E-book, który dzisiaj recenzuję jest strasznie opóźniony. Na polskim rynku powinien się pojawić w formie papierowej około 20 (jeżeli nie 200) lat temu. Jest to zbiór felietonów na temat zarządzania ryzykiem (i ryzyka jako takiego). Sam temat zarządzania ryzykiem robi się ostatnimi czasy coraz bardziej medialny i nośny. Jest to dosyć ciekawe zjawisko w Polsce, kraju którego tradycja „ułańskiej fantazji” i bezmyślnego bohaterstwa ma wielowiekową tradycję. Trochę mnie smuci, że o zarządzaniu ryzykiem póki co więcej się mówi niż faktycznie robi. No ale nie od razu Kraków zbudowano.

Tytuł książki może odstraszać, ale stali czytelnicy bloga zapewne się domyślili, że jest to nawiązanie do ciekawostki wypuszczonej przez FEMA. To organizacja, która jest w USA odpowiednikiem naszych Wojewódzkich Centrów Zarządzania Kryzysowego (przy skali odpowiadającej porównaniu metra w Warszawie i w Nowym Yorku). Poważna rządowa organizacja wypuściła instruktarz, jak zachować się w przypadku ataku zombie. Dziwnym trafem, przygotowanie się do ataku zombie bardzo mocno przypomina przygotowanie się do każdej innej sytuacji kryzysowej. Tutaj mamy podobną sytuację. Pod lekkostrawnym, felietonowym płaszczykiem autor przemyca bardzo ważne treści.

No ale od początku. Autorem e-booka jest dr Jerzy Podlewski. Wykładowca akademicki i spec od zarządzania ryzykiem (taki prawdziwy, nie PR-owo nadmuchany). Prowadzi też swój blog (ryzykonomia.pl – pisany w dość specyficzny ale ciekawy sposób) i redaguje felietony do Gazety Ubezpieczeniowej. Jednak to co jest najważniejsze, to osoba która zeszła z akademickiego piedestału, i stara się pokazywać o co w tym całym zarządzaniu ryzykiem chodzi. Po prostu.

Pierwszy rozdział jest wstępem do zarządzania ryzykiem – co to jest w ogóle to zarządzenie ryzykiem i po co one jest. W jednym z podrozdziałów opisano epidemicznie występujące w Polsce „zaburzenie okulistyczne”. Ślepota problemowa po angielsku ładnie nazywana NIMTOF (not in my term office) czyli powszechne „u nas to się nie zdarzy”. A jednak się zdarza. Od trąb powietrznych (Klucze 08.08.2012), przez katastrofy budowlane (Katowice 28.01.2006), po tąpnięcia (Polkowice 20.04.2013).

Zombie-atakuja-Zarzadzanie-ryzykiem-po-prostu_Jerzy-Podlewski,images_big,31,978-83-272-3927-3_MOBI

W drugiej części są przedstawione podstawowe zagadnienia związane z zarządzaniem ryzykiem. Obalony jest między innymi mit, że bez matematyki nie ma zarządzania kryzysowego. Matematyka to nauka ścisła, a mało jest tak nieścisłych rzeczy jak zachowanie ludzi i przyrody. Do gustu bardzo mi przypadło wyjaśnienie pojęcia „apetyt na ryzyko”, na przykładzie bajki o Czerwonym Kapturku. A szczególnie pyszny żart o możliwości wynajęcia przez Czerwonego Kapturka „agencji ochrony prowadzonej przez skutecznych byłych pracowników leśnych służb informacyjnych (ogromna ilość AO jest prowadzona przez byłych funkcjonariuszy państwowych).

Kolejne rozdziały to seria felietonów około „ryzykonomicznych”. Opisują one różne case study od imprezy masowej po pielgrzymkę i różne rodzaje zagrożeń jakie nam grożą (defraudacje, ryzyka reputacyjne, itd.). Dużo tekstów ma charakter stricto publicystyczny. Często autor odnosi się do rzeczywistych przypadków (na przykład teflonowa reputacja Appla) co jest dodatkowym atutem książki. Do mnie trafił szczególnie tekst o atomie w Polsce. Głównie dlatego, że mam bardzo podobne zdanie.

