Jest to jedna z nowości dostępna w sklepie Karalucha. Aby uniknąć podejrzeń o stronniczość poprosiłem o testy i recenzje jednego z użytkowników forum tactical.pl. Testerem był RNL – lekarz pracujący w pogotowiu,  himalaistą i podróżniki. W środowisku jest szerzej znany dzięki najlepszemu w sieci testowi noży ratowniczych. Myślę, że trudno byłoby znaleźć do testów osobę bardziej kompetentną. Na zdjęciach występuje Krzysztof Siodła (kroko).

Łukasz

——————————————————————-

TPA (Thermal Protective Device) to grupa produktów mających na celu zabezpieczenie termiczne osób narażonych na działanie niskich temperatur i wysokiej wilgotności środowiska. Zaprojektowane głównie do użytku na wodzie, przez załogi zmuszone do opuszczenia swoich jednostek na pokładach tratw ratunkowych. Ten rodzaj zastosowania zdefiniował również konstrukcję kombinezonu, który dzięki Łukaszowi, przyszło mi przetestować w warunkach jesienno-zimowej Polski.

Pytanie, które zadawaliśmy sobie na początku testu brzmiało-czy tego rodzaju kombinezon może znaleźć zastosowanie na lądzie, jako zawartość plecaka BOB(bug out bag), czy też kompan apteczki w samochodowym schowku?

Na początek kilka danych technicznych- TPA Mk2 Hansen, to kombinezon z tworzywa sztucznego- pomarańczowej, grubej folii wzmacnianej w swej strukturze siatką nylonowej nici, przez co materiał przypomina znany z wielu mundurów Ripstop o stosunkowo dużym oczku, aluminiowanej od wewnątrz, co przypomina folie NRC. Kombinezon ma postać śpiwora z rękawami i kapturem, zapinany z przodu, jak kurtka do mniej więcej połowy jego długości.

Waga kombinezonu w opakowaniu z folii to 450g (producent podaje 250g- egzemplarz dostarczony do testów ważony był 3-krotnie, za każdym razem 450g). Złożony do transportu pakiet ma wymiary 25x20x4cm, zaś wymiary rozłożonego kombi pozwalają na swobodne pomieszczenie rosłego mężczyzny wraz z plecakiem (w założeniu chodziło o zachowanie elementarnej swobody ruchów z założoną kamizelką ratunkową)

Producent zapewnia, że wytrzymałość materiału jest wystarczająco duża, aby wykorzystać go do przenoszenia dorosłego człowieka, niezdolnego chodzić, a obszerność wnętrza śpiwora pozwala pomieścić również dziecko na rękach.
Wg zapewnień producenta, nagi człowiek w tym kombinezonie jest w stanie uniknąć śmierci z wychłodzenia przy -30°C przez 18 godzin, co jednak należy uznać za pewną przesadę, tym bardziej, że tego rodzaju limity nie są raczej rezultatem empirycznych badań.

Przyglądając się bliżej konstrukcji kombinezonu-śpiwora, można zauważyć, że na pierwszy plan wysuwają się pewne szczegóły świadczące o jego morskim przeznaczeniu. Rękawy na końcach są ślepo zakończone- nie odwzorowują nawet kształtu jednopalczastej rękawicy, mankiet został na głucho zgrzany. Główny zamek wykonany z tworzywa sztucznego ma założony suwak w sposób ?odwrotny?, czyli możliwe jest jego zapięcie od środka kombinezonu, a chwyt ułatwia pętla z cienkiej nylonowej linki. Górny otwór kombinezonu jest dość szeroki. Zaciąga się go wraz z kapturem za pomocą linki ze stoperem. Takie rozwiązanie z całą pewnością upraszcza produkcję czyniąc całość znacznie tańszą, jednak posiada poważną wadę- ściąganie sznurka znacznie szybciej zmniejsza obwód kaptura niż górnego otworu, a regulacja sznureczka zgrabiałymi z zimna rękami nastręcza pewnych trudności. W zamyśle, szeroki otwór w okolicy głowy miał zapobiegać gromadzeniu dwutlenku węgla wewnątrz kombinezonu, w przypadku schowania się wewnątrz wraz z głową, bądź trzymając na ręku dziecko- w takim zastosowaniu, wada staje się zaletą, pozwalając na swobodną wentylację, co jednocześnie pogarsza termikę.

