Wczoraj w warszawskim metrze miała miejsce bardzo poważna awaria. Podczas wjazdu na stację Metro Politechnika doszło do zapalenia się jednego z wagoników świeżo zakupionej kolejki „Inspiro”. O ile awaria jest czymś, co się mogło zdarzyć, o tyle w „konsternację” wprawiło mnie zachowanie świadków zdarzenia. Również tych umundurowanych.

O moich wątpliwościach co do teorii Darwina pisałem już w artykule Co z tą ewolucją?. Sytuacja w warszawskim metrze stanowi wdzięczne uzupełnienie tematu. Poniżej jest bardzo ciekawy materiał nakręcony przez jednego ze świadków.

YouTube Preview Image

Dla tych, którzy nie byli nigdy na stacji Metro Politechnika, postaram się oddać nieco klimat sytuacji. Znajdujesz się 13 metrów pod ziemią na stacji metra, z której są ograniczone możliwości ewakuacji. Stoisz przed kolejką, z której wydobywają się kłęby gryzącego dymu.

I co w tym momencie robisz?

Nie wiem jak Wy, ale ja bym starał się (delikatnie mówiąc) jak najszybciej ewakuować z miejsca zdarzenia.

Jestem w stanie zrozumieć jeszcze autora video, który działa na własne ryzyko. Uznajmy, że jest w pełni świadomy, że podczas spalania dochodzi do uwolnienia tlenku węgla, który jest nazywany cichym zabójcą. Możemy nawet założyć, że zupełnie świadomie decyduje się na to, że zamiast wrócić do domu wyląduje z ciężkim zatruciem na oddziale toksykologii. Takie sobie ustalił priorytety.

Jednak nie potrafię absolutnie zrozumieć opiekunki dziecka. Zamiast natychmiast uciekać, widząc zagrożenie, zaczyna rozmowę z autorem video. Ze względu na poziom bloga, pozostawię zasłonę milczenia nad tekstem „że to tylko ćwiczenia”. Odkąd ćwiczenia prowadzi się na nieświadomych cywilach? Problem reagowania na informację o zagrożeniu celnie skomentował jeden z czytelników bloga: „kiedy ludzie słyszą syreny alarmowe, to zastanawiają się, co to za święto narodowe.”

Jak na ironię, najdojrzalej zachowało się tutaj dziecko.

No to tyle o cywilach, przejdźmy do działań Metra i jednostek mundurowych. Nie są to zarzuty, a kilka uwag na przyszłość dla osób, które będą postawione w takiej sytuacji.

Jedną z najważniejszych zasad ratownictwa wszelakiego, czy to medycznego, czy technicznego, jest kolejność udzielania pomocy. Najpierw ludzie, później zwierzęta, a na końcu dobra materialne. Na załączonym powyżej video doszło do ewidentnego zachwiania tej zasady. Niemalże wszyscy „mundurowi” na miejscu (Żandarmeria, Straż Metra, pracownicy metra) skupili się na gaszeniu pożaru, natomiast nikt nie podjął próby ewakuacji osób obecnych na peronie.

Ewakuacji, która zawsze jest priorytetem, ponieważ:

1. Nie ma pewności, co się stało.

Widać tylko dym. Nie jest jeszcze znana jego przyczyna. Zawsze należy założyć, że może dojść do eskalacji zagrożenia.

2. Nie wiadomo, co to za dym.

Wszyscy świadkowie skarżyli się na gryzący dym. Taka reakcja organizmu świadczy o tym, że może on być bardzo niebezpieczny. Może to być równie dobrze trujący gaz, jak i dym powstały ze spalania. Nie bez powodu Straż Pożarna wchodziła do metra z użyciem butli z powietrzem.

3. Panika.

Ludzi na peronie nie ma zbyt wiele. Jest ich jednak w sam raz, aby doszło do nagłego wybuchu paniki. Wystarczy tylko jeden niepokojący hałas i wszyscy rzucą się jednocześnie do ucieczki. Podczas tego typu zdarzeń, w momencie wystąpienia paniki główną przyczyną śmierci jest zadeptanie/zmiażdżenie w tłumie.

Zabrakło jednej osoby, która by koordynowała działania w początkowej fazie. Ze względu na uwarunkowania psychologiczne, powinna być to osoba w mundurze. Przedstawiciel Straży Metra albo Żandarmerii Wojskowej.

Elementem, który mnie szczególnie zastanawia, jest brak głosowych komunikatów na nagraniu. W budynkach zagrożonych pożarem, fabrykach, szpitalach i magazynach musi funkcjonować Dźwiękowy System Ostrzegawczy. Jest to system głośników połączonych z centralą, za pomocą którego można wydawać komunikaty głosowe. Umożliwia to sprawne zarządzanie akcją i przeprowadzenie ewakuacji. Od rzecznika prasowego warszawskiego metra uzyskałem informację, iż DSO był wykorzystywany natychmiast od momentu zgłoszenia zdarzenia. Jednak jak widać na nagraniu, komunikaty nie odniosły efektu.

Reasumując, czego mi zabrakło?

1. Prawidłowej reakcji gapiów na zagrożenie.

2. Prawidłowej reakcji jednostek mundurowych w początkowej fazie.

Czy posiada ktoś kontakt z osobą, która uczestniczyła w tym zdarzeniu? Chętnie zadałbym kilka pytań. Szczególnie interesuje mnie informacja o problemach z awaryjnym otwarciem drzwi. W razie czego proszę o kontakt pod adresem lukasz.stepien@kryzysowo.pl

Przypominam o wynikach konkursu wspólnie zorganizowanego z wydawnictwem MedPharm Polska! Dla czytelników Kryzysowo.pl rabat 10% na wszystkie książki!

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do newslettera


 

Warto przeczytać:

1. Triage – konieczna segregacja

2. Jak sprawnie przejść kontrolę na lotnisku?

3. Jak poradzić sobie z paraliżującym strachem?

4. Nasz patronat – akcja „Motopomocni”

5. Zły nożownik zabił dobrego 17-latka czyli medialny bullshit