Pamiętacie wielką awarię sieci komórkowej sprzed paru tygodni?

Ja pamiętam. W szczególności, kiedy o 9 rano stałem jak kołek w środku miasta starając się ustalić miejsce spotkania. Mam TRZY telefony, każdy w innej sieci. Dwa nie działały w ogóle, trzeci jak chciał. Niby taka awaria to nic wielkiego, zdarza się co i rusz. Ale jak to często bywa, mały bodziec skłonił mnie do większych rozmyślań.

Bo obraz rysuję nam się nieciekawy. W pogonią za lepszym zapędziliśmy się tam, gdzie jeden błąd może nas wiele kosztować. Zamieniliśmy stosunkowo bezawaryjna technologię, która przez 100 lat praktycznie się nie zmieniła, na chimeryczny, bardzo wrażliwy twór, który nawet poza miastem miewa problemy z działaniem. Większa burza, albo pierdnięcie na słońcu i po zawodach. Bo, ręka w górę – komu nigdy nie zdarzyło się zgubić zasięgu?

W cywilizacji, która jest oparta na wymianie informacji, zamieniliśmy pewność na wygodę, licząc że taki stan jest stały i pewny. I właśnie, przynajmniej mi, wylano kubeł zimnej wody na łeb. Nawet będąc przygotowanym na coś podobnego obudziłem się z ręka w nocniku.

Media i oficjalne reakcje starają się bardzo zatuszować sprawę, albo są do tego stopnia niekompetentne (choć jedno nie wyklucza drugiego), że lekceważą inteligencję swoich własnych klientów. No bo jak wyjaśnić twierdzenie, że Augustów leży w południowej Polsce?  Oto jedno z wielu „oficjalnych oświadczeń”:

„Potwierdzam, że dzisiaj w godzinach porannych nastąpiła awaria w sieci Orange. Objęła południowo-zachodnią część Polski. Prowadzone są prace naprawcze a ich pierwsze efekty już są odczuwalne bowiem na kolejnych obszarach sieć zaczyna wznawiać prawidłowe działanie. Około godziny 12.00 awaria powinna zostać usunięta. Przepraszamy wszystkich użytkowników sieci Orange za spowodowane tym utrudnienia.”

Napisała Maria Piskier Biuro Prasowe Orange Polska.

Źródło: poranny.pl

– Niestety, potwierdzamy te informacje i przepraszamy
naszych użytkowników. Awaria dotknęła 100-200 miejscowości w rejonie południowo-wschodniej Polski. Efekty awarii powinny ostatecznie zniknąć najpóźniej w południe.

Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy Orange.

Źródło: wyborcza.biz

Prawda jest mocno bolesna. Ponad 1/3 kraju została pozbawiona komunikacji: Lublin, Białystok, Siedlce, Augustów, Ostrołęka, Biała podlaska, Puławy, Mińsk Mazowiecki, Terespol, Łomża. Nie działały dwie największe sieci, trzecia działała tylko w obrębie własnych numerów. Nie sposób postawić pytania – w jaki sposób działa ta cała infrastruktura? Skoro według btsearch.pl większość nadajników jest niezależna?

Nie sposób postawić kolejnego pytania – kiedy to pieprznie na amen?

Awaria trwała co najmniej 12 godzin (o 16 moje telefony nadal nie działały). Niech mi teraz ktoś powie – ile potencjalnie niebezpiecznych sytuacji rodzi taka awaria? Dla mnie 27 kwietnia był dniem, w którym zwątpiłem w to że technologia może nam zapewnić bezpieczeństwo.

Dobrze ze przynajmniej działały numery alarmowe.

Bo działały, prawda?

W części drugiej – czy i jak możliwe jest zabezpieczenie się na podobne sytuacje.

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do naszej subskrypcji