Po wstępnym zapoznaniu się z podstawowymi cechami sprzętu, uzbrojony w zapewnienia producenta, a jednocześnie znając założenia konstrukcyjne, postanowiłem przetestować TPA przy ujemnych temperaturach i na śniegu, zakładając, że na wodzie kombinezon został już dostatecznie sprawdzony.

Pierwszy test odbywał się w warunkach symulujących lekki trekking w zróżnicowanym, pofalowanym terenie.  Warunki pogodowe w dniu badania: temperatura powietrza -9°C, lekki wiatr, niemal bezśnieżnie.  Mając na sobie polar 400, bieliznę termoaktywną i softshell bez membrany przemierzyłem kilka kilometrów z plecakiem po lesie, po czym ubrałem się w TPA, markując załamanie pogody i konieczność przeczekania pogorszenia warunków w przygodnym terenie bez możliwości budowy schronienia.

Zakładanie kombinezonu w rękawiczkach okazało się dość łatwe, choć śliski w dotyku sznurek ściągający górny otwór wymógł ich zdjęcie, co nie było przyjemnym doznaniem na mrozie. Po zapięciu suwaka i zaciągnięciu linki zrobiło się cieplej, przez około godzinę można było pozostawać, w pozycji siedzącej, będąc na granicy komfortu cieplnego. , Dlaczego na granicy komfortu? W okolicy nieco zawilgoconych podczas marszu pleców dało się odczuć niezbyt natrętny, ale jednak wyraźny chłód, podczas, gdy w nogi i przednią część tułowia było ciepło.

Efektywność obijającej ciepło warstwy aluminiowanej jest na tyle duża, że z otworu na głowę po pewnym czasie wydobywały się kłęby pary wodnej, jakby ktoś oddychał do wewnątrz. Ten fakt, niestety, niesie za sobą problem, oczywisty w tego typu sprzęcie- zawilgocenie zewnętrznej warstwy odzieży. Nie wiem czy po dłuższym czasie, partie folii odległe od ciała nie przymarzłyby jedna do drugiej. Zawilgocenie ubrań nie ma znaczenia na morzu, gdzie i tak wszystko jest już całkiem mokre w chwili dostania się na tratwę (chyba, że rozbitek ma założony odpowiedni kombinezon już wcześniej)

TPA nie zapewnia niestety wystarczającej izolacja od podłoża.  Podczas testu konieczne okazało się zastosowanie siedziska z karimaty, jednak zdecydowanie lepiej użyć go wewnątrz śpiwora z folii, niż bezpośrednio na podłoże.
Po godzinie w śpiworze TPA doznania były podobne jak po zastosowaniu folii NRC firmy Edelrid, która zwykle znajduje miejsce w moim plecaku. Co do obszerności samego kombinezonu- rzeczywiście można zmieścić się do niego z plecakiem ok. 30-40l (choćby na nim usiąść, w razie braku karimaty).

Kolejną cechą TPA jaką starałem się ocenić była widzialność w terenie, co dla sprzętu stricte ratunkowego jest istotnym parametrem. Czy TPA jest dobrze widoczny, można ocenić samemu- zdjęcia wykonano z dystansu ponad 100m, a leżący obok skafandra szaro-oliwkowy 50l plecak jest właściwie niewidoczny.  

