Od dłuższego czasu mamy okazję oglądać paniczne próby poprawy bezpieczeństwa na drogach. A to wycinka drzew, a to obowiązkowe alkomaty (bzdura nad którą się jeszcze pochylimy) albo dodania pierwszej pomocy do egzaminu na prawo jazdy. O komentarz związany z tym ostatnim pomysłem zostałem poproszony przez magazyn „Strefa Jazdy”. Wydawnictwo skierowane do ośrodków szkoleniowych. Cały wywiad poniżej:

Powstał projekt ustawy według, którego podczas na egzaminu na prawo jazdy weryfikowane będą umiejętności  egzaminowanego w  zakresie udzielania I pomocy przedmedycznej. Co Pan sądzi o tym pomyśle?

Ciśnie mi się na usta cytat jednego z moich profesorów z czasów akademickich – „Doskonale źle proszę państwa!”. Cieszę się, że zagadnienie pierwszej pomocy zostało zauważone, jednak niekoniecznie w tej formie. Ustawodawca proponuje wprowadzenie „części praktycznej sprawdzającej umiejętność udzielania pomocy przedmedycznej, przeprowadzanej przy użyciu manekina typu fantom oraz defibrylatora”. Gdyby ta nowelizacja dotyczyła egzaminu praktycznego brzmiałaby „umiejętność jazdy samochodem typu cztery koła i kierownica”. Nie ma określonego żadnego zakresu oczekiwań względem umiejętności egzaminowanego. Już samo to podważa wartość takiego pomysłu. Pamiętajmy, że rozmawiamy o bardzo poważnym egzaminie państwowym. Nie ma tutaj miejsca na wątpliwości. Pomijam już tutaj użycie nazwy „defibrylator”. Urządzenia które spotyka się w karetkach albo szpitalach. Podczas kursów pierwszej pomocy uczy się używania defibrylatora półautomatycznego, zwanego również AED. A różnica jest taka jak między obsługą samolotu F16 i auta z automatem. Sam pomysł na egzamin jest warty rozważenia ale na pewno nie w takiej formie. Mimo wszystko, wierzę w dobrą wolę ustawodawcy i czekam na bardziej dopracowaną wersję.

Jak wyglądają umiejętności Polaków pod względem udzielania pierwszej pomocy? Czy jest naprawdę aż tak źle?

Nie jest dobrze ale idzie ku lepszemu. Jako ratownik i instruktor pierwszej pomocy widzę stopniową zmianę. Dawniej w firmach takie zajęcia prowadził pracownik działu BHP. Obecnie, niemalże standardem stało się, że na takie szkolenia zaprasza się ratowników. Biorę również udział w kampanii społecznej MotoPomocni. Podczas różnego rodzaju targów oraz zlotów motoryzacyjnych pokazujemy jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy. Zawsze jest ogromna ilość chętnych osób. Często chcą się o coś dopytać albo odświeżyć swoją wiedzę. Jest to bardzo budujące, ponieważ każdy z nas, instruktorów ma świadomość, że pewnego dnia taki kursant może udzielać pomocy nam albo komuś z naszych bliskich.

Wiele osób  twierdzi, że nie udziela pierwszej pomocy bo się boi, że zrobi jeszcze większa krzywdę poszkodowanemu. Czy rzeczywiście jest się czego bać?

Największa krzywdę jaką możemy zrobić, to nie zrobić nic. Przejść obojętnie obok osoby która potrzebuje pomocy. W 95% przypadków, udzielenie pomocy polega na sprawdzeniu stanu poszkodowanego, wezwaniu pogotowia i byciu przy poszkodowanym. Jeżeli boimy się o swoje bezpieczeństwo, wystarczy samo wezwanie pogotowia. Trzeba pamiętać że drobne działania robią ogromną różnicę. Wiele osób rozpowszechnia informację, iż podczas resuscytacji można połamać żebra. Jest to prawda, niestety nie dodają, że jest to całkiem normalne. Takie działania prowadzi się u starszych osób, których kości są bardziej delikatne. Ponadto, resuscytację prowadzi się w przypadku zatrzymania akcji serca czyli stanu śmierci. Złamane żebro to u takiej osoby najmniejszy problem.

W zakładach pracy prowadzi się szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, do ośrodków szkolenia kierowców przychodzą ratownicy medyczni… Czy docierają do Pana informacje na temat jakości tych zajęć? Czy są one na pewno wystarczające?

Jakość niestety jest różna, aczkolwiek coraz częściej firmy wiedzą czego oczekiwać. Jako że specjalizuję się w szkoleniach, wciąż rozwijam swoje umiejętności z zakresu szkoleń i komunikacji. Wszystko po to, aby móc jak najlepiej i jak najefektywniej przekazywać wiedzę kursantom. Szczególnie cieszy mnie fakt, że zakłady pracy przestają takich szkoleń postrzegać jako koszt ale inwestycję w pracownika. Dlatego proszą, aby program kursów poszerzyć o zagadnienia np. z zakresu pierwszej pomocy dzieciom. Dzięki temu, taki pracownik wie jak zachować się w kryzysowej sytuacji. A taka mnie (oże nam się przydarzyć w najmniej oczekiwanym momencie.

Cieszy mnie sam fakt poruszenia tego tematu. Zrozumienie, że pierwsza pomoc to nie tylko zajęcia z PO prowadzone przez starego czołgistę. Jestem jednak sceptyczny co do obecnej wersji tego pomysłu. Pomijając już brak jasnego zakresu (o czym wspomniałem) przez standardy różnych organizacji (które wytyczne są najbardziej „kosher”?) aż po „jednorazowość”.

Większość ludzi zdaje (podkreślam, zdaje – nie próbuje zdać 😉 ) na prawo jazdy jeden raz. Już samo to może prowadzić do podejścia Trzech Z. Zakuć, zdać, zapomnieć. Tak myślę, że o wiele sensowniejsze byłoby skupienie się na miejscach pracy, bo do większości wypadków dochodzi tam a nie na ulicach.

A co Wy o tym myślicie?

Chcesz dostawać informację o nowych artykułach? Dopisz się do naszego newslettera!

[subscribe2]