Jak to było w czasach, gdy nie było Internetu? Dobrze, a może źle? Nie… Było tak samo jak dziś, z tą różnicą, że takie no-lajfy jak autor, miały większe trudności z przebiciem się do czy poznawaniem innych osób. Przede wszystkim jednak czasy bezinternetowe były okresem w którym – w procesie korelacji zachodzących między polityką a poczuciem bezpieczeństwa – wytwarzać, przekazywać, modyfikować oraz wpływać na informację mogli tylko jej nadawcy. Czyli instytucje realizujące zadania polityki bezpieczeństwa. Państwowe, społeczne lub ochotnicze. Coraz większa dostępność i powszechność Internetu umożliwiła, że to odbiorca – obywatel, każdy z nas – może informację tworzyć czy przekazywać ją innym.

Pojawienie się parę lat temu, a następnie ogromny wzrost popularności serwisów społecznościowych sprawiło pojawiło się zjawiska tzw. „filantropii uniesionego kciuka”. Czyli wiara, że poprzez powielanie, przekazywanie, rozdystrybuowanie na łamach tychże portali jakiejś informacji głodne pieski zostaną nakarmione, zbrodniarze wojenni trafią za kratki (Kony 2012), zaś bite dzieci przestaną być bite. Wszystko wykonane w ramach pożytecznego spędzenia czasu w nudnej pracy. Udostępnij i polajkuj na Fejsie, obejrzyj na JuTubie, wrzuć na Instagrama – i patrz jak świat od razu staje się lepszy, a Ty możesz zakończyć pracę i iść do domu ze świadomością, że coś w niej jednak z sensem robisz.

Wszystko fajnie, wszystko pięknie. Sam zresztą lubię wrzucać na trzynastoschronowego Fejsa małe zwierzątka (pieski, kotki, kózki) by z pewnym przymrużeniem oka pokazać fanom postapokalipsy, że dbałość o te istoty (a o innych ludzi tym bardziej) w razie „gdyby do czegoś doszło”, będzie świadectwem naszego człowieczeństwa. Jednak inforozrywkowe zabawy kończą się jeśli widzę, jak ludzie bezmyślnie udostępniają na swoich portalach grafiki czy wpisy dotyczące zaginionych osób.

W każdym człowieku siedzą jakieś problemy, rozkminy, demony, itp. Są tacy, którzy potrafią je pokonać, trzymać na wodzy ot tak. Są tacy, którzy pomagają sobie „rożnymi środkami”, niekiedy bardziej lub mniej z nimi przesadzając. Każdy człowiek jest jednak inny, dla każdego człowieka jego problemy będą tymi najważniejszymi, i do każdej takiej osoby trzeba podejść indywidualnie, bez przystawiania gotowych schematów i rozwiązań. Czasem jednak to co siedzi w takim człowieku skłania go ucieczki. Odejścia. Niekiedy i tego ostatecznego. Śmiać się z takich przypadków, szydzić z ludzkich słabości? Zapewne i znajdą się tacy nałogowi „wzruszacze ramion”, których do zastanowienia się nie skłoniłby nawet przypadek generała Sławomira Petelickiego, twórcy Jednostki Wojskowej 2305 GROM. Czyli osoby, która własnymi rękami krzesała twardzieli odpornych fizycznie jak i psychicznie na wiele trudnych okoliczności, samemu również takim będąc. Ale każdy człowiek jest inny, inna jest też jego historia, mimo że często przez życie idzie się tymi samymi drogami.

samotnik

Niepowodzenia w życiu, w pracy, w rodzinie. Narastające problemy. I ten impuls, który sprawia, że jednego dnia bliska osoba z nami była, a drugiego dnia już jej nie ma. W takim przypadku na jaw mogą wyjść tajone przed bliskimi trudne sprawy, a może też ich nie być wcale. I nie zawsze takie zniknięcie musi od razu łączyć się z tym ostatecznym. Każdy człowiek jest przecież inny, ale jego najbliżsi będą chcieli zrobić wszystko by się dowiedzieć co się z nim stało. Ktoś wrzuci zdjęcie do sieci, ktoś zrobi infografikę/ogłoszenie, ktoś puści w świat. „Proszę, udostępniajcie to gdzie tylko  możecie” – to już nie rodzina, to już nie najbliżsi, bo do akcji wchodzą owi „filantropi uniesionego kciuka”. Tworzy się łańcuszek, szum informacyjny, ale to przecież wszystko w imię dobrych chęci oraz intencji – obruszą się tacy fejsbukowi udostępniacze-ratownicy świata!

