Dziś mamy dla Was tekst pochodzący z portalu Psycho-Kit.pl, poruszający kwestię potrzeby udzielania pomocy psychologicznej, w ciężkiej i traumatycznej sytuacji.

Redakcja Kryzysowo.pl

****

„Psycholog jest już na miejscu”, „poszkodowanym udzielono na miejscu pomocy psychologicznej” zapewniają nas media, gdy radośnie i namolnie (oglądalność! sensacja! news!) relacjonują katastrofy i wypadki. Możemy po takich zapewnieniach spać spokojnie – ofiary będą teraz szczęśliwe, co poprawi nam humor, obniży poziom lęku i nieprzyjemnego współczucia. No i wierzymy, że jak opowiemy w emocjach komuś scenę z wypadku zaraz po wydarzeniu (debriefing)to będziemy „chronieni” przed psychologicznymi powikłaniami. W rzeczywistości, większość z nas w sytuacji stresu żadnej „pomocy psychologicznej na miejscu” nie otrzymuje. Chyba, że „na miejscu” jest medialnie i spektakularnie. Wtedy nieracjonalnie płacimy psycho, by „coś zrobili”, uspokoili sumienie, pocieszyli, wygładzili naszą wizję pozornie bezpiecznego świata.

W zimowym raporcie „Effectiveness of psychological debriefing” czytam:

„Results indicate that, in general, debriefing does not prevent psychiatric disordersor mitigate the effects of traumatic stress, even though people generally find the intervention helpful in the process of recovering from traumatic stress. The intervention holds potential as a screening procedure, and there may be economic arguments for continued use. When used with adherence to traditional descriptions of treatment group, events, group format, leadership and time spent, a preventive effect emerges. No tendency according to timing was found.”

Zamiast moich słów komentarza, lepszy tekst z eseju Tomasza Stawiszyńskiego:

Nie trzeba jednak perspektywy Hillmana czy Mindella, nie trzeba filozofii i metafizyki, żeby krytycznie traktować te natychmiastowe psychologiczne interwencje. Na ich nieskuteczność – a raczej przeciwskuteczność – wskazują nawet czysto empirycznie i akademicko zorientowani psychologowie.

Kiedy 11 września 2001 roku wskutek ataku terrorystycznego zawaliły się wieże World Trade Center, na Manhattanie pojawiły się setki psychoterapeutów, zarówno współpracujących z policją i służbami miejskimi, jak i prowadzących prywatną praktykę. Na stacjach benzynowych, w kawiarniach albo na ulicy rozmawiali z przerażonymi i zszokowanymi nowojorczykami. Problem w tym, że w żadnym z tych przypadków nikomu tak naprawdę nie pomogli. Nie byli w stanie udzielić profesjonalnej pomocy psychologicznej, która ma przeciwdziałać tak zwanemu syndromowi stresu pourazowego (PTSD), czyli zespołowi zaburzeń rozwijającemu się u części osób doświadczających traumatycznych zdarzeń. Raport, który 11 września 2011 roku ukazał się w specjalnym wydaniu najbardziej prestiżowego amerykańskiego periodyku psychoanalitycznego „American Psychologist”, nie pozostawia w tej kwestii najmniejszych wątpliwości.

Takie wczesne interwencje psychologiczne przeprowadzane jeszcze na miejscu zdarzenia są nieskuteczne, a niekiedy mogą nawet szkodzić. Dodatkowo zaś znakomita większość, a mianowicie około siedemdziesięciu procent osób biorących udział w katastrofach czy wypadkach, nigdy nie będzie potrzebowała żadnej formy psychoterapii. Ich psychika doskonale poradzi sobie bowiem sama. Bez niczyjej pomocy.

Doktor Patricia Watson z amerykańskiego National Center for PTSD, współautorka raportu, podkreślała, że to przede wszystkim terapeuci prowadzący dziesięć lat temu na ulicach Nowego Jorku terapię mieli poczucie, że niosą autentyczną pomoc. Jak się okazało, ludzie poddawani takiej ulicznej terapii tego uczucia nie podzielali.

– Jesteśmy po prostu znacznie odporniejsi na stres wywoływany przez dramatyczne doświadczenia, niż się nam, także tym, którzy zajmują się psychoterapią, wydaje– powiedział mi profesor George A. Bonanna z Uniwersytetu Columbia, współautor raportu i jeden z najbardziej uznanych światowych ekspertów w dziedzinie psychologicznych następstw tragicznych zdarzeń.

