Każdy kto bywał w klubach (albo ich otoczeniu) doskonale zna obrazek kiedy przed klubem trwa bójka/pobicie, a grupka ochroniarzy bezczynnie przypatruje się sytuacji. Cała rzecz dzieje się poza terenem ich klubu, więc nie interweniują. Nawet nie wzywają Policji bo i po co. Tylko im klientów odstraszą. Ciekawe rozwiązanie tej patologicznej sytuacji zaproponowały władze Bydgoszczy. Jeżeli ochrona będzie ignorować łamanie prawa przed klubem to zostanie cofnięte pozwolenie na sprzedaż alkoholu.

Pomysł nieco kontrowersyjny, ale według mnie jak najbardziej słuszny. Największe opory mają właściciele klubów (z resztą, trudno im się dziwić). Wskazują na brak wystarczającej ilości patroli. Niestety, nigdy nie będzie wystarczającej ilości patroli. A ciche pozwolenie ze strony ochrony na awantury  jest czymś nagminnym.

Każdy kto był we Wrocławiu i odwiedził choć raz Pasaż Niepolda (zwany nie bez powodu pasażem przemocy) wie, że cały czas trzeba mieć oczy dookoła głowy. Inaczej można zostać przypadkiem trafionym przez jakąś zbłąkaną butelkę albo pięść.

Nie jest to oczywiście rozwiązanie doskonałe. Awanturnicy mogą przenieść się w jakieś inne miejsce. Jednak jest większa szansa, że po zwróceniu uwagi przez ochronę nieco się uspokoją.

Pomysł jest ciekawy, jednak mam co do niego dwie wątpliwości:

1) Co z miejscami w których jest pozwolenie na sprzedaż alkoholu, a nie ma ochrony?

2) Czy jest jakoś orientacyjnie wyznaczony teren za który ponosi odpowiedzialność ochrona knajpy?

Spróbują uzyskać odpowiedzi na te pytania z bydgoskiego magistratu. Zwrócę się też z pytaniem, co o takim pomyśle sądzą wrocławscy włodarze.

A jakie jest Wasze zdanie na taką metodę rozwiązania problemu awantur przed knajpami?

P.S.: na stronie została uruchomiona możliwość subskrypcji.  Będą wysyłane informacje o nowych artykułach oraz miejscach gdzie warto się pojawić. Zapraszam do zapisów. 🙂


 

Źródło: Gazeta.pl Bydgoszczy