Nie ma nasza kocha Policja szczęścia do moich publikacji. Oj nie ma. Jakoś w okolicach miesiąca temu, światło dzienne ujrzał raport NIK dotyczący działań Policji na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego. Można przeczytać go sobie tutaj, a poniższy wpis to tylko subiektywna interpretacja faktów przedstawionych.

W teorii sytuacja się polepsza. Mniej ofiar na drogach, skuteczne działania prewencyjne, zwiększona ilość etatów na drogach. Cud, miód, orzeszki i pajda ze smalcem. Problem pojawia się kiedy wnikniemy w detale. Jak zwykle.

Kontrolerzy NIK wykryli dużą ilość błędów w policyjnej bazie wypadków drogowych (SEWIK). Oznacza to, że nie istnieją dokładne dane dotyczące zagrożeń w ruchu drogowym. Błędy w opisach miejsc wypadków. Błędy w opisach personalnych uczestników, co może przeszkadzać w identyfikowaniu sprawców wypadku. Brak obowiązkowego pomiaru za pomocą GPS, które miało na celu m.in. wyznaczenie najniebezpieczniejszych punktów. Tylko 4% przypadków posiada takowe dane, a nawet wtedy potrafią wskazać one półwysep arabski.

Im dalej w las, tym więcej puszek.image

40% policjantów w służbie drogowej nie posiada wymaganego, specjalistycznego przeszkolenia z zakresu ruchu drogowego. Oznacza to, że bez mała połowa funkcjonariuszy nie ma przeszkolenia do badania i orzekania o tym jak przebiegało zdarzenie i kto jest jemu winny. Pozwólcie rozsiąść się tej myśli. Zwłaszcza ci którzy uczestniczyli kiedykolwiek w wypadku drogowym.

W większości kontrolowanych jednostek Policji zdecydowanie brakuje sprzętu. Od radiowozów, po pojazdy zabezpieczające wypadki drogowe, oraz pojazdy diagnostyki stanu technicznego. 1/3 pojazdów jest zużyta i kwalifikuje się do wymiany. I liczba ta będzie stale się powiększać, bo po prostu nie ma środków na nowy sprzęt. Zwiększoną ilość etatów drogówki można będzie sobie w buty wsadzić, bo nie będzie najzwyczajniej w świecie w czym jeździć.bilde

Wychodzą również błędy bezpośrednio w strukturze wspomnianego wcześniej systemu SEWIK. Możliwość rejestracji nieprawidłowego numeru PESEL, nieprawidłowych wartości alkoholu u kierowców. Niemożliwość przypisanie więcej niż jednego czynnika decydującego o kolizji.

Chaos.

O ile zamysły i starania były dobre, to wyszło jak zawsze. Wszelkie analizy, dane statystyczne w zasadzie można wyrzucić do kosza. Nie wiadomo ile, nie wiadomo jak, nie wiadomo gdzie. Po raz kolejny okazuje się że to miało wiele rzeczy usprawnić i ułatwić, generuje więcej problemów niż cała sprawa jest warta. Wniosek jest prosty: Policja nie panuje nad własną biurokracją. Kierownictwo prezentuje statystyki, które jak się okazuje nie maja pokrycia. Jedyna nadzieja – jak zwykle – w młodych policjantach, którzy domagają się szkoleń i chcą podnosić kwalifikacje. Tylko że zamiast tego zmuszani są do robienia norm i zdzierania pieniędzy. Mam taką cichą, głupią nadzieję że policyjny pion dowodzenia weźmie sobie w końcu do serca proponowane zalecenia.

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do newslettera!

[subscribe2]