– Słyszałeś już o Brześciu?

– Tak. Znowu akcja w szkole, ledwo ucichł temat po użyciu noża w Warszawie

– Nagły popyta na szkolenia z bezpieczeństwa w szkołach za 3… 2…1…

Mniej więcej taki dialog stał się początkiem poniższej rozmowy. Popyt wzmaga podaż. Niestety w branży bezpieczeństwa, „popyt” jest najczęściej okupiony czyjąś tragedią. Zapewne po ostatnich wydarzeniach szybko wzrośnie ilość osób szukających szkoleń typu „bezpieczna szkoła” i firm, które niespodziewanie zaczęły takie usługi oferować. Razem z moim kolegą, Sergiuszem Parszowskim z instin.pl postanowiliśmy sobie luźno podyskutować przy kawie nad pytaniem ”Jak wybrać szkolenie z bezpieczeństwa w szkole?”. Z czasem okazało się, że chyba wyszło trochę szerzej…

Łukasz Stępień – To może zacznijmy trochę od końca. Najbardziej popularne mity na temat tego typu szkoleń. Rzecz oczywista, no bo tak wieść gminna niesie — najlepszymi szkoleniowcami są, byli członkowie Lublińca / GROM /SPAP/ ABW/ Służby Więziennej — niepotrzebne skreślić.

Sergiusz Parszowski – To trochę jak z branżą bezpieczeństwa w latach ’90-tych. Jeżeli ktoś miał się zajmować ochroną to tylko policjant. No bo to przecież policjant, bezpieczeństwo i w ogóle. Dopiero z czasem zaczęto sobie zdawać sprawę, że zadania policjanta i pracownika pionu ochrony są zupełnie inne. Zadania a co za tym idzie kwalifikacje, jakich od takich osób się wymaga. Pewne elementy są zbieżne, ale nie tożsame. Innych umiejętności wymaga się od osoby prowadzącej szkolenia a innych od osoby, która ma przeprowadzić odbicie zakładników ze statku porwanego przez piratów. Przy czym jasno trzeba powiedzieć. To absolutnie nie oznacza, że taka osoba nie ma odpowiednich kompetencji do prowadzenia szkoleń. Po prostu musimy rozgraniczyć te dwa tematy. Fakt bycia członkiem formacji mundurowej nie sprawia automatycznie, że jest się ekspertem od szkoleń z zakresu bezpieczeństwa.

Przypomina to casus zawodowych sportowców. To, że ktoś zdobył złoto na igrzyskach olimpijskich, wcale nie oznacza, że zostanie doskonałym trenerem i będzie potrafił poprowadzić innych do sukcesów. Jeżeli trochę podrążymy to dojdziemy i do drugiego dna. Policjant, czyli kto? Dochodzeniowiec, logistyk, psi przewodnik, a może ktoś z drogówki? Na każdym z tych stanowisk są realizowane inne zadania i nabywa się inne doświadczenie. Dlatego lepiej uważać na wygodną frazę „byli funkcjonariusze służb państwowych”. No to mit drugi, tak zwane „ja pana znam z telewizji”

Nazywany też „ekspert medialny”. Czyli jak ktoś pojawia się w telewizji albo gazetach z odpowiednim podpisem to staje się ekspertem, niezależnie od faktycznego doświadczenia i wiedzy. Osoby zapraszające komentatorów nie prowadzą jakiegoś pogłębionego przeglądu, bo zwyczajnie nie mają na to czasu. Jest “news”, więc musi być natychmiast komentarz. Przy czym zaznaczmy jeszcze raz. Fakt, że ktoś występuje jako ekspert w telewizji, wcale nie oznacza, że taka osoba nie posiada przypisywanych kompetencji. Po prostu w mediach nie jest to kluczowy element doboru komentatorów.

To jest taki medialny “kot Schrodingera”*. „Wszyscy wiedzą, że media kłamią”, ale jak ktoś zostanie zaproszony do studia, to z automatu zyskuje „punkty wiarygodności”. Niezależnie od jakości swoich wypowiedzi. Wracając do meritum. Piątek godzina 19:00. Dostajesz telefon od dawno niesłyszanego kumpla ze studiów. Minęło już kilka lat i okazało się, że skończył studia i został nauczycielem w małej miejscowości. Po ostatnich wydarzeniach dostał zlecenie od dyrektora, że ma „ogarnąć jakieś szkolenie z bezpieczeństwa”. Nie wie za bardzo jak się za to zabrać, a pamięta, że Ty coś w tym zakresie robiłeś.

