Od dłuższego czasu namawiałem znajomego, który jest kryminalnym w policji, żeby skrobnął coś na bloga. Po ciągłych odmowach, w których zasłaniał się sprawami operacyjnymi i różnymi bolączkami policji w końcu się zgodził! Po prostu sobie rozmawialiśmy, kiedy opowiedział mi o swoim ostatnim wydarzeniu w robocie.

Stary, to jest genialne, mówię mu. Żadne tam Miami Vice czy Colombo, tylko polska rzeczywistość, która w dodatku pokazuje, że są psy, którym chce się pracować i zależy im na obywatelu. Jeśli jesteś fanem JP 100% i HWDP, nie czytaj dalej, bo jeszcze polubisz policję!

Niedawno odebrałem nietypowy telefon, ze swojej komórki służbowej. Nie, żeby w policji dawali telefony ? po prostu kupiłem drugi, którego numer służy wyłącznie do celów związanych z pracą. Pan po drugiej stronie przedstawił się i powiedział, że dzwoni w sprawie ogłoszenia. Na początku nie miałem zielonego pojęcia, o co chodzi. Kiedy ów pan wyjaśnił, że chodzi o skradziony rower jego syna, od razu sobie przypomniałem.

Kilka miesięcy temu zatrzymaliśmy złodzieja. Dzięki jego zeznaniom doszyliśmy do pasera i masy kradzionych fantów. Większość skradzionych rzeczy była zgłoszona i figurowała w naszym systemie, było jednak kilka przedmiotów, do których kradzieży złodziej się przyznał że, a paser że pochodzą z przestępstwa Natomiast nie figurowały jako utracone, po prostu nikt ich nie zgłosił.

Z pozdrowieniami dla ludzi z firmy JP

Wśród przedmiotów które nam pozostały był również markowy rower górski. Niestety sprawdzenie w systemie oraz dzwonienie po okolicznych komisariatach celem sprawdzenia, czy u nich nie zginął podobny rower nie przyniosły rezultatu. W tym momencie pomyślałem o motto mojej firmy. Nie myślcie czasem że brzmi ono jak na zachodzie: To Protect and Serve czy Courtesy, Professionalism, Respect. Mottem naszej firmy jest: Masz głowę i chuj, to kombinuj! Początkowo zacząłem jak akwizytor. Znając miejsce kradzieży, pukałem od drzwi do drzwi, pytając się czy nie został tu przypadkiem skradziony rower. Ponieważ jednak nie przyniosło to żadnego efektu zrobiłem kilka fotek rowerka i ruszyłem po blokach i sklepach (tu dodam że trzeba podziękować Komendantowi mojego komisariatu, bowiem żadna z drukarek na komisie, poza jego nie była w stanie wydrukować zdjęcia w takiej jakości, żeby osoba oglądająca zdjęcie byłą w stanie odróżnić rower górski od składaka). Obok zdjęcia napisałem ?Znaleziono rower? oraz numer swojego telefonu.


Dumny ze swojego planu czekałem na telefon. Najpierw jeden dzień, później dwa, aż w końcu temat umarł śmiercią naturalną. Sprawa została zakończona, a rower wraz z innymi dowodami został przekazany do sądu. Temat jednak cudownie odżył, gdy znalazł się właściciel.

Gdy w czasie rozmowy udało się potwierdzić, że osoba z którą rozmawiam jest na 100% właścicielem skradzionego roweru powiedziałem, że jestem policjantem. Najpierw byłą cisza, potem zdziwienie. Gdy już później rozmawiałem na komisariacie z tym Panem, nie mógł się nadziwić że komuś się chciało biegać z ogłoszeniami po blokach, tylko po to, żeby ktoś odzyskał rower.

Cahir & Kapral

Warto przeczytać:

1.Strach się bać. Jak niektóre samorzady obchodzą się z bezpieczeństwem naszych danych osobowych

2.?Kochanie, chyba odeszły mi wody.? Poród w warunkach nie całkiem szpitalnych

3.Bezpieczeństwo w lateksie czyli 12 zasad jak chronić siebie przed zakażeniem

4.Zniszczenie stadionu podczas pucharu Polski ? kto tak naprawdę do tego dopuścił?

5.Nie szata zdobi człowieka? Czyli o roli odpowiedniego wyglądu u funkcjonariusza