A skąd będą oni mieć pewność, że ktoś nie robi sobie zwykłych jaj?

Jak można by dokopać koleżance, która odbiła mi faceta? – Pomyśli sobie tzw. gimbus, ale i np. dorosła studentka. Wypuścić w sieć ogłoszenie, że jej ojciec zaginął. Mało finezyjne i nie ma takiego przebicia, jak np. rozbierane słit focie w szatni, czy przechwycone zdjęcia przedstawiające intymne sytuacje?

Co jak co, ale ludzkie okrucieństwo idzie ramię w ramię z rozwojem środków rejestracji i przekazu informacji. Przypomnijcie sobie przypadek sprzed paru dni, gdy dwójka islamskich szaleńców w Londynie obcięła człowiekowi głowę, a następnie nakłaniała zebranych gapiów, by wszystko rejestrowali swoimi smartfonami/telefonami komórkowymi. To też w końcu będzie informacja, która pójdzie w świat, niosąc odpowiedni przekaz. Wystarczy tylko go odpowiednio ustawić…

itaka-zaginieni

Tak samo można ustawić – z pozytywnym i pożytecznym dla wszystkich skutkiem – informację o zaginięciu czy poszukiwaniach. Jeśli udostępniać to tylko sprawdzone i zweryfikowane informacje, zamieszczone na stronach:

Policji —> zaginieni.policja.pl

fundacji Itaka —> zaginieni.pl

Jeśli czujesz swoje emocjonalne zaangażowanie w sprawę poszukiwań zaginionej osoby – bo to koleżanka koleżanki, albo kuzyn kolegi – to tym bardziej podejdź do sprawy w sposób maksymalnie możliwie profesjonalny. Skorzystaj, właśnie ze strony fundacji Itaka i dowiedz się jakie informacje na temat zaginionej osoby możesz wykorzystać, a jakie – w razie ich posiadania – mógłbyś przekazać właściwym osobom. Nie od razu musi być nimi rodzina czy najbliżsi poszukiwanego, często kurczowo chwytający się każdej, nawet z absurdalnej informacji, że „gdzieś ktoś ją/go widział”. Nie dodawaj do złego szumu informacyjnego swojej cegiełki, nie twórz – przede wszystkim w Internecie – łańcuszków, w których cenne i wartościowe dane oraz informacje ugrzęzną jak w bagnie.

Trudne? Pewnie, że trudne!

Jakże bowiem łatwo ze zmarszczonym w trosce czołem kliknąć „Lubię to”, użalając się w duszy nad złem tego świata. Przysiąść, poszukać, przejrzeć, bez niezdrowego zainteresowania „co to się stało się” spojrzeć na ludzką tragedię jest o wiele trudniej. Jeszcze trudniej jest wyrobić w sobie nastawienie, że zaginione osoby nie są „nieporadnymi życiowo frajerami, którzy z podkulonym ogonem spieprzyli przed problemami”. Bo nie zawsze zaginięcie musi prowadzić do samobójczego rozwiązania, jak i do działań osób trzecich. Każdy przypadek, jak każdy człowiek jest przecież inny.

Warto przeczytać:

1. 3 mity, 2 fakty i 1 poważny problem – rzecz o strzeżonych osiedlach

2. Bomba w sejmie

3. Etyka w farmacji – fail!

4. Bezpieczeństwo narodowe czyli nasza przyszłość w gastronomii

5. Jak hobbit uczy bezpiecznych lotów