Mówię mu, że znam taką dobrą firmę. Instin się nazywa..

W to nie wątpię. A poza tym?

Najpierw przysłowiowe ”rozpuszczenie wici” i wstępne poszukiwania. Podpytać wśród znajomych i na forach dla nauczycieli czy ktoś dla nich realizował tego typu szkolenia. Przeszukać strony internetowe i wysłać kilka zapytań ofertowych.

Firma X zgłasza się, że akurat mają szkolenie, które “idealnie rozwiąże nasze problemy”.

I w tym momencie powinna zacząć migać żółta lampka ostrzegawcza. W mojej opinii profesjonalna firma powinna zacząć od krótkiego wywiadu co do oczekiwań klienta i problemów, z jakimi się mierzy. Może nie brzmi to dobrze marketingowo, ale zamawiający często sam nie jest świadomy, czego chce. I ma pełne prawo, żeby nie wiedzieć, bo najczęściej nie jest specjalistą z tego zakresu i dlatego szuka wsparcia na zewnątrz.

Sama fraza „szkolenie z bezpieczeństwa w szkole” to takie magiczny worek, do którego można wrzucić wszystko. Od szkoleń ze złotej trójki (zamach bombowy, osoba agresywna, active shooter) poprzez budowanie długofalowej współpracy z policją i przeciwdziałanie radykalizacji aż po opracowywanie i wdrażanie programów profilaktycznych. To trochę tak jakby pójść do lekarza i poprosić go o jedną, magiczną tabletkę, która wyleczy nas ze wszystkich chorób.

W sytuacji idealnej firma przeprowadzi kompleksową diagnozę realnych potrzeb szkoleniowych. Niemniej jednak jest to bardzo czaso (a w efekcie i koszto) -chłonne. Dlatego bardziej realny jest po prostu krótki wywiad obejmujący kilka podstawowych pytań. Skąd potrzeba przeprowadzenia szkolenia, czy były jakieś incydenty w przeszłości, jaki jest profil szkoły etc.

Myślę, że tutaj ciekawą wskazówką może być raport NIK z 2013 roku. Mimo, że szkoły posiadały formalnie opracowane plany przeciwdziałania zjawiskom patologicznym, to albo nie były one wdrażane, albo były opracowane na bardzo niskim poziomie. W efekcie nie miały realnego przełożenia na szkolną rzeczywistość. No ale dyrektor placówki upiera się, że wszystkie szkoły w powiecie miały szkolenie z zagrożeń terrorystycznych więc i on chce. Co Ty na to?

Czy takie szkolenie zaszkodzi? Jeżeli jest dobrze poprowadzone to na pewno nie. Czy rozwiąże nasze problemy? Wróćmy do początku — jakie są nasze problemy? Z pewnością takie szkolenie zawsze wniesie jakąś nową wiedzę. Byłoby super, gdyby takie szkolenie było nie tylko typowym „jednostrzałowcem”, bo „pojawiło się dofinansowanie” tylko elementem jakieś spisanej i wdrożonej, długofalowej koncepcji.

Po takim szkoleniu bardzo łatwo wpaść w poczucie fałszywego bezpieczeństwa „byli groźni panowie, pokazali nam jak się bronić więc jesteśmy bezpieczni”. Niestety, skupiamy się w tym momencie na działaniach reaktywnych (post factum) a nie zapobieganiu ich powstawaniu. Przejdźmy do bardziej kontrowersyjnej części. Dlaczego dobre szkolenie nie kosztuje 200zł?

Zanim przejdziemy do kosztów, zacznijmy od pewnego luźnego rozróżnienia. Na szkolenia tak zwane „półkowe”. Są to pewne standaryzowane przykłady szkoleń, które są lekko modyfikowane pod konkretne potrzeby. Czym inne są szkolenia szyte na miarę, kiedy zakres szkolenia jest bardzo mocno personalizowany pod konkretnego klienta i łączy się z głębszym poznaniem organizacji. Są to szkolenia na pewno droższe.

Szyte na miarę, czyli lepsze?

