Były już epilepsje, były zawały, udary i zadławienia. Teraz kolejny temat podrzucony przez Radka, jednego z naszych czytelników. Pierwsza pomoc w oparzeniach. Jego koleżanka ranę od oparzenia posypała… solą. Tak jest. Nie mylicie się. NaCl w klasycznej, domowej postaci. A wszystko dzięki Wujkowi Googlowi. Jakie ciekawostki znajdziemy kiedy zagłębimy się w odmęty Internetów?

Mit #1: Posyp solą/posmaruj smalcem/masłem/wyciągiem z rogu jednorożca

Wszystkie posypki, tłuste maziajki i inne homeo-cuda zawarłem w jednym punkcie. Oparzeń NIGDY NIE SMARUJEMY żadnymi domowymi środkami. Niezależnie od tego, co robiły nasze wielce szanowne babcie albo prababcie. Oparzenie to rana i tak należy ją traktować. Równie dobrze możemy masłem zaopatrywać otwarte złamanie piszczeli. Korzystanie z „alternatywnych środków opatrunkowych” utrudnia gojenie się ran i zwiększa ryzyko pojawienia się blizn.

Mit #2: Użyj Pantenolu

Chyba każdy z Was kojarzy Pantenol, lek cud na oparzenia słoneczne? No właśnie. Pantenol służy tylko i wyłącznie na oparzenia słoneczne. Najlżejszego z oparzeń, kiedy głównymi objawami jest pieczenie i zaczerwienienie skóry. W przypadku poważniejszych oparzeń i uszkodzeń tkanki – patrz punkt 1. Jest to środek łagodzący, a nie leczący. Nie zastąpi opatrunku i kontrolnej wizyty u lekarza. Jeszce jedno, jest to lek i może powodować uczulenie. Z tego powodu wykracza poza obszar „pierwszej pomocy”.

Mit #3: Przebij pęcherze

Tak wiem. Kusi. Cholernie kusi żeby przebić ten irytujący pęcherz, który aż sam się prosi… Pęcherze powstają do 24h od poparzenia. Stanowią naturalny opatrunek skóry i chronią przed tworzeniem się blizn. Co ważne, chronią też przed zakażeniem rany. Dlatego też warto powstrzymać swoje pierwotne instynkty i pozwolić aż sam się wchłonie.

Scaldburn

Oparzenie drugiego stopnia

 

Mit #4: Polewaj zimną wodą

Szok i niedowierzanie. Przecież tłuką to na każdym szkoleniu z pierwszej pomocy! Owszem, oparzenie należy polewać wodą, ale niech to będzie woda letnia, a co najwyżej lekko chłodna. Jaka jest różnica? Zasadnicza. Pozwolę sobie przytoczyć historię mojej koleżanki Eli:

Kiedy pracowałam w pogotowiu, dostaliśmy wezwanie do poparzenia. Dzieciak ściągnął na siebie czajnik z gorącą herbatą. Młodociana norma. Przyjeżdżamy na miejsce, a tam ojciec małoletniego dumny z siebie oznajmia że sytuacja już opanowana. Otóż co zrobił? Umieścił dziecko w wannie i zaczął polewać lodowatą wodą. Kiedy zaczęliśmy działać, dziecko było w poważnej hipotermii i zaczynało tracić przytomność.

Powyższy przykład jest skrajny, ale mit jest bardzo silnie zakorzeniony. Nawet w środowisku około-medycznym. Nagła zmiana temperatury z bardzo gorącej na bardzo zimną jest szokiem dla organizmu. Najlepszy przykład to prysznic w zimie, zaraz po przyjściu z dworu. Nagle woda, która zawsze była letnia, staje się cholernie gorąca. Takie skoki temperatur utrudniają naturalny proces gojenia się rany. Oparzenia najlepiej schładzać letnią albo lekko chłodną wodą przez około 30 minut.

Tłumaczenia patentów

Mit#5: Rób okłady z moczu aby nie było blizn

Jakby nie było, mocz jest sterylny i kiedyś go używano. Jednak mimo wszystko coś głęboko we mnie krzyczy. I to krzyczy dosyć wyraźnie.

Co???

Rozumiem. Jesteśmy w środku syberyjskiej tajgo, pogryzieni przez dzikie wilki i bawoły. Do najbliższych siedlisk ludzkich pięć dni drogi. Do najbliższej cywilizacji trzy razy tyle. Jesteśmy zdani tylko na siebie i musimy sobie jakoś radzić. Wtedy faktycznie jest to jakieś rozwiązanie. Jednak w chwili obecnej, większość czytających ten tekst ma bliżej do apteki niż do piekarni. Wystarczy ją odwiedzić i poprosić o jakiś środek na gojące się oparzenia. Z tym moczem też nie jest tak super. Jest to odpad organizmu, a jego zawartość (amoniak, sole mineralne) mogą podrażniać rany. Dodatkowo w cewce moczowej mogą znajdować się groźne bakterie z rodziny Proteus albo E. Coli. Jak zauważył Alex na naszym fanpage, obecnie jest to tylko bezmyślna „siła tradycji”.

Tyle ciekawostek udało mi się zebrać podczas szkoleń i wygooglować. Czekam na dalsze propozycje do cyklu #MedyczneMity.

Posłowie od red. Marka:

Przeczytaliście ten artykuł zapewne z zainteresowaniem, i być może u wielu z Was pojawi się pytanie: co wobec tego skutecznie zastosować na oparzenia, co zabezpieczy i osłoni ranę, przyspieszy proces gojenia oraz zminimalizuje ryzyko powstania blizn?

Odpowiedź może być tylko jedna: opatrunek hydrożelowy.

W procedurach medycznych pierwszej pomocy stosowanych przez Straż Pożarną, sposób postępowania w przypadku posiadania w/w rzeczy jest prosty. Nawet bardziej prostszy niż wspomniane przez Łukasza robienie okładów moczem. Otóż po stwierdzeniu wystąpienia oparzenia (jakiekolwiek stopnia), zdejmujemy z miejsc znajdujących się w jego pobliżu odzież oraz biżuterię, a na ranę przykładamy opatrunek hydrożelowy. Nie potrzeba polewać wodą, nie potrzeba niczym smarować czy odprawiać innych, pogańskich guseł. Natomiast w razie stwierdzenia, że sytuacja może zagrażać zdrowiu a nawet życiu, jak najszybciej udać się po pomoc medyczną.

Na szybkiego wygooglałem informacje o opatrunkach Aqua-Gel i „bardziej ratowniczych” BurnTec. Zauważcie, że są nawet opatrunki dostosowane kształtem do twarzy. Warto więc posiadać kilka sztuk opatrunków hydrożelowych, które można użyć również w przypadku, np. gdy się mocno uderzymy.

oparzenie_dziecka_foto

Pytając w aptece o opatrunki hydrożelowe, nie dajcie sobie wcisnąć np. plastrów foliowych wypełnionych żelem, pełniących funkcję uniwersalnego termoforu. Opatrunek hydrożelowy, jak nazwa wskazuje jest opatrunkiem, czyli sterylnym środkiem medycznym, mogącym być bezpośrednio przyłożony na oparzenie czy ranę. I jako sterylna rzecz powinien być odpowiednio zapakowany i przechowywany.