Tekst dedykuje T. – koledze z lat dziecięcych, którego nie ma już z nami właśnie z poniższego powodu.

Ci, którzy w miarę często śledzą kryzysową funpagę zauważyli już pewnie, że złośliwe ze mnie bydle. Lubie się czasem po rozwodzić, a czasem wyszydzić zbyt alternatywne idee i pomysły. Tym razem poczułem się jednak uderzony w wyjątkowo czułą strunę.

Podobna historia powtórzyła się kiedy redaktor Marek parę dni temu puścił newsa o rozbrajaniu bomby i związanej z tym ewakuacji mieszkańców w centrum Gdańska. Jeden z czytelników rzucił komentarz. Komentarz na tyle „oryginalny”, że sprowokował mnie do natychmiastowej odpowiedzi, która to rozwinęła się w ten artykuł. Treść owego komentarza można skompresować do jednego zdania:

Po co ewakuować pół miasta – przecież po tylu latach to żadne niebezpieczeństwo.

Jeśli tak myślisz, to jesteś w niezwykle wielkim błędzie.

Fakty:

1. Gottingen (2010) – aliancka, 500 kilogramowa bomba z czasów drugiej wojny światowej zostaje odnaleziona – jak to najczęściej bywa – na placu budowy. Trwa ewakuacja ponad 7000 ludzi. Na miejscu pojawiają się saperzy. Bomba detonuje z nieznanych przyczyn, zabijając trzech saperów i poważnie raniąc sześciu kolejnych. Ludzi, którzy mieli dwadzieścia lat doświadczenia i grubo ponad pół tysiąca rozbrojonych niewypałów z II WŚ. Każdy.

YouTube Preview Image Wybuch półtonowej niemieckiej bomby w terenie zabudowanym.

2. Euskirchen (2013) – podczas prac konstrukcyjnych detonuje niewybuch o nieustalonej mocy. Ginie operator koparki, osiem osób odnosi obrażenia, z czego dwie zostają odwiezione do szpitala w stanie krytycznym. Fala uderzeniowa wybija szyby w promieniu kilku kilometrów. Odłamki zostają odnalezione w promieniu kilometra od epicentrum wybuchu.

3. Monachium (2012) – 250 kilogramowa aliancka bomba lotnicza zostaje poddana KONTROLOWANEJ detonacji w centrum miasta. Oddział saperów uznaje za zbyt niebezpieczne próby transportu albo rozbrojenia. Pomimo środków podjętych w celu zabezpieczenia miejsca wybuchu, eksplozja wybija szyby w obrębie większej części dzielnicy. Uszkadza także strukturę kilku budynków, a co najmniej jeden (co widać na zdjęciach) staje w ogniu.

To tylko kilka przykładów zza najbliższej nam granicy. A na świecie jest ich całe mnóstwo. W Belgi podczas rozbrajania rożnego rodzaju niewybuchów zginęło od 1919 roku dwudziestu członków DOVO. W Francji od 1945 roku śmierć poniosło 630 saperów, z czego dwóch 1998 roku. W Laosie, na skutek pozostałości po wojnie wietnamskiej, od 1998 do 2008 roku zginęły 834 osoby, a 1350 zostało rannych.

Setki tysięcy ton niewybuchów jest wydłubywanych z ziemi, czasem pamiętających czasy wielkiej wojny, albo i starszych. Kuriozalny jest przypadek Sama White’a, który przy próbie restauracji jak mu się wydawało, rozbrojonego pocisku artyleryjskiego wyleciał w powietrze. Odłamki 34 kilogramowego granatu uszkodziły domy w promieniu 400 jardów. Haczyk? Pocisk pochodził z czasów wojny secesyjnej i miał w okolicach 150 lat.

I to jest największy problem z tym draństwem. Choćby siedziało w ziemi i półtora wieku, nadal może pozostać aktywne i groźne. Mało tego, część zapalników, najczęściej chemicznych może stać się jeszcze groźniejsza na skutek niestabilności, spowodowanej rożnymi reakcjami które zaszły na skutek upływu czasu. Nikt tak naprawdę nie wie co dzieje się z takimi rodzynkami po pięćdziesięciu latach siedzenia w ziemi. Rzecz może przegnić kompletnie, materiał wybuchowy stać się nieaktywny, a całość służyć za gustowny (jak kto lubi) przycisk do papieru. Ale może się okazać że niewybuch zachował praktycznie nienaruszony stan. Sam miałem okazję oglądać zapalnik (sam zapalnik na szczęście) nazistowskiego pocisku artyleryjskiego, który mimo iż wykopany z ziemi parę godzin wcześniej, po oczyszczeniu wydawał się – przynajmniej na pierwszy rzut oka – sprawny.

Dlatego w sytuacji znalezienia takiego rodzynka, informuj należne służby i jak każą, to podawaj tyły bo rzecz jest ekstremalnie niebezpieczna. Nie ma co kozakować i zgrywać bohatera. Odważni ludzie którzy są do tego przeszkoleni giną w podobnych sytuacjach. Nie dalej jak w styczniu tego roku w odstępie tygodnia zginęło dwóch mężczyzn dokonujących rozminowania w lasach Mazowsza i Lubelszczyzny.

Czy teraz drogi czytelniku wiesz już po co ta ewakuacja?


 

Jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych artykułach dopisz się do newslettera.

[subscribe2]

Warto przeczytać:
1. Niewybuch w Szczecinie oczami ratownika OSP Szczecinie
2. Quo vadis Policjo?
3. Jak przetrwać katastrofę samolotu – sprawdzamy poradnik gazeta.pl
4. Kryzysowa dyskusja o broni – broń a Policja