Według szacunków autorów raportu mniej więcej trzydzieści procent ofiar ataków na WTC – osób, które były w budynku albo w jego sąsiedztwie, odniosły poważne obrażenia albo straciły kogoś bliskiego – wymagało ( a czasem wciąż wymaga) profesjonalnej pomocy psychologicznej bądź leczenia farmakologicznego z powodu mniej lub bardziej dotkliwych objawów PTSD: bezsenności, depresji, nawracających wspomnień, trudności z koncentracją, myśli samobójczych albo silnych lęków. Jednak PTSD diagnozuje się najwcześniej miesiąc po traumatycznym zdarzeniu. A zatem w ciągu trzydziestu dni od zajścia wszystkie tego rodzaju objawy mają pełne prawo się pojawiać, są bowiem naturalnymi reakcjami na przeżytą tragedię. Dlatego psychologiczne interwencje przeprowadzane zaraz po zdarzeniu albo w ciągu miesiąca od jego zajścia są całkowicie bezzasadne, a co więcej – mogą zakłócać naturalną dynamikę przeżywania stresu. Jeśli po miesiącu objawy nie ustępują, można- wedle zaleceń ekspertów od PTSD – podjąć psychoterapię.

Ale i wówczas nie polega ona na nakłanianiu ludzi do opowiadania o traumatycznym zdarzeniu albo ekspresji negatywnych emocji, do czego najczęściej zachęcają psychologowie.

– Czym innym jest profesjonalna psychoterapia czy farmakoterapia takich zaburzeń, której skuteczność udowodniono w poważnych badaniach- mówił mi profesor Scott Lillienfeld, jeden z autorów książki 50 wielkich mitów psychologii popularnej i ekspert w dziedzinie PTSD  – a czym innym rozmowy przeprowadzone na miejscu katastrof (albo w ciągu następnych kilku dni), w których nakłania się ludzi do wyrażania emocji albo szczegółowego opisywania, jak wyglądał wypadek. Teoretycznie coś takiego ma prowadzić do „odreagowania” stresu. Tyle że „odreagowanie” jest kompletnym mitem, a ludzie poddawani takiej praktyce są znacznie bardziej narażeni na PTSD niż ci, z którymi nikt po traumatycznym zdarzeniu nie rozmawiał.

We wczesnych latach osiemdziesiątych panowało przekonanie – do dziś podzielane przez wielu psychologów i psychiatrów- że profilaktycznej terapii należy poddawać każdego, kto doświadczył silnego stresu związanego z wypadkiem, katastrofą czy też nagłą śmiercią bliskiej osoby. George A. Bonnano twierdzi, że ta swoista terapeutyczna przesada była czymś w rodzaju kompensacji. Przez wiele lat bowiem psychologowie i psychiatrzy zupełnie nie interesowali się ofiarami wypadków ani weteranami wojen, chociaż objawy wojennej traumy znano pod innymi nazwami już w starożytności. Pierwszy ich opis – weterana bitwy pod Maratonem, który wskutek stresu stracił wzrok – pojawia się w Dziejach Herodota.

To właśnie za sprawą licznych problemów psychologicznych i prawnych, w które popadali weterani wojny w Wietnamie – postrzegani przez długi czas nie tyle jako ludzie doświadczeni tragedią i z tego powodu cierpiący, ile jako niezdolni do społecznego funkcjonowania renegaci, którzy dobrze czują się tylko tam, gdzie panuje wojna (film Rambo doskonale obrazuje ten syndrom)- PTSD oficjalnie uznano w 1980 roku za zaburzenie psychiczne. Według George’a A. Bonanno, przez pierwsze dwadzieścia lat próbowano jakoś „nadrobić” wcześniejsze zaniedbania, a jednocześnie nie prowadzono systematycznych badań na temat realnej skali występowania PTSD. W tym okresie powstały rozmaite techniki i metody udzielania natychmiastowej pomocy ofiarom wypadków – między innymi tak zwany debriefing (od angielskiego słowa debrief, czyli „wsłuchiwać”) polegający właśnie na nakłanianiu ofiar do szczegółowego relacjonowania traumatycznych zdarzeń i wyrażania negatywnych emocji poprzez krzyk czy płacz. Jednak mnie więcej od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, a zwłaszcza od czasu ataków na WTC, systematyczne badania nad PTSD oraz metodami wczesnej interwencji jednoznacznie pokazały, ze taka forma pomocy jest w najlepszym razie nieskuteczna.

A zatem – przekonują autorzy raportu „American Psychologist”oraz inni eksperci badający problematykę stresu pourazowego – autentyczna pomoc udzielana ofiarom katastrofy czy wypadku polega na czymś zupełnie innym. I nie ma nic wspólnego z psychoterapią czy leczeniem jakichkolwiek zaburzeń psychicznych. Na określenie tego, co realnie mogą zrobić służby ratownicze, amerykańscy psychologowie opracowali program Psychological First Aid , czyli Pierwszej Pomocy Psychologicznej, która polega w gruncie rzeczy na powstrzymaniu się od jakiejkolwiek stricte terapeutycznej aktywności i służeniu pomocą w zupełnie zwykłych sprawach:pomocy pielęgniarskiej, zapewnieniu, że poszkodowani są już bezpieczni i że zostanie im udzielona profesjonalna pomoc n medyczna, podaniu wody czy herbaty. Żeby jednak udzielać tego rodzaju pomocy, nie trzeba być psychologiem – to raczej rodzaj elementarza, swoistego savoir-vivre’u dla pracowników służb ratunkowych i opieki społecznej. Dlatego właśnie wielu specjalistów wprost twierdzi, że wysyłanie psychologów bezpośrednio na miejsce katastrofy jest całkiem pozbawione sensu.

