W pierwszym tekście o powerbankach rozbiliśmy temat na części pierwsze. Czym jest powerbank, jakie są miedzy nimi różnice, czym jest efektywne ładowanie i kilka innych zagadnień. Po ukazaniu się tekstu zostaliśmy zasypani pytaniami, które sprowadzały się w sumie do jednego. Jak wybrać powerbank? Najlepsza odpowiedz na to pytanie brzmi:

Kup powerbank firmy Emie.

Serio. Jeżeli chcesz mieć pewność, że kupujesz sprzęt świetnej jakości na lata, to trudno o lepszy wybór. Emie jest azjatycką firmą specjalizującą się w tego typu asortymencie. Z ich produktów korzystam zarówno ja, jak i wszyscy moi znajomi. Czasami warto dołożyć kilka złotych do lepszego sprzętu. Z resztą, bardzo dobrym przykładem jest Kasia z bloga zapetlone.pl. Po jednym wyjeździe testowym przeniosła się bez żalu z powerbanka TP Link (za ponad 120zl) na Emie Memo. Powerbanki Emie można kupić w sklepie studio Plumbi.

No dobrze. Skoro jednak czytasz Kryzysowo.pl od niedawna i masz wątpliwości co do naszych osądów, kilka elementów na które powinieneś zwrócić uwagę kupując powerbank.

Cena minimalna

Uważaj na sprzęty o pojemności do 3200 mAh i cenie poniżej 50 zł. Większe pojemności mają cenową poprzeczkę postawioną jeszcze wyżej. Tyle mniej więcej kosztuje sama bateria z dobrej jakości zabezpieczeniami, układem sterującym i obudową. Nie wliczając w to takich elementów jak opakowanie, produkcja i koszty poboczne. Kwota 50 zł jest przyjęta dla dużych, przemysłowych ilości. Bez problemu trafimy na tańsze powerbanki, ale w tym momencie będą to ogniwa bardzo niskiej jakości, bez zabezpieczeń albo pochodzące z recyklingu, co znacząco wpływa na ich żywotność i bezpieczeństwo naszego sprzętu. Coś jest dobre albo tanie.

Unikaj „China design”

Określenie „china design” dotyczy masowo wytwarzanych produktów niskiej jakości, na których zmieniają się tylko kolory i napisy. W przypadku powerbanków najczęściej spotykane przykłady to:

39ae245b5d4c5fa04f2184686c97b7b8

powerbank

Mogą być „markowane” różnymi firmami, ale w rzeczywistości pochodzą z tej samej linii. Nie posiadają kompletu zabezpieczeń, mają bardzo słabe ogniwo, powolne ładowanie i naładują ułamek telefonu. Podczas ładowania bardzo mocno się nagrzewają, co może zniszczyć baterię. Często są to powerbanki rozdawane na różnego rodzaju konferencjach/eventach.

Zwróć uwagę na markę

My polecamy Emie. Inną dobrą marką (ale z gorszym stosunkiem jakość/cena) są produkty firmy Lepow. W ostateczności, wybierz powerbanki ogólnie znanych marek jak Samsung, Nokia, Sony itd. Pochodzą one z tych samych fabryk co produkty niższej jakości, ale w tym przypadku możemy liczyć na realną gwarancję. Należy pamiętać, że dużą częścią ceny jest tutaj napis na pudełku. W przypadku powerbanków no-name możemy bardzo łatwo naciąć się na pojemności. Podczas jednego z testów powerbank opisany jako mający pojemność 5200 miał w rzeczywistości 500 mAh.

Czas dostawy

Wielu sprzedawców na Allegro sprzedaje towar, którego nie posiada. Jeżeli czas dostawy jest dziwnie długi (najczęściej 30-60 dni) to lepiej nie ryzykować. Towar jest nie tylko niskiej jakości, ale mogą być problemy z gwarancja. W najgorszym wypadku może nigdy do nas nie trafić. Czytajcie też opinie o sprzedawcy. Nawet w pozytywnych mogą znajdować się negatywne uwagi.

emie-devil-powerbank-5200mah-cute-stable-mindygan-1307-12-mindygan@2

Jaki jest prąd ładowania?

Prąd ładowania, to ilość energii jaka jest przekazywana w jednostce czasu do urządzenia. Jednostka miary to amper, a im więcej amperów tym szybciej nasz telefon (lub inne urządzenie) się naładuje. W przypadku tańszych powerbanków jest to 0,4-0,9 ampera, średniej jakości 1,2 a dobrej 2,0 ampery. Z drugiej strony urządzenia mają określone możliwości przyjęcia energii. W przypadku nowszych i lepszych smartfonów jest to wartość między 1,8 a 2,0 ampera.

Prawdziwe zdjęcia

Często zdjęcia na aukcjach przedstawiają tylko grafiki, bez możliwości obejrzenia prawdziwych zdjęć. Wymuskane obrazki sprawiają, że mogą nam umknąć mankamenty związane z wyglądem. Czyli:

Design

Jeden z ważniejszych elementów związanych z powerbankami. W rzeczywistości, stają się one częścią naszego Ekwipunku Dźwiganego Codziennie (EDC). Dlatego musimy zwrócić uwagę na jego formę i zastosowanie. Dobrym przykładem jestem ja i moja „najlepsza z żon”.