 

Kolejny etap testu przeprowadzony został na zamarzniętym jeziorze, podczas podlodowego wędkowania. Tym razem testerem był kolega kroko, wyposażony w kombinezon wypornościowy. Temperatura powietrza -7,5°C, słonecznie i bezwietrznie, ok. 5cm śniegu na 50cm tafli lodu.

Tym razem kombinezon testowany był w pozycji siedzącej i leżącej. W połączeniu z kombinezonem wypornościowym komfort cieplny był na tyle zadowalający, że tester leżąc na lodzie nie odczuwał chłodu. Zastosowanie kombi podczas samego wędkowania nie jest jednak wygodne, przez zaszyte rękawy, jednak po wysunięciu rak przez przedni otwór można poczuć się jak w mini-namiocie.

Przetestowano też ubieranie skafandra w samochodzie, gdyż możliwym i sensownym zastosowaniem na lądzie jest właśnie zabezpieczenie przed wychłodzeniem kierowcy uszkodzonego pojazdu. Pomimo pewnych trudności, było to możliwe, a dzięki rozłożeniu oparcia kanapy (nadwozie kombi) można było całkiem swobodnie się zdrzemnąć, o ile nie przeszkadza komuś niezwykle głośny szelest generowany przez folię.


Podsumowując, TPA, jako sprzęt ratowniczy na wodzie z całą pewnością sprawdza się dobrze, o czym świadczą odpowiednie certyfikaty,  dopuszczające do takiego zastosowania. Na lądzie pewnym ograniczeniem jest stosunkowo duża masa, jak na rozwiązanie awaryjne, używane ?od wielkiego dzwonu? i objętość nieotartego pakietu, która jeszcze wzrasta po pierwszorazowym użyciu, gdyż całkowite skompresowanie skafandra do wyjściowych rozmiarów jest dość trudne (oczywiście, nie niemożliwe). Do mankamentów zaliczyć należy słabo zamykający się otwór wokół głowy,  rękawy, które nie dość, że pogarszają termikę (prawidłowo, by zminimalizować utratę ciepła powinno się przyjąć pozycję embrionalną), to brak wypustki na kciuk pogarsza możliwość uchwycenia przez skafander czegokolwiek.

Kto mógłby skorzystać z tego skafandra? Dla myśliwych, na ambonę, się nie nadaje, bo hałas jaki generuje zimna folia jest naprawdę istotny. ?Survivaloviec? mógłby się może przekonać do tego rozwiązania, jednak minimaliści wezmą folię NRC, bo mniejsza i lżejsza (choć z całą pewnością mniej wytrzymała i trudniejsza w użyciu), a ci z bardziej turystycznym podejściem wybiorą śpiwór (np. 650g puchowy). Świetna widzialność predestynuje TPA jako sprzęt typowo ratowniczy, do działań w ukryciu raczej nie polecałbym go. Czy może grupą docelową mogliby być kierowcy terenówek, którzy mogą utknąć w jakimś nieprzewidzianym miejscu na dłużej? Oni wybiorą śpiwór i bivvy, a może i namiot, bo nie muszą tego wszystkiego nosić. Najbardziej chyba mogą skorzystać wędkarze, zarówno podlodowi jak i klasyczni, w tym łowiący z łodzi. I tak oto wróciliśmy nad wodę, czyli tam, gdzie TPA ma się sprawdzić najlepiej. I zapewne to zrobi. Na koniec kwestia ceny. Hansen Mk2 oferowany jest w cenie 150pln w sklepach online. Bliźniacze rozwiązania z Dalekiego Wschodu (o nieznanej mi jakości) można znaleźć w cenie 8-10$/sztukę.

Warto przeczytać:

1.Pogotowie i my ? jak czytać kartę medycznych czynności ratunkowych

2.Don?t drive when you are sleepy..

3.Miejski survival ? kiedy w sklepach zabraknie chleba cz. 3 alternatywne źródła żywności

4.Kurs obrony przed atakiem nożem ? relacja

5.Komunikacja interpersonalna w służbach