Powiem tak. Nad morze dojedziemy i golfem trójką i mercedesem klasy S. Na przykład szkolenie z postępowania w kontakcie z agresywnym uczniem lub rodzicem dla personelu szkoły (nauczycieli, sprzątaczki i woźnych, personel administracyjny). Takie szkolenie powinno być przeprowadzone w ich naturalnym środowisku, czyli w szkole. Szkolenie może obejmować przekazanie treści i ćwiczenia praktyczne. Może też obejmować dodatkowo jeszcze audyt bezpieczeństwa przed szkoleniem albo duże ćwiczenia z udziałem uczniów i rodziców. Wszystko zależy od naszych realnych potrzeb i budżetu, którym dysponujemy.

Niemniej jednak wciąż nie mówimy o szkoleniach za 200 zł w podstawowym wariancie.

Niestety nie. Samo stworzenie dobrego programu wymaga zaangażowania dużej ilości osób. Jeżeli przygotowujemy moduł na temat niebezpiecznych przesyłek, to powinniśmy go skonsultować ze specjalistą z tego zakresu, omówić z nim „trudne pytania”, jakie mogą paść w trakcie szkolenia. Oczywiście można też bazować na informacjach dostępnych na stronach internetowych (w tym rządowych), ale niestety umieszczone tam informacje często są błędne, pozostawiają merytoryczne dużo do życzenia albo zawierają bardzo mocne uproszczenia. Do tego koszty stałe, wydruki materiałów, dojazd, hotele, zakup książek i ciągłe podnoszenie swoich kompetencji.

No to od innej strony. Nie mam kwoty Y żeby przeprowadzić takie szkolenie w mojej szkole. Jakie mam alternatywy?

Szkolenia otwarte. Czasem potrzebujemy przeszkolić tylko jedną osobę, na przykład wspomnianego już dyrektora szkoły. Zajęcia dla niego będą prawdopodobnie skupiać się na omówieniu pracy ze zjawiskami radykalizacji, na co zwrócić uwagę podczas podpisywania umowy z firmą ochroniarską, jak współpracować z instytucjami rządowymi itd. Można na przykład wyznaczyć jedną – dwie osoby, które będą pełnić w szkole funkcję takich liderów bezpieczeństwa. Niech pojadą, nauczą się czegoś nowego i spróbują to wdrożyć w swojej szkole. I dalej, krok po kroku, systematycznie podnośmy poziom bezpieczeństwa. Kiedy już wdrożymy system i stanie się on “częścią organizacji” warto zaprosić specjalistę z zewnątrz, który spojrzy na naszą organizację „z boku”. Taka osoba może przeprowadzić na przykład audyt bezpieczeństwa fizycznego albo zabezpieczeń technicznych i wskazać nasze słabsze strony.

I to jest chyba najważniejsze. Po każdym, szkoleniu następuje moment, kiedy musimy zejść na ziemię i zadać sobie dwa bardzo ważne pytania:

  • „Jak to szkolenie poszerzyło moją wiedzę?”
  • „Jak mogę tą nową wiedzę przekuć w praktyczne rozwiązania”

Bo bez tego, nawet najlepsze szkolenie pozostanie miło spędzonym czasem.

Zgadza się. I to jest wielka odpowiedzialność kadry zarządzającej. Bo ostatecznie to i tak dyrektor będzie musiał odpowiedzieć na pytanie “czy szkoła zrobiła wszystko co mogła, żeby zapobiec tej tragedii”

 
 
Sergiusz Parszowski – niezależny doradca do spraw bezpieczeństwa. Założyciel firmy Instin.pl i ekspert Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. Autor książek Bezpieczeństwo społeczności lokalnych. Programy prewencyjne w systemie bezpieczeństwa oraz „Imprezy masowe. Organizacja, bezpieczeństwo, dobre praktyki Realizuje projekty i szkolenia z zakresu bezpieczeństwa publicznego, ochrony osób i mienia oraz bezpieczeństwa biznesu. W latach 2012-2018 był konsultantem merytorycznym w projektach „Akademia Bezpieczeństwa” oraz „Akademia Bezpieczeństwa 2”, w ramach których przeszkolono blisko 35 000 osób, w tym nauczycieli, uczniów i rodziców. Absolwent Akademii Obrony Narodowej w Warszawie oraz Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie.
 
Rozmowa z Sergiuszem jest wznowieniem cyklu #BezpieczneDyskusje, w ramach którego rozmawiamy z osobami związanymi z bezpieczeństwem. Pierwsza rozmowa dotyczyła bezpieczeństwa podczas konwentów fantasy na przykładzie Pyrkonu. 
 
*kot Schrodingera – eksperyment myślowy w którym rzeczony kot jest jednocześnie martwy i żywy. Więcej informacji tutaj.