Swoją relację zacznę nietypowo, od pytania o Twoje pierwsze skojarzenia kiedy słyszysz termin „handel ludźmi”?

Abstrakcyjne pojęcie? XVIII/XIX wiek i Murzynek Bambo płynący na statku z Afryki do Ameryki? A może prostytucja i panie oferujące jedyne co mają do zaoferowania – czyli swoje ciało – w każdej, możliwej opcji? I tu pojawia się obszar, na który bym nie chciał wchodzić, prawiąc kazania czy moralizatorskie porady, nawet jeśli chodzi o coś tak „”niewinnego”” (podwójny cudzysłów) jak np. tzw. sponsoring studentek przez bogatych panów, który nie ma nad sobą „brudnej i ciemnej” otoczki zorganizowanej przestępczości.

Filozoficznie można by rzec, że wszystko jest dla ludzi – zwłaszcza pełnoletnich (i tylko dla nich jeśli ma to być owe wszystko). Zadaj sobie jednak pytanie – czytelniku – czy tak samo byś pomyślał, gdyby w tych rozważaniach pojawiła się Twoja matka/ żona/ siostra/ córka? Dla Ciebie pewnie byłoby to sytuacja nie bardzo, ale dla drugiej osoby już raczej tak. A więc…

21 października br. wybrałem na Politechnikę Gdańską, na Konferencję nie-milczenia z paru powodów. Tematyka handlu ludźmi kojarzyła mi się właśnie brazylijskimi serialami, amerykańskim południem oraz politycznymi gierkami Abrahama Lincolna, z którego dziś robi się wielkiego zwolennika wyzwolenia czarnoskórych pracowników plantacji. Prostytucja zaś z fikuśnie ubranymi paniami, ochranianych przez „umięśnionych sportowców”. Niby więc nie było powodów ani potrzeby poszerzenia swojej wiedzy w tej sprawie, by dalej móc tkwić w miłej i wygodnej ignorancji. Pojawiły się jednak dwie opcje zachęcające: osoby organizatorów, których poznanie uważam za jedną z cenniejszych rzeczy jakie zostały mi po moich drugich studiach, oraz zachęta Łukasza (kryzysowy Ojciec Ratownik – aka naczelny), który po zapoznaniu się z materiałami uznał, że warto tam być.

Do sali Akademickiego Klubu Politechniki Gdańskiej „Kwadratowa” przybyło kilkadzieścia osób, zdecydowaną większość stanowiły panie. Pierwsza zaczęła Daniela Sikora związana z Projektem Every-One. Omawiając problem handlu ludźmi stwierdziła, że 90% tego procederu opiera się na sex biznesie, który z roku na roku staje się coraz bardziej dochodową formą zorganizowanej przestępczości. I to z wielu powodów, w tym tego najważniejszego – wielokrotności „użycia towaru”.

IMG_4979

Drugą osobą, która wystąpiła była siostra zakonna Anna Bałchan ze Stowarzyszenia Po MOC. Naświetliła ona przyczyny, dla których młode kobiety (choć nie tylko) decydują się na „pierwszy krok”, jakim jest opuszczenie/ ucieczka z domu w „wielki świat przygody”. Są to, m.in.:
– brak pieniędzy, ale też nie możność spłaty zaciągniętych zobowiązań;
– wszelkiego rodzaju kryzysy oraz niepowodzenia życiowe,
– brak relacji w rodzinnym domu,
– brak oparcia u rodziców.

Przyznacie sami, że są to rzeczy dość oczywiste, ale właśnie przez to są często pomijane czy zbywane lekceważeniem. Tak jak oczywista – oczywiście z początku – może być teza, że prostytucja może być „opcją” na lepsze życie.

Pojawiła się też kwestia tzw. werbowników, czyli osób „naganiających towar”, pod formą np. znalezienia lepszej pracy za granicą. Mogą i są nimi ludzie:
– odpowiednio dopasowani do targetu,
– osoby nawet bliskie, jak znajomi ze szkoły czy studiów;
– osoby w każdym wieku – tak by maksymalnie wzbudzić zaufanie u potencjalnej ofiary.

Siostra Anna Bałchan przedstawiła także pracę w swoim stowarzyszeniu z kobietami, będącymi ofiarami „przymuszonej” prostytucji. Konieczna jest tu szeroka pomoc psychiatryczna oraz praca terapeutyczna, związana trudnymi do prostego opanowania tzw. „flash backami” z przeszłości.

Ostatnim punktem programu była projekcja filmu dokumentalnego o współczesnych formach niewolnictwa „Nefarious: Merchant od Souls”. Jego twórcy odwiedzili miejsca od Tajlandii i Kambodży, przez Holandię, Szwecję aż do Stanów Zjednoczonych. Film jest mocno – zwłaszcza pod koniec – nacechowany chrześcijańską koncepcją świata – że tak to ujmę. Jeśli może to komuś przeszkadzać – bo w końcu każdy z może mieć różne i odmienne światopoglądy – to warto sobie przypomnieć przypadek niejakiego „wesołego staruszka” nazwiskiem Fritzl, który w czas „wolny od zajęć” spędzał na wywczasach w Tajlandii. Na pewno nie oglądając tam zabytków.

Rodzice oddający alfonsom swoje własne dzieci, ci zaś przekazujący je turystom z Zachodu…

Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Co można w ogóle tu dodać zwłaszcza, że przyczyną tego nie jest już tylko zwyczajna bieda, ale jest po prostu sposób na życie. Dzieci „pracują”, rodzice się wylegują. Ot taki system emerytalny XXI wieku.

W zestawieniu z takimi sytuacjami, jedno czy drugie zdanie, w którym padają słowa „Bóg” czy „Jezus”, jakoś powinny przeszkadzać. W końcu to nie oni za tym stoją, tylko ludzie. Zwyczajni ludzie oraz ich fantazje i żądze, które prowadzą do realnych zagrożeń i niebezpieczeństw.

Zdjęcie: Katarzyna Michałowska. Pod prąd – Magazyn studencki

Warto przeczytać:

1. Jak wzywać pogotowie?

2. Jak wybrać kurs samoobrony dla kobiety?

3. Jak spędzisz ostatnie dziesięć lat swojego życia?

4. Parę słów o bezpieczeństwie kobiet – kobieta jako ofiara napaści

5. Recenzja – latarka życia