Umówmy się. To nie jest tak, że jestem inkwizytorem który wypala żelazem wszystko co inne albo niezbadane.W niczym mi nie przeszkadza wiara w akupunkturę, tybetańskie gongi albo poszukiwanie żył wodnych. Powiem więcej, jak przystało na osobę wychowaną na wiosce (i to wiosce, przez małe „w”) mam w rodzinie bioenergoterapeutkę.

To znaczy całe miasteczko jak i sama ciocia wierzy w swoje specjalne umiejętności. I nie mam najmniejszej ochoty spalić jej na stosie. Nic mi nie wiadomo, aby komukolwiek zaszkodziła, a wręcz przeciwnie. Sama mówi, że jej pomoc może być tylko i wyłącznie uzupełnieniem tradycyjnej terapii. Niczym więcej.

Za to nienawidzę, nietoleruję i tępię przy każdej możliwej okazji szarlatanów i ściemniaczy. A już szczególnie tych, którzy korzystając z zaufania społecznego wciskają ludziom ciężki kit. Dotyczy to się szczególnie przedstawicieli zawodów medycznych. Medycyna jest bardzo hermetyczną i skomplikowaną dziedziną. W rzeczywistości, mało kto z nas ma o niej nikłe pojęcie. Nawet lekarze chodzą do innych lekarzy, bo się nie znają na wszystkim. Z tego też powodu często lekarzy (i farmaceutów) darzy się wyjątkowym zaufaniem, graniczącym ze ślepą wiarą. Dlatego dostaję piany na ustach, jak widzę lekarza, który za ciężkie pieniądze robi ludziom wodę z mózgu.

Robiąc research do jednego z artykułów, trafiłem na niemalże archeologiczny wpis z roku 2007 na temat zdrowia dzieci:

skuteczne są również preparaty homeopatyczne zalecane przy tego typu dolegliwościach – redukują je i wzmacniają odporność organizmu oraz pomagają dziecku szybciej powrócić do zdrowia. Jednak zastosowanie jakichkolwiek środków dla dzieci najlepiej wcześniej skonsultować się z lekarzem

Gdyby to była wypowiedź jakiegoś wróżbity Marcieja. Rozumiem. Gdyby to mówiła jakaś hippiska (hippsterka?). Rozumiem. Natomiast pod tą wypowiedzią podpisuje się:

 doktor nauk medycznych Barbara Fedyna-Kwiatkowska, pediatra z Centrum Medycznego LIM.

Za takie wypowiedzi, powinna być lekarska komisja dyscyplinarna. Jaką wielką świnią trzeba być, żeby wykorzystywać troskę rodziców i wciskać im kit o skuteczności homeopatii? Kogo te leki mają wzmacniać? Chore dziecko? Czy samopoczucie rodzica? Mam cichą nadzieję, że p. Barbara jest po prostu zwykłym pazernym człowiekiem. Łasym na gratisy od firm farmaceutycznych. Że tak naprawdę, nie wierzy w homeopatyczne brednie. Bo jeżeli faktycznie w to wierzy, to trzeba się poważnie zastanowić nad szkoleniem lekarzy i późniejszą weryfikacją ich wiedzy. Smuci mnie też (w wielu przypadkach) bierna postawa środowiska lekarskiego. Bo coś takiego najbardziej szkodzi wizerunkowi zawodu lekarza. Widząc takie wpisy osób posiadających tytuły naukowe w zakresie medycyny coraz ciężej jest zaufać personelowi w białym kitlu. Bo skoro wykładowca akademicki zaleca homeopatie, to jakie jeszcze „alternatywne” metody leczenia może zalecać?

Pani Barbara wypowiada się w imieniu centrum medycznego LIM. Miałem ochotę do nich wysłać maila z kilkoma pytaniami. Jednak firma została przejęta (zaskakujące, czyżby pozostali lekarze zalecali picie moczu albo okłady z kapusty?) przez centrum LUX MED., a to już inna jednostka organizacyjna.

Z góry odpowiadając na maile „co się tak pienisz” albo „o co ci chodzi” pragnę przedstawić pewną wizualizacje. Otóż mamy pewny Szpitalny Oddział Ratunkowy. Na którym jest więcej „lekarzy” stosujących takie metody jak zalecane powyżej. Jak wyglądałoby przyjęcie pacjenta na takim oddziale, prezentuje poniższe wideo, znane wszystkim starszym czytelnikom bloga.

YouTube Preview Image