Ze względu na prowadzone szkolenia i wykłady często jestem w drodze. Niemalże zawsze z kalendarzem, tabletem i papierami. Dlatego ja wybrałem powerbank Emie Powerblade. Ma dwa wejścia (mogę jednocześnie ładować tablet i telefon), jest ultracienki (najcieńszy powerbank na świecie). Co ciekawe, nawet wejścia USB są rozkładane, aby oszczędzić na grubości. Dzięki kształtowi kartki A5, jest z mojej perspektywy o wiele praktyczniejszy do noszenia niż powerbanki o innym kształcie. Posiada też dosyć ciekawą możliwość wczepienia w notes. No i oczywiście realna pojemność (było o tym tutaj) to 8 000 mAh, która pozwala spokojnie nakarmić bateriożernego LG G3.

20150707_194615

Z drugiej strony moja lepsza połówka. Powerbanka używa raczej dorywczo, zależało jej więc na niewielkim urządzeniu, które będzie mogła zawsze zmieścić w niewielkiej torebce. Stąd wybór mniejszego Emie Samo. Nie ma co ukrywać. Jednym z powodów wyboru tego modelu był też jego wygląd, zainspirowany psem rasy Samojed 🙂 . No i oczywiście całkiem przyzwoita realna pojemność 5 200 mAh.

20150707_195255

Ciekawie wyglądający powerbank pełni funkcję nie tylko użytkową, ale również przyjemnego gadżetu. W ramach designu, warto zwróć uwagę na jakość wykonania. Wszelkiego rodzaju nadlewki, źle dopasowane elementy i niedoróbki świadczą o jakości całego urządzenia.

Akcesoria niezbędne

Powerbank bez informacji o poziomie naładowania jest bezużyteczny. Nigdy nie mamy pewności ile energii jeszcze w nim zostało i kiedy przestać go ładować.

Jak i te zbędne

Czyli wszelkiego rodzaju domontowane latarki, wyświetlacze LED albo kalkulatory. Jedyne ich zadanie to przykrycie niskiej jakości urządzenia. Nie bez powodu firmy produkujące dobrej jakości powerbanki stawiają na zdrowy minimalizm.

Wiarygodny sklep

Chyba najważniejszy element. Uczciwy sprzedawca potrafi nam doradzić. Nieuczciwy obieca nam gruszki na wierzbie z uśmiechem na ustach. Najważniejsza sprawa – paragon. Dokument który potwierdza nasze zakupy i może być podstawą do dochodzenia roszczeń. Ponadto uczciwość i znajomość tematu.

Co jeszcze powinno zwróci naszą uwagę?

a) sprzedaż powerbanków solarnych

Ze względów technologicznych powerbanki posiadające panele słoneczne są bezużyteczne. Panele słoneczne wielkości A5, czyli takie jak montuje się w powerbankach są za słabe aby cokolwiek naładować. Wystarczające są dopiero panele 8 razy większe. Poniżej film z testu takiego urządzenia. Jeżeli ktoś posiada takie urządzenie w swojej ofercie, to powinnyśmy zrezygnować tam z zakupów bo sprzedawca albo nie zna się na oferowanym sprzęcie, albo celowo wciska kit.

YouTube Preview Image

b) określenie „liczba doładowań do telefonu”
Lub liczba „ładowań telefonu” z podaną cyfrą. Tak jak pisaliśmy w pierwszym tekście, moc powerbanka liczy się za pomocą jego pojemności, a nie liczby doładować do telefonu. Różne telefony mają różne pojemności baterii. Inna ilość doładowań do „pełna” będzie w przypadku mojego LG G3 3000 mAh, a inna w przypadku Samsung S3 2100 mAh.

c) czas ładowania
W jednej z ofert na Allegro znaleźliśmy informacje:
Czas ładowania baterii 4 000 mAh – 5-6h
Czas ładowania baterii 12 000 mAh – 12-14h

Tyle, że zgodnie z prawami fizyki baterie ładuje się praktycznie liniowo. 3 razy większa pojemność baterii wymaga 3 razy dłuższego ładowania. Czyli odpowiednio 15-18h. Oczywiście o ile jest to realna pojemność tego urządzenia.

Jeżeli jesteś zdecydowany na zakup powerbanka, to polecam studio Plumbi, gdzie wszystkim czytelnikom Kryzysowo.pl przysługuje do 01.08.15 rabat 15%. Wystarczy podczas realizacji zamówienia wpisać w koszyku Kryzysowo.pl. Jeżeli jednak wciąż nie jesteś zdecydowany/a, to powodzenia w poszukiwaniu powerbankowego Złotego Grala. Ja już swojego znalazłem 🙂 .

Magdalena Magdalaena – odezwij się do nas na priv. Za Twoje zaangażowanie i cierpliwość mamy specjalną niespodziankę 😉 .

PS. Zapewne wielu z Was czekało, aż się pojawi tutaj fragment „wpis powstał we współpracy…”, co będzie eufemistycznym określeniem wpisu sponsorowanego. Nie. Wpis nie jest sponsorowany ani nie otrzymałem za jego publikacje żadnych korzyści materialnych. Wpis powstał we współpracy, ale tylko ze względu na to że sam poprosiłem o pomoc merytoryczną Przemka, założycieli studia Plumbi. Po prostu wierzę, że ich sprzęt jest najlepszym na rynku i chciałem się tym z Wami podzielić.