Świat już nigdy nie będzie taki sam; Wielka strata dziedzictwa kulturowego; Pożar symbolu Paryża”. To kilka fragmentów komentarzy dotyczących pożaru Katedry Notre Dame w Paryżu. Pożaru budynku, którego los do czasu tego tragicznego zdarzenia mało kogo interesował. Zdarzenie z Paryża przypomina mi trochę historię z powodzią we Wrocławiu w 1997. W obu tych przypadkach zdarzenie kryzysowe okazało się szansą na nowy początek.

Powódź Wrocław ’97 źródło Gazeta.pl

Wrocław do roku 1997 był miastem klasy C”. Brudne, zapyziałe i zniszczone. Zaraz po wojnie budynki rozbierano, żeby cegły mogły trafić do Warszawy (jak mówią złośliwi, wysyłano tylko te z grzybem😉). W późniejszym okresie nikt nie myślał o zainwestowaniu w miasto, bo „niemiec i tak zaraz wróci i zabierze”. Czasy układu Warszawskiego to traktowanie ziem odzyskanych jako zaplecze do potencjalnego konfliktu nuklearnego z wojskami NATO. Aż do dnia 12 lipca 1997 roku. Powódź tysiąclecia, która uderzyła z dwóch rzek — Odry i Widawy zalała blisko 40% miasta. Ogromne zniszczenia i jeszcze większa mobilizacja wszystkich mieszkańców. Poczucie odpowiedzialności za NASZE miasto, NASZE zabytki i NASZE domy. Wśród mieszkańców Wrocławia anegdotyczny jest już fragment mszy, kiedy proboszcz zwrócił się do wiernych słowami:

pomodlić możemy się kiedy indziej, teraz bierzcie łopaty i gumowe buty i idźcie ratować zoo.

Kiedy woda opadła, zaczęto liczyć straty i okazało się, że nie ma odwrotu. Miasto trzeba wyremontować. Rozpoczęto inwestycje, które prawdopodobnie nigdy by się nie rozpoczęły, gdyby nie powódź. Na remonty wydano (za wikipedią) ponad 132 miliony złotych. Dodatkowo uzyskano jeszcze 115 milionów zł w dotacji (min. Europejskiego banku odbudowy i rozwoju, banku światowego i programu Phare). Podjęto też decyzję o przebudowie węzłów wodnych i wybudowano nowe wały. Mimo że powódź była zdarzeniem jednoznacznie tragicznym, pozwoliła na nowe otwarcie miasta. Stała się też jednym z mitów założycielskich mieszkańców Wrocławia. Pewne podobieństwa widać w przypadku zniszczenia Katedry Notre Dame w Paryżu.

Do momentu pożaru, niewielka ilość osób wiedziała o tym, że katedra jest w opłakanym stanie i dosłownie się sypie. Z budynku odpadały fragmenty elewacji, a ściany pękały. Ostatni jej poważniejszy remont miał miejsce ponad 200 lat temu. Główny problem był taki sam jak wszędzie. Pieniądze. Szacuje się, że koszty generalnego remontu opiewały na około 100 milionów euro. Przy czym francuski rząd przeznaczał na utrzymanie budynku (nie tylko remonty, ale też bieżące wydatki)  około 2 milionów euro. W 2017 roku powstała fundacja, która miała zebrać fundusze na odnowienie, jednak udało się jej uzyskać mniej niż 3% kwoty wymaganej kwoty. Pieniędzy starczyło tylko na krytyczne remonty. Do momentu pożaru. Trywializując inwokację ty jesteś jak zdrowie; Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił. Tragiczne zdarzenie spowodowało, że popłynęła gigantyczna rzeka pieniędzy. Na chwilę obecną zebrano kwotę około 800 milionów euro, która ostanie przeznaczona na odbudowę. Jak zauważył jeden z internautów „pewnie nikt by nie zrobił kompletnego remontu do czasu, aż gargulec nie spadłby komuś na głowę albo dach się nie załamał”. Być może pożar tak symbolicznego miejsca, jak Katedra Notre Dame będzie miał jeszcze jeden pozytywny wydźwięk. Podczas kolejnej dyskusji na temat rozdzielenia środków z budżetu, zamiast słynnego „kultura nie zarabia” padnie „a pamiętasz, co się zdarzyło w Paryżu?”

Zdjęcie z nagłówka Vox.com