Poniższy wpis miał się pojawić w poniedziałek, ale zrobiłem poważny błąd, i dopuściłem do laptopa („żeby sobie pograł”) mojego młodocianego kuzyna. Tego dnia mój kuzyn i ja zdobyliśmy nową wiedzę. Mój kuzyn zdobył nową wiedzę jak się robi format dysku, a ja zdobyłem nową wiedzę, że wszystkie artykuły trzeba archiwizować z całą resztą ważnych danych. Życie 😉 .

Na temat firmy Freeplay pisałem w tym miejscu, podczas recenzji ich innego produktu. Dzisiaj postaram się opisać moje wrażenia z użytkowania i testowania (jak to się nazywa oficjalnie ) Generatora Freeplay Freecharge 12V którego dostałem do testów ze sklepu Karaluch.

Nie jest to urządzenie skomplikowane, dlatego postaram się nie dorabiać zbędnej filozofii.

Podobnie jak lampa Indigo, sprawia wrażenie solidnego kawałka plastiku. Części ze sobą dobrze połączone bez zbędnych szpar ani braków. Jak pierwszy raz ją zobaczyłem, to pomyślałem: „kurczę ale to duże”. Ta reakcja pewnie wynikała z mojego przyzwyczajenia do miniaturyzacji. W końcu jak coś się robi mniejsze, to robi się praktyczniejsze. Prawda?

Obudowa freecharge - plamy wody są pozostałością testów pod bieżącą wodą

Guzik prawda. Freecharge podobnie jak Indigo są produktem będącym sumą doświadczeń firmy Freeplay. Rozmiar jest tak dostosowany, aby ładowarka leżała wygodnie w dłoni.

Na końcu ładowarki znajduje się około 30cm kabel. Jego zakończenie jest wejściem od samochodowej ładowarki, dzięki czemu jest niemalże UNIWERSALNE. Wystarczy kupić sobie ładowarkę samochodową do komórki (albo z przejściówką na mini-usb w nowszych modelach) i jesteśmy praktycznie niezależni od energii elektrycznej. Podobnie jest z innymi urządzeniami takimi jak GPS.

Na obudowie znajdują się miejsce na kciuk. Dzięki temu palce nie ślizgają się nawet przy intensywnym użytkowaniu.

Ładowanie korbką jest lżejsze, niż w przypadku Indigo. Przy kablu znajduje się zielona dioda która informuję czy mamy wystarczającą prędkość. Leniuchów rozczaruję, ponieważ trzeba się trochę namachać, żeby w pełni naładować swój sprzęt.

O wiele wygodniejsze pod tym względem są ładowarki słoneczne. No ale Freecharge ma nad nimi kilka punktów przewagi:
– odporność na uszkodzenia,
– cena,
– rozmiar.

I last but not least – NIEZALEŻNOŚĆ. W pochmurny dzień albo w nocy nie naładujemy baterii w swoim telefonie/GPS, gdy będziemy tego potrzebować. Tutaj wystarczą nam tylko nasze mięśnie.

Poddałem Freecharge podobnym testom na wytrzymałość jak Indigo Freeplay, czyli:
– upadek na trawę z wysokości 2 piętra,
– upadek na ziemię z wysokości 2 metrów,
– symulowany upadek w głęboką kałuże (miska z wodą).

Dodatkowo potrzymałem ją jeszcze chwilę pod bieżącą wodą z kranu.

Zgodnie z oczekiwaniami, po osuszeniu działała bez zarzutu. Testy miały za zadanie symulować (w większości) zdarzenia, z którymi ładowarką może się spotkać. Pewnie gdybyśmy ją wsadzili do miski z wodą na kilka dni to by przestała działać, no ale nie o to w niej chodzi.

YouTube Preview Image

Jako puentę opiszę sytuację, która zdarzyła mi się około dwóch tygodni temu. Moi rodzice wyjechali na wakacje zostawiając w domu mego nastoletniego brata. W sobotę rano obudził mnie telefon od moich rodziców:

– Łukasz, dzwonimy do młodego a on nie odpowiada, rano ma korepetycje. Dziewczyna stoi pod domofonem i nikt nie odbiera

– No i.. ?

No i po krótkich negocjacjach trzeba było się zerwać z ciepłego łóżka i pojechać do rodzinnego domu (ja jako jedyny miałem klucze), żeby sprawdzić co się dzieje. Próbowałem się dodzwonić jeszcze parę razy na numer domowy (sygnał był, nikt nie odbierał) i telefon komórkowy (abonament poza zasięgiem). Pierwsze myśli, wiadomo jakie, pewnie młody w piątek przyimprezował i przysnął sobie, a ja się zrywam w sobotni poranek tylko po to, żeby pojechać do domu i go obudzić. Po 30 minutach dotarłem do domu i kolejna niespodzianka. Winda nie działa. No a że mieszkam na 9-tym piętrze to moja nienawiść do brata rosła z każdym pokonywanym stopniem. Kiedy udało mi się wdrapać na odpowiednie piętro otworzyłem drzwi i już miałem ochotę udusić młodszego brata poduszką… kiedy zobaczyłem, że siedzi w fotelu jak gdyby nigdy nic i czyta sobie „Stulecie Detektywów” Thorwalda.

Co się później okazało? Od godziny 23 dnia wczorajszego nie było prądu. Pewnie wystąpiła jakaś awaria.

Mój telefon stacjonarny jest stacjonarnym tylko z nazwy, ponieważ ma przenośną słuchawkę i wymaga stałego zasilania. Czemu winda nie działała, tłumaczyć chyba nie muszę. A co do komórki. No cóż. Komórka mojego brata leżała rozładowana w pokoju. Planował ją naładować rano, a tutaj taki psikus. Następnego dnia załatwiłem odpowiednią przejściówkę i zostawiłem Freecharge w moim rodzinnym domu.

Spanie do południa w sobotę to świętość i nie powinno być zakłócane przez takie głupoty jak braki dostawy prądu. 🙂

Jakbyście mieli jakieś pytania co do testu sprzętu to pisać w komentarzach.

Warto przeczytać:

1. Myślisz, że twój bagaż jest bezpieczny? – Jak w 5 sekund włamać się do każdej walizki bez pozostawienia śladów

2. Krótka historia o tym, jak próbowałem wezwać Policję

3. Bezpieczeństwo w lateksie czyli 12 zasad jak chronić siebie przed zakażeniem

4. NA ZIEMIĘ KURWA!! GLEBA BO CIĘ ZAJEBIĘ!! – jak się zachować gdy zostaniemy zakładnikami

5. Jak wybrać kurs samoobrony dla kobiety?0