty. Nie brzmi optymistycznie, co?

Niestety, w naszym kraju dostępność Wielkiego Wyrównywacza Szans, jakim jest broń palna, jest na tyle niewielka, że bandyci jeszcze bardzo długo nie będą musieli się obawiać, że bezbronna na pozór ofiara po prostu ich zastrzeli.

Wojciech „War” Ramotowski.

Od „zawsze” związany ze Sztukami Walki. Od 1999 związany z grupą Blade Brother Polska, w której trenuje szermierkę nożem. Z pasji do noży, założył w 2003 roku portal knives.pl.

PS: Uprzedzając pytania stałych czytelników. Tekst jest opinią War-a i dlatego akapit dotyczący broni palnej różni się tego co pisaliśmy w tekście „czego nie należy używać do samoobrony” (przyp. Łukasz)

Chcesz dostawać informację o nowych artykułach? Dopisz się do naszego newslettera:


 

Warto przeczytać:

1. Jak spędzisz ostatnie dziesięć lat swojego życia?

2. Jak skutecznie oduczyć pozostawiania niewylogowanego komputera?

3. Jak wzywać pogotowie?

4. Nożyczki ratownicze NAR Trauma recenzja

5. 3 mity, 2 fakty i 1 poważny problem – rzecz o strzeżonych osiedlach