Tydzień temu pojawiła się informacja o nowych zmianach prawnych. Są one dość kontrowersyjne bo nie dość, że nie są jasne to bardzo problematyczne. Cytując jeden z artykułów prasowych:

Kierujący pojazdami (auta, rowery) mają ustępować tym, którzy „oczekują bezpośrednio przed przejściem na możliwość bezpiecznego przekroczenia jezdni”. Projekt wpłynął właśnie do Sejmu.

Czy faktycznie jest się czego bać? A może to tylko internetowe bicie piany? Poprosiłem komentarz naszego redakcyjnego speca od bezpieczeństwa ruchu drogowego. Instruktorkę jazdy i autorkę bardzo poczytnego tekstu o bezpiecznym holowaniu samochodów.

Pewne jest, że przepisy trzeba sprecyzować bo niby jasne jest, że choć pieszy będący na przejściu ma pierwszeństwo, to np. kandydaci na kierowców mają z tym odwieczny problem. Niektórzy zatrzymują się jak pieszy idzie w kierunku przejścia, a przecież może się nie zatrzymać i wejść na przejście co będzie skutkować koniecznością ponownego podchodzenia do egzaminu na prawo jazdy. Inni natomiast jadą, nawet jeśli pieszy stoi tuż przed przejściem bo przecież jeszcze nie jest na przejściu. Kulturalne zachowanie nie zawsze w takim przypadku wychodzi „na zdrowie”.

Zanim przepuści się pieszego należy ocenić sytuację na drodze. Może zdarzyć się bowiem, że pieszy który zostanie przepuszczony przez pojazd do nauki jazdy wpadnie pod koła innego pojazdu. I co wtedy? Jest przepis zabraniający wyprzedzania na przejściu dla pieszych i bezpośrednio przed nim, ale co to zmienia? L-ki wyprzedza się wszędzie!! Nawet po ścieżce rowerowej czy chodniku. Jest też przepis zabraniający omijanie pojazdu, który jechał w tym samym kierunku i zatrzymał się aby przepuścić pieszych. Wyobraźmy sobie sytuację: stoi L-ka i podczas próby ruszania gaśnie jej silnik… kilka razy. Z tego faktu korzystają kolejni piesi i wchodzą na przejście. Pojazd jadący w tym samym kierunku co L-ka, na swoim pasie widzi, że L-ka zgasła to jedzie. Nie widzi natomiast pieszego…

Czasem można zaobserwować sytuację „machania ręką”. Pieszy macha, kandydat na kierowcę macha i w konsekwencji spotykają się na przejściu, bo tak się dogadali 😉 Jedno jest pewne: tendencję przepuszczania pieszych na przejściu jest tym większa im kandydat na kierowcę ma za sobą więcej podejść do egzaminów na prawo jazdy.

Tyle jest problemów z określeniem „pieszy znajdujący się na przejściu”, a co będzie jak doda się kolejne: pieszy zbliżający się lub mający zamiar przejść lub jeszcze coś innego. Pojazdy do nauki jazdy będą stały, a inni będą robić to co robią.

Pomysł z podnoszeniem ręki przez pieszego chcącego przejść przez jezdnię jest może i dobry, ale kto nauczy np. 80-ciolatków podnosić ręce? No i czy to ma być obowiązek? A jeśli tak, to jakie będą konsekwencje jeśli pieszy wejdzie na przejście, a nie podniósł ręki?

Przemyślmy kwestię bezpieczeństwa pieszych. Czy nadawanie im nowych przywilejów da im większą ochronę? Tak, ale co najwyżej prawną…

Piesi w ogóle nie myślą o własnym bezpieczeństwie! Widzieliście pieszego, który rozgląda się przed wejściem na przejście dla pieszych, gdy świeci się dla niego sygnał zielony? Nie! Po co? Przecież ma zielone! I teraz piesi w ogóle nie będą się już rozglądać bo mają pierwszeństwo?

Zwróćcie uwagę na to, jak piesi czekają przed przejściem. Również wtedy gdy mają czerwone światło. Palce ich stóp stoją właściwie na jezdni, podobnie jak wózki z dziećmi. Rowerzyści natomiast wystawiają pół roweru na jezdnię. A nie można by tak cofnąć się z pół metra? Nie dla kierowców – dla własnego bezpieczeństwa! Może trzeba im linie narysować jak na peronach kolejowych? 😉

I jeszcze jedno, bardzo ciekawe zachowanie pieszych gdy pomiędzy jezdnią i chodnikiem wzdłuż znajduje się ścieżka rowerowa. Przejście z sygnalizacją świetlną. Pieszy czeka na zielone światło i gdzie stoi? Na przejściu na ścieżce rowerowej, a przepis mówi: zabrania się zwalniania kroku lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny. Oczywiście chyba nie trzeba wspominać, że piesi na ścieżkach rowerowych czują się jak u siebie i w ogóle nie zwracają uwagi na rowerzystów. Przechodzą przez nie bez upewnienia się, mało tego, bezkarnie po nich chodzą.