W jednym z wywiadów, przeprowadzonym jeszcze przed ogłoszeniem raportu „American Psychologist” James Hillman bardzo ostro krytykował to spontaniczne terapeutyzowanie ludzi będących pośrednimi ofiarami albo świadkami ataków na WTC. Podkreślał- choć przecież wychodził z zupełnie innego myślenia o psychice i psychoterapii niż pragmatycznie i empirycznie zorientowani psychologowie w rodzaju George’a A. Bonanno- że znacznie głębiej niż wszelkie terapeutyczne techniki działa poczucie wspólnoty, która rodzi się z kolektywnego doświadczania rany. Psychoterapia interwencyjna, owi „psychologowie, którzy pracują na miejscu”, za wszelką cenę próbuje osłabić impakt zranienia. Tymczasem w zbiorowym zranieniu, w chaosie, w nieszczęściu ludzie odkrywają, że nie są samotni. Rana – nie idealizując jej, nie wpisując jej, rzecz jasna, w żaden romantyczny model umniejszający cierpienie, które ze soba niesie – otwiera przestrzeń wspólnoty, łączności. Z tego poczucia, a nie wskutek rytualnych działań terapeutycznych, często rodzi się wielka siła.

To, w jaki sposób społeczność Nowego Orleanu potrafiła odbudować miasto po ataku huraganu Katrina w sierpniu 2005 roku, jest tej siły dobitnym przykładem. Zamiast indywidualnie pracować w gabinetach terapeutycznych nad własnym zranionym ego – podkreślał Hillman- mieszkańcy Nowego Orleanu wyszli na ulice i byli razem. W zranieniu, w poczuciu bezradności wobec niszczącej siły żywiołu.

I dlatego nie potrzebowali żadnej psychoterapii.”

Powidok mam taki do tematu: poczekalnia hali przylotów bangkockiego, nie używanego intensywnie już teraz, lotniska Don Muang, trzy miesiące po tsunami. Wokół rzędów plastikowych krzesełek krąży wiele osób, między innymi starsza biała turystka. Typowa emerytka na wakacjach, Holenderka lub Angielka. Macha do kogoś, uśmiecha się, woła. Jak inni wokół. Mija nas kilka razy. Nagle – patrzę- leży u moich stóp, jak znieruchomiała pastuszka z obrazu Chełmońskiego „Babie lato”. Pochylam się nad nią, myśląc, że zasłabła. „I’m fine, I’m fine”, odpowiada, uśmiechając się nieziemsko. Obsługa zabiera ją na wózek. I tłumaczy z tym przerażającym – bo dla Europejczyka nieadekwatnym tajskim uśmiechem – że ta pani tu tak sobie chodzi, że straciła najbliższą rodzinę w Wielkiej Fali. Że na nich czeka. I pozwalają jej na to radosne oczekiwanie, choć przecież nikt nie odpowie na jej wołanie: ani córka z zięciem ani mąż. Ani wnuczka nie podbiegnie rozpromieniona, z różowym plecaczkiem pełnych nadoceanicznych wspomnień.

Czasem myślę, że tylko wewnętrzne szaleństwo może nas uchronić przed zewnętrznym szaleństwem świata. Że czasem trzeba zwariować, żeby nie zwariować. I że taki debriefing, psychoterapia, lub puste słowa „Bóg tak chciał” byłyby splunięciem w twarz. Tej starszej kobiety i pamięci jej bliskich.

Niech więc sobie chodzi, widmo na lotnisku-widmo w moich widmowych wspomnieniach. Człowiek ma przecież niejedno imię.

**

Źródła

:
Tomasz Stawiszyński Potyczki z Freudem”, Carta Blanca 2013, fragment eseju„Psychologowie na miejscu, czyli dlaczego pomoc psychologiczna często szkodzi ofiarom katastrof i wypadków”

Więcej na temat debriefingu – metody, zastosowanie, krytyka:

 
Kontrowersje wokół debriefingu – przegląd badań” Paweł Urbaś Dział Doboru i Rozwoju PLL LOT S.A
Monika Talarowska, Antoni Florkowski, Katarzyna Wachowska, Piotr Gałecki
Klinika Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

Skuteczność wczesnych interwencji terapeutycznych u osób po traumatycznych wydarzeniach – przegląd systematyczny z metaanalizą

****

Tekst w całości pochodzi ze strony Psycho-Kit.pl.

psychokit

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do newslettera!