Wielu z nas, także czytających Kryzysowo.pl zna trudy codziennej walki o zdrowie i życie. Zazwyczaj jednak jesteśmy po drugiej stronie barykady, walcząc z czyimś nieszczęściem i w czyjejś sprawie. Każdy jednak pewnie zadaje sobie pytanie: co jeśli kiedyś to mi się przytrafi? Otóż tym razem jednemu z nas, potrzebna jest pomoc. Jako ludzie nie możemy zostać obojętni, a jako redakcja czujemy się zobowiązani sami pomóc i przekazać wołanie o pomoc.

Prosimy więc niniejszym o wpłatę na rzecz Dobrusi. Na terenie Ostrołęki i okolic, jest również możliwość zakupu specjalnych kalendarzy – link do strony akcji na FB, a w niej spis punktów w których można nabyć kalendarze.

Dla osób zainteresowanych, możemy też zorganizować specjalną przesyłkę kalendarzy 🙂 .

Dobrusia_A2_info

Michał Napiórkowski jest zawodowym strażakiem w Ostrołęce, płetwonurkiem, ratownikiem medycznym i instruktorem w wielu dziedzinach. Oto jego słowa:

Witajcie moi drodzy, z racji tego że łączy nas zamiłowanie do przetrwania, chciałem się z wami podzielić moją historią. Moja i mojej rodziny. Trzy miesiące temu stanąłem do najtrudniejszej walki o przetrwanie w moim życiu. Najtrudniejszej walki jaką kiedykolwiek toczyłem, i pewnie trudniejszej już nigdy toczył nie będę. Walki o przetrwanie mojej najmłodszej córeczki Dobrusi.

Nauczony życiem że każde działanie warto na bieżąco analizować, i uczyć się tak by każdego dnia stawać się mądrzejszym, tak i tym razem, schodząc z pola walki, robię każdego dnia rachunek sumienia, który mam mi podpowiedzieć co można było zrobić lepiej. Opowiem wam więc moją historię i podzielę się tym czego się nauczyłem, oraz jak udało nam się przetrwać.

29 lipca 2014 roku o godzinie 23.15 urodziła się moja córeczka Dobrawa Napiórkowska. Poród był bardzo dramatyczny i tylko Boża opatrzność i zacięta walka lekarzy spowodowały że moje dziewczyny żyją. Po porodzie okazało się że Dobrusia cierpi na bardzo rzadką i poważną chorobę zwaną Artrogrypozą (wrodzona sztywność stawów). O chorobie dowiedzieliśmy się później, po około 10 dniach od porodu, ponieważ wcześniej absolutnie nikt nie wiedział z czym mamy do czynienia.

Dobrusia urodził się z nóżkami założonymi na siebie, do tego stopnia że stópki miała przy głowie. Nie wiedzieliśmy nawet jak kruszynkę wziąć na ręce tak aby nie zrobić jej krzywdy. Potrzeba było działać, i to bardzo szybko, błyskawicznie zlokalizować najlepszych specjalistów, i błyskawicznie zdobyć duże pieniądze. A przy tym postarać się nie oszaleć. Naprawdę głęboka woda, uwierzcie mi na słowo.

W przeciągu 14 dni udało nam się dotrzeć do dwóch najlepszych specjalistów w dziedzinie ortopedii dziecięcej w Polsce, a w między czasie jeżdżąc po Polsce kontaktowaliśmy się z prywatną kliniką dziecięcą w Aschau koło Monachium , która specjalizuje się w tej dziedzinie. Dodatkowo nawiązaliśmy kontakt z najlepszym ortopedą dziecięcym na świecie, w celu konsultacji. Na chwilę obecną przygotowujemy się do wyjazdu do Niemiec, a dalej do USA.

Działając dwutorowo musieliśmy rozpocząć działanie w celu zgromadzenia środków, gdyż niektóre etapy leczenia będą odbywać się za granicą w prywatnych klinikach. W związku z tym wzięliśmy sprawy w swoje ręce, niespecjalnie czekając na rozwój wydarzeń, bo jedynej rzeczy nie byliśmy, i nie będziemy w stanie zdobyć, a rzeczą tą jest czas. Nie jesteśmy ludźmi zamożnymi, wręcz przeciwnie. Nazwałbym nas zwykłą uczciwa rodziną która w tym oszalałym świecie stara się żyć tak by innym nieść pożytek, i tak aby w schizofrenii tego świata nie zwariować. Także wracając do kwestii środków, zaczynaliśmy prawie od zera. A trzeba dużo. Nawet bardzo dużo.