Jest to temat niesamowicie nośny i często pojawia się w „poważnych mediach” (taki mały oksymoron). W mniejszych lub większych odstępach czasu w telewizyjnym studio spotykają się dwa autorytety. Jeden profesor z siwą czupryną reprezentujący wyższą uczelnię. I drugi, też siwy ale za to z brodą aktywista znanej organizacji ekologicznej zajmującej się wielorybami (i GMO, i atomem, i tym co jest trendy w mediach). No a widz czuje się jakby oglądał powtórkę tej samej, starej nudnej walki.

Naukowiec: „Bez atomu nie będzie energii”

Aktywista: „Za mało inwestujemy w alternatywne źródła energii”

Naukowiec: „Atom jest tańszy”

risk-management2

I tak dalej. Tymczasem pytanie jest źle postawione. Zamiast pytać „czy budować w Polsce elektrownie atomowe” zapytajmy trochę niegramatycznie: „Jak można myśleć o budowaniu elektrowni atomowych w kraju, którego możliwości kulturowo-intelektualne przekracza wybudowanie czterech hal widowiskowych zbudowanych z żelbetonu, które wytrzymają bez awarii więcej niż 2 lata”.

Chyba nie muszę przypominać, że taka elektrownia atomowa jest nieco bardziej skomplikowana zarówno w konstrukcji jak i „procesie technologicznym”. Kurcze, przecież nasze (tak, nasze polskie) możliwości przekracza wybudowanie stadionu, na którym będzie prawidłowo rosła trawa

No, ale wracając do samej książki. Bardzo wiele osób mających „dr” z przodu lubuje się w nadużywaniu wszelkiej maści trudnych słów. Jakby te wszystkie holizmy, dychotomie i inne degrengolady wpływały na wartość tekstu. W swoim życiu przeczytałem dużo książek o zarządzaniu ryzykiem (taka branżowa dewiacja) i ta była zdecydowanie najprzyjemniejszą lekturą. Całość ma formę felietonowo-blogerską. Jest pisana w sposób bardzo lekki i przystępny. Mi jej przeczytanie i strawienie zajęło około 1,5 nocy. Sama publikacja jest dostępna w formacie pdf, e-pub i mobi. Także dla każdego coś miłego. 🙂

Książka ze względu na lekkostrawny charakter stanowi świetny wstęp do tematyki zarządzania ryzykiem. Odczarowuje mityczny świat zarządzania ryzykiem. Jest to pozycja warta uwagi dla wszystkich osób, które chcą czymkolwiek zarządzać (również sobą). Na pewno nikomu by też nie zaszkodziło wciągnięcie jej do akademickich syllabusów i / albo zajęć z przedsiębiorczości.

Odkąd sprawiłem sobie czytnik e-booków z ogromną starannością dobieram książki, które kupuję w wersji papierowej. I to jest chyba największa wada tej książki. Występuje tylko w formie elektronicznej, a szkoda. Bo na pewno by znalazła jakieś dumne miejsce w mojej skromnej biblioteczce.

Skoro tak się rozpisałem o tej książce, to chyba warto, żebyście ją sami sprawdzili. Jako, że dawno żadnego konkursu u nas nie było, to w czwartek będą do wygrania trzy PDF-y „Zombie atakują! Zarządzanie ryzykiem po prostu”.

Warto przeczytać:

1.Jak sprawnie przejść kontrolę na lotnisku?

2.Co z tą ewolucją?

3.Real life heroes

4.Jak poradzić sobie z paraliżującym strachem?

Także wytrzymajcie do czwartku, i nie dajcie się zadeptać przez jakieś bezmyślne zombie!

 ps: żeby nie było, że tylko mi się tak podoba. Opisywana książka była przez całkiem spory okres czasu nr 1 na liście e-bookowych bestsellerów Empiku. Także wynik bardzo przyzwoity.