Podzielę się z wami tym jak przetrwaliśmy, i co jest w mojej ocenie ważne w takich sytuacjach jak nasza, wszak nikt z nas nie wie co przyniesie kolejny dzień. Pozwolę sobie zebrać myśli planowo, w kolejności:

1) Gdy spotka nas nieszczęście, tragedia, choroba, czy tak jak w naszym przypadku, chyba najgorszy wariant , choroba dziecka, pierwsze co musimy zrobić to działać-po prostu, jak maszyna, walczyć o życie i zdrowie najbliższych. I to dosłownie.

2) Później przychodzi najgorszy czas. Czas w którym wielu mogłoby oszaleć, czas w którym modlimy się aby noc trwała wiecznie, aby nie nadszedł świt bo jego nastanie zbyt nas przeraża. Wtedy musimy bardzo mocno walczyć o przetrwanie. Po prostu musimy znaleźć jakiś sposób by nie oszaleć.

3) Następnie trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, i podjąć rzeczowe działanie. Była chwila na słabość, ale teraz musimy działać. Alkohol to samobójstwo w tej sytuacji, więc odradzam. Moja rada dla każdego: lepiej się z nim rozstać zawczasu, bo w naprawdę ciężkiej sytuacji, będzie ona dla nas odbezpieczonym pistoletem.

4) Wiara. Komuś na tym świecie trzeba ufać. Ja wierze. Wierzę i dzięki temu wygrywam.

5) Rodzina to filar. Nie ma większej wartości na tej planecie niż rodzina. Ja się o tym przekonałem.

6) Przyjaciele – nawet nie wiemy jak wielu wspaniałych przyjaciół nas otacza. Warto pamiętać że w sytuacji kryzysowej mamy na kogo liczyć. Choć na początku będzie się nam zdawać zupełnie inaczej.

7) Prośmy o pomoc. Dla każdego z nas może przyjść taki czas że będzie musiał wyciągnąć rękę po pomoc. Nie wahajmy się. Dziś ja pomagam, jutro mi pomagają. Po prostu. Po ludzku.

8) W sytuacji kryzysowej popełnimy wiele błędów. Czasem fizycznie i psychicznie nie będziemy dawać rady. Jesteśmy tylko ludźmi . Więc nie popełniajmy tych błędów których możemy uniknąć. Tych nieuniknionych będzie i tak dość.

Kończąc chciałem zwrócić się do was z prośbą-gdyby ktoś chciał wspomóc leczenie naszej córeczki, będziemy bardzo wdzięczni, i za tę pomoc z góry wam dziękuje, pamiętajcie, nikt z nas nie jest sam, czasami tylko trzeba na chwilę zatrzymać ten zwariowany świat, i rozejrzeć się dookoła.

Ja ze swojej strony deklaruje że wygramy te walkę, a kiedy będzie ona już za nami , chętnie podzielę się z wami doświadczeniami jak przetrwać taki czas.

Kończąc chciałbym dodać że wspólnie z przyjaciółmi założyliśmy fundację pod nazwą „Projekt Życie” która ma celu min. pomoc Dobrusi, ale nie tylko. Pierwszym projektem którego celem jest rozpoczęcie gromadzenia środków jest druk kalendarza na rok 2015 który w swoim wymiarze ma przedstawiać dzieci obrazujące zagrożenia, kalendarz ma charakter profilaktyczny. Jako ratownik spotykałem się z wieloma ludzkimi tragediami, wiele z nich dotyczyło dzieci, i wielu z nich można było uniknąć, na kartach kalendarza zamieściliśmy rady dla dzieci i ich rodziców, być może w ten sposób tez uda się uratować czyjeś życie.

Kalendarz został wydrukowany w nakładzie kilku tysięcy egzemplarzy, i jest to pierwszy nasz projekt sporządzony na kolanie, gdzieś po drodze między Otwockiem